Przyszła teściowa zrujnowała wakacje: Jak wspólna podróż do Tajlandii zamieniła się w rodzinny koszmar, który na zawsze odmienił relacje Lisy z przyszłymi krewnymi

twojacena.pl 11 godzin temu

We dwie z córką bałabym się jeździć, sama rozumiesz dwie kobiety, nie znamy języka, różnie bywa westchnęła teściowa i machnęła ręką. Ale z wami już inaczej, nie taki strach. Zawsze będziemy blisko siebie, a jakby co, to się pomożemy.

O, Iwona jeszcze nie wiedziała, jak blisko będą musiały spędzać te wakacje.

Ależ pech wzdycha Iwona.

Plany wakacyjne układali z Piotrem, Wiolettą i Karolem już pół roku temu.

Brat przyszłego męża i jego żona byli wręcz wymarzoną kompanią można było z nimi jechać wszędzie: do knajpy, na urlop, nad morze czy w góry zawsze się dogadywali i mieli te same wyobrażenia o udanym wypoczynku.

Już dwa razy zeszłego roku wyjechali razem na urlop i za każdym razem było wspaniale.

A teraz

Iwona choćby nie przyszłaby do głowy, żeby mieć pretensje do przyszłej szwagierki, iż ta nagle zachorowała.

Ma jednak prawo być zasmucona, prawda?

No cóż, będziecie musieli sami latać po tych ruinach dawnych czasów westchnął Karol.

Brat Piotra też był rozczarowany, iż urlop nie dojdzie do skutku, ale nikomu by choćby nie przyszło do głowy wymagać, by zostawił chorą żonę w domu i jechał się bawić w najlepsze.

Zresztą szkoda tych pieniędzy na wycieczki, bo teraz już nie odzyskają całej kwoty. No i plany przepadły

Tego samego wieczora przyszła do nich w odwiedziny matka Piotra i Karola, pani Teresa Zielińska.

Było to całkiem zwyczajne, bo Piotr miał z mamą bardzo bliskie relacje.

A pani Teresa, mimo pewnych swoich tradycyjnych cech, była generalnie osobą sympatyczną.

Owszem, jak to typowa teściowa, czasem próbowała Iwonę pouczać, ale w porównaniu do matek partnerów jej koleżanek była istnym aniołem.

Fakt, iż często odwiedzała ich mieszkanie (jakieś cztery razy w tygodniu), ale tylko raz na dwa tygodnie nachodziła ją ochota, by uczyć przyszłą synową prowadzenia domu.

Niektóre porady choćby się Iwonie przydały, więc nie uważała przyszłej teściowej za wielkie zło.

Dlatego do pomysłu wspólnego wyjazdu na wakacje podeszła całkiem życzliwie.

Pani Teresa chciała zabrać młodszą córkę, Martę, wykupić wycieczki od Karola i Wioletty, i razem ze starszym synem i jego narzeczoną lecieć pod palmę, żeby wygrzać stare kości i nabrać nowych wrażeń.

We dwie z córką nie odważę się jeździć, sama wiesz dwie kobiety, obcy język, różne rzeczy mogą się zdarzyć znów machnęła ręką pani Teresa. Ale z wami już nie tak strasznie. Zawsze będziemy blisko, pomożemy sobie.

Iwona jeszcze nie wyobrażała sobie, jak blisko zamierzają być.

Ach, gdyby przewidziała, nigdy by się na wyjazd z przyszłą teściową i szwagierką nie zgodziła.

Z drugiej strony dobrze, iż prawdziwe oblicza przyszłej rodziny oraz przyszłego męża poznała przed ślubem, a nie dopiero po, kiedy rozstanie wymagało by papierkowej roboty.

Można powiedzieć, iż młoda kobieta wyszła z tego z niewielkim uszczerbkiem.

Kiedy zgodziła się na wyjazd, usłyszała od koleżanek wiele wątpliwości co do swojej rozsądności.

„Jak można jechać na wspólne wakacje z teściową, choćby przyszłą? Przecież ona ci życia nie da, będzie cię rugać, syna ustawiać, a do tego jeszcze młodszą córkę na twoją głowę zepchnie!”

Iwona argumentowała, iż Marta ma już dziewiętnaście lat i żadnych rodzinnych animatorów raczej nie potrzebuje.

W codziennym życiu choćby nie rozmawiały ze sobą za wiele najwyżej przy stole prosiła o sól, mówiła cześć, na razie i tyle.

Mało prawdopodobne, by na urlopie Marta nagle pragnęła bliższych kontaktów.

A pani Teresa? Oczywiście, trzeba będzie trochę dostosować plany pod osobę w średnim wieku, ale nie wyobraża sobie, by miało to oznaczać poważne problemy.

A jak się choćby pojawią jakieś drobne zgrzyty tylko dwa tygodnie, przecież wytrzyma.

A potem, jeżeli rzeczywiście będzie ciężko, zawsze znajdzie pretekst, by już więcej razem nie jeździć.

Przecież niegrzecznie odmawiać czegoś, czego się nie próbowało tak ją wychowano.

No i koleżanki choćby nie znały Teresy Zielińskiej, jedynie porównywały ją do własnych teściowych prawdziwych heks i zołz…

Same kiedyś mówiły, iż Iwona ma szczęście, iż trafiła na taką rodzinę, a teraz nagle zmieniły zdanie i radziły jak najszybciej się wycofać.

Tylko jak tu odmówić, skoro teściowa aż promienieje z radości, a Piotr jest w siódmym niebie, iż zabierze mamę na tropikalne wakacje?

Pierwszy niepokojący sygnał pojawił się już w samolocie.

