Rachunki za prąd cię dobijają? Wcale nie przez lodówkę. To „cichy wampir” w twojej kuchni wypija 600 zł rocznie

warszawawpigulce.pl 2 godzin temu

Od lat żyjemy w błędnym przekonaniu, iż to pracująca całą dobę lodówka jest głównym winowajcą wysokich rachunków za energię. Obsesyjnie wyjmujemy ładowarki z gniazdek i gasimy światło, licząc na groszowe oszczędności. Tymczasem prawdziwy „pożeracz prądu” stoi w samym sercu kuchni i uruchamiamy go codziennie, nieświadomi kosztów. Płyta indukcyjna, bo o niej mowa, potrafi zużyć trzy razy więcej energii niż pralka czy zmywarka.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce

To nie lodówka rujnuje twój budżet. Matematyka nie kłamie

W powszechnej świadomości to chłodziarko-zamrażarka jest symbolem zużycia energii, bo „pracuje non-stop”. Jednak nowoczesne lodówki klasy A++ czy A+++ to urządzenia niezwykle wydajne, zużywające średnio od 200 do 300 kWh rocznie. To relatywnie niewiele.

Prawdziwym szokiem dla wielu Polaków jest analiza zużycia płyty indukcyjnej. Choć używamy jej zaledwie przez godzinę lub dwie dziennie, jej zapotrzebowanie na moc jest gigantyczne. Jak wynika z analiz rynkowych, roczne zużycie prądu przez płytę w typowym gospodarstwie domowym, gdzie gotuje się obiady, może sięgać astronomicznych 1000 kWh. Przeliczając to na pieniądze przy obecnych stawkach, mówimy o kwocie rzędu 500-600 złotych rocznie. Dla porównania – użytkowanie pralki czy zmywarki kosztuje nas rocznie około 150-200 zł.

Dlaczego płyta zużywa tak dużo? Tryb „Boost” to smok

Tajemnica tkwi w mocy chwilowej. Lodówka pracuje stabilnie, pobierając kilkadziesiąt watów. Tymczasem jedno pole grzewcze na indukcji, zwłaszcza w trybie „Boost” (szybkie gotowanie wody), potrafi w jednej chwili pociągnąć z sieci choćby 3500 watów (3,5 kW).

Uruchomienie czterech palników podczas przygotowywania niedzielnego obiadu to obciążenie dla domowej instalacji porównywalne z włączeniem kilkudziesięciu tradycyjnych żarówek jednocześnie. Każda godzina intensywnego gotowania to realny koszt rzędu 1,50 zł. W skali miesiąca robi się z tego konkretna suma, często wyższa niż koszt oświetlenia całego mieszkania.

Inni „podejrzani”: Piekarnik i elektronika

Na drugim miejscu niechlubnego podium energochłonności często znajduje się piekarnik elektryczny. Jego roczne zużycie może dochodzić do 500 kWh, co przez cały czas jest połową tego, co „przepala” płyta. Z kolei mityczne „tryby czuwania” w telewizorach czy ładowarki w gniazdkach to w nowoczesnym budownictwie marginalny koszt – rzędu kilku czy kilkunastu złotych rocznie. Walkę o niższe rachunki trzeba więc zacząć od kuchni, a nie od wyciągania wtyczek w salonie.

Co to oznacza dla Ciebie? Gotuj sprytniej, płać mniej

Nie musisz rezygnować z gotowania, by oszczędzić. Wystarczy wyeliminować błędy, które popełnia 90% z nas:

  • Pokrywka to podstawa: Gotowanie bez przykrycia zwiększa zużycie energii o co najmniej 30 procent. Para ucieka, a wraz z nią Twoje pieniądze.
  • Wykorzystaj ciepło resztkowe: Płyta indukcyjna nagrzewa garnek, a ten trzyma ciepło. Wyłącz pole grzewcze 5 minut przed końcem gotowania. Kasza czy ziemniaki „dojdą” same, za darmo.
  • Szybkowar: jeżeli gotujesz dużo mięs czy zup, zainwestuj w szybkowar. Skraca czas gotowania o połowę, co przy tak drogim urządzeniu jak indukcja, daje gigantyczne oszczędności w skali roku.

Ważna informacja:

Artykuł opiera się na analizach zużycia energii w polskich gospodarstwach domowych. Wartości zużycia (kWh) mogą się różnić w zależności od modelu urządzenia i stylu życia domowników.

Idź do oryginalnego materiału