Drzwi Grażyny otworzyła dopiero po chwili. Stała w progu z kluczami w dłoni, jakby nie rozpoznała dzwonka. Płaszcz przemoczony, parasol kapał, a na torbie z mlekiem podarty uchwyt. Wieczór chylił się ku końcowi, klatka pachniała czyimś obiedem i kocim zapachem. Za drzwiami stała Wiktoria Grzegorzewna. Szalik własnoręcznie dziergany, lśniące pantofle, walizka na kółkach i w […]