Marta zajęła miejsce przy oknie nikomu to nie przeszkadzało. Iwona, przez liczne delegacje, traktowała świat za oknem jak tapetę.

Piotr również nie był entuzjastą widoków wolał pokładowe filmy.

Iwona zawsze wolała miejsce przy przejściu, by łatwiej przemykać do toalety.

Po drugiej stronie przejścia usiadła pani Teresa. Widać było, iż jest podenerwowana, a kiedy samolot wpadł w turbulencje niemal popłakała się ze strachu.

Oczywiście, Iwona nie mogła odmówić, gdy poprosiła ją, by zamieniły się miejscami obok syna czuła się bezpieczniej.

Ale potem, gdy powietrzne wyboje minęły, pani Teresa nie kwapiła się, by oddać miejsce, i wyraźnie dobrze jej było przy boku Piotra najpierw udawała, iż ogląda jego film, potem choćby zasnęła z głową na jego ramieniu.

Nie, nie irytuj się powtarzała sobie Iwona. Sama pewnie byłabyś roztrzęsiona po takich przeżyciach i nie miała głowy do zamiany miejsc.

Tylko iż jej wewnętrzny głos podpowiadał coś innego śpiący obudził się bowiem dokładnie wtedy, gdy zaczęto roznosić posiłki w samolocie.

Poza tym, przecież mogła zamienić się z Martą ta już od dawna przestała interesować się widokami i oglądała film.

Na widok tej rodzinnej sielanki Iwona coraz mocniej czuła narastającą irytację, która osiągnęła szczyt już na lotnisku.

Bo Piotr w ogóle nie spojrzał na Iwonę rzucił się do mamy, pomagał jej odebrać bagaże, potem biegał szukać automatu z wodą.

Czuła się jak piąte koło u wozu, taka niewidzialna nikomu niepotrzebna.

Kochanie, nie rób problemu. Przecież nikt cię nie spycha na bocznicę. Po prostu mama jest pierwszy raz za granicą, a lot był dla niej trudny przekonywał Piotr.

To po co w takim razie w ogóle z nami leciała? Iwona ledwie powstrzymuje się, by tego nie powiedzieć.

Ale głos wychowania iż starszym trzeba ustępować, słabszych żałować i nie myśleć tylko o sobie ciągle się odzywa.

A Piotr, jako kochający syn, zaopiekował się zestresowaną mamą, co niby nic złego a Iwonie naprawdę nic się nie stało od tego, iż jej narzeczony zamiast pomagać jej, pomagał matce.

Dziewczyna jeszcze nie wie, iż to dopiero początek jej problemów.

Bo już następnego wieczoru, pani Teresa, niemal uroczyście i z bagażem w ręku, przenosi się do ich pokoju hotelowegoDrugiego dnia po przylocie, gdy zajechali wynajętym busem na plażę, Iwona niemal natychmiast odczuła, iż cokolwiek zaplanuje i tak będzie musiała dostosować się do trybu rodziny Zielińskich. Piotr rozkładał parawan swojej mamie, ratował Martę kremem z filtrem, a po Iwonie pozostawał tylko ślad na piasku.

Zaczęła więc chodzić na długie samotne spacery brzegiem morza. Najpierw z poczuciem winy bo przecież przyjechali razem, powinni się trzymać. Potem jednak z każdym krokiem rosła w niej dziwna, uspokajająca jasność.

Odkryła maleńką kawiarnię przy porcie, gdzie starsza właścicielka mówiła we wszystkich językach świata wystarczył uśmiech i kilka gestów, by dostać idealną kawę i ciasto w kształcie muszelki.

Tam, z widokiem na błyszczącą taflę wody, Iwona zrozumiała: nie musi być kolejnym elementem czyjegoś rodzinnego układu, narzuconym trybem, którym kręci się świat. Może wybrać siebie.

Gdy wróciła do hotelu z nową siłą, Piotr, lekko poirytowany, zapytał, gdzie była tak długo.

Iwona uśmiechnęła się, jakby wróciła z dalekiej podróży. Spacerowałam. Przypomniałam sobie, jak dobrze jest po prostu być samą. Chyba chyba właśnie tego najbardziej potrzebowałam.

Patrzył na nią nieco zdezorientowany, bo przecież wszystko, co robili, miało być razem. gwałtownie zresztą do pokoju wpadła jego mama, narzekając na układ poduszek i domagając się, by Piotr zaraz zszedł z nią na kolację. Marta też już czekała na swoją porcję rodzinnej atencji.

Tymczasem Iwona powoli pakowała do walizki kilka rzeczy. Nie uciekała. Po prostu postanowiła wynająć na kilka dni skromny pokój z widokiem na port i dać sobie to, czego naprawdę pragnęła: czas, przestrzeń i trochę samotności. A może choćby drobnej wolności, zanim podejmie większe decyzje.

Wszystko, co ważne, zrozumiała w tej kawiarni i wiedziała już, iż jej prawdziwe wakacje właśnie się zaczynają.

Kiedy pojechała na lotnisko, nie było wielkich kłótni ani łez. Piotr próbował jeszcze coś tłumaczyć, ale Iwona tylko uśmiechnęła się pogodnie i powiedziała:

Każdego dnia ten świat jest za piękny, by kompromis był wszystkim, co dostajemy w zamian za święty spokój.

A potem spojrzała ostatni raz na błękitne morze i bez żalu ruszyła naprzeciw własnym pragnieniom już nie córka, nie synowa, nie pani od kompromisów, tylko odważna kobieta, której serce nareszcie bije w rytmie jej własnych marzeń.

Idź do oryginalnego materiału