Miałam siedemnaście lat, gdy mój tata postanowił dać dyla na tamten świat. Mama została sama, śmigała na dwa etaty, a portfel wciąż świecił pustkami. Oszczędzaliśmy na wszystkim, choćby na śmiechu. W naszym domu owoce i słodycze pojawiały się niczym kometa Halleya tylko od święta. Nigdy nie miałam serca prosić mamę o nowe jeansy czy tusz do rzęs. Starałam się sama uzbierać na swoje potrzeby, choć czasem z braku laku brałam się za korepetycje z matematyki. Mam młodszą siostrę, Zuzannę. Razem z mamą robiłyśmy wszystko, by Zuza nie czuła się gorsza od koleżanek ze szkoły.
Śmierć taty niestety nie zamknęła furtki naszym problemom, wręcz przeciwnie otworzyła szeroko wrota. Mama trafiła do szpitala po udarze mózgu. Od tamtej pory na spacery chodziła tylko w wyobraźni. Dostała rentę inwalidzką z ZUS-u, ale kogo to pociesza pieniędzy zawsze brakowało. Zaciskałam zęby z nadzieją, iż kiedyś wszystko się ułoży.
Musiałam rzucić studia na Uniwersytecie Warszawskim, bo zostałam jedynym żywicielem rodziny. Praca, opieka nad chorą mamą i Zuzią to był żonglowany kabaret. Wielu znajomych proponowało pomoc, ale ja nie przyjmowałam wsparcia; duma chyba zasłoniła mi oczy. Przed udarem mama była cudowną, serdeczną kobietą po udarze zamieniła się w wymagającą recenzentkę domowych poczynań.
Najpierw lamentowała nad swoim losem, potem czepiała się do wszystkiego Zuza za długo się maluje, ja zbyt przypalam bigos, a drożdżówki z piekarni to luksus, na który nie zasługujemy. Starałam się nie reagować na jej uwagi wiedziałam, iż choroba zamieniła mamę w marudę. Ale czasem bolało mnie, iż tyle robię, a w zamian dostaję tylko krytykę. Znajomi radzili, żeby zatrudnić opiekunkę i zmienić pracę. Miałam okazję zarabiać więcej w dużej firmie na Żoliborzu, ale to oznaczało zostawić mamę z obcą kobietą. Przecież ona ma dwie córki, a miałyby się nią opiekować jakieś Basie czy Wiktorie? W życiu.
Mama z czasem narzekała coraz więcej wyszło, iż choćby szare mydło jest za drogie. Oszczędzałyśmy na wszystkim, ale dla niej nigdy nie było dość.
Przez długi czas byłam cierpliwa jak polskie babcie na promocji, ale jedno wydarzenie zmieniło wszystko. Zachorowałam głowa bolała mnie jak po festiwalu disco-polo, kaszel, gorączka, o spaniu zapomnij. Rano postanowiłam pójść do lekarza. Zuza zauważyła, jak marnie wyglądam, wyszykowała się do szkoły, przytuliła i prosiła, żebym nie odkładała wizyty u lekarza. A mama, jak zawsze „Nie potrzebujesz żadnej medycyny. Młoda osoba sama sobie poradzi. Ja mam gorzej, potrzebuję większych pieniędzy. Ty wydasz wszystkie złotówki na głupie badania, a to pewnie zwykła grypa.” Stwierdziła, iż nie dbam o nią i pewnie chcę, żeby szybciej odeszła.
Słuchałam tych tekstów i cicho płakałam w kącie. Byłam już tak zmęczona, iż nakrzyczałam na mamę. W końcu wylałam wszystko, co leżało mi na sercu od lat.
Okazało się, iż to nie grypa, a zapalenie płuc lekarz nalegał na szpital, ale gdzie tam, przecież Zuza i mama nie poradzą sobie beze mnie. Po receptę pobiegłam, potem przemyciłam się do Moniki, mojej koleżanki.
Monika wpuściła mnie, ochrzaniła za latanie po mieście, zamiast leżeć pod kołdrą. Opowiedziałam jej o dramacie z mamą, poprosiłam o pomoc w znalezieniu pielęgniarki oraz o miejsce do życia. Nie chciałam wracać do domu, bo tam czekało tylko narzekanie i liczenie pieniędzy.
Monika zaproponowała, żebym zamieszkała u niej, a w międzyczasie wróciła po swoje rzeczy. W domu czekała mama, krzycząca jakby zdobyła Oscara za najlepszą rolę dramatyczną. Nie spytała o zdrowie, tylko znowu wyliczała paragony. Nakarmiłam ją, a potem zamknęłam się w pokoju, żeby odpocząć. Wiedziałam już, iż to koniec nie mogę tu mieszkać.
Monika błyskawicznie znalazła pielęgniarkę, panią Wiktorię, i pozwoliła mi zostać na kanapie. Zmieniłam pracę na lepiej płatną w biurze na Mokotowie. Nie odwiedzam już mamy może to brzmi okrutnie, ale naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam. Podziękowania? Nie doczekałam się ani razu. Czy warto było nadstawiać karku? Wciąż mam całe życie przed sobą.
Co miesiąc przelewam pieniądze na mamę i opłacam pielęgniarkę choćby nadprogramowo. Wiktoria mówi, iż mama coraz mniej nas pamięta. Urodziny? Zapominane, choć my z Zuzą zawsze życzenia przesyłamy. Ale nie to jest najważniejsze. Udało mi się zmienić pracę, niedługo wynajmę mieszkanie razem z Zuzią i zaczniemy nowy rozdział. Zuza wspiera mnie i mówi: „Rodziców trzeba mieć na oku, ale nie wtedy, gdy sami cię po kawałku konsumują.”






![„Barre & Glow” w Lejdis Flow – czyli nowe, kobiece miejsce w Krakowie! [recenzja]](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/02/20260214_115231.jpg)





