Prof. Rafał Żelazny – rozmowa
Krzysztof Zyzik: W tym roku Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, obejmująca swoim zasięgiem także sześć powiatów województwa opolskiego, świętuje 30 lat istnienia. Jak pan ocenia te trzy dekady rozwoju KSSE i śląskiej gospodarki?
Prof. Rafał Żelazny: Każdy, kto pamięta, jak śląska gospodarka wyglądała na początku lat 90. XX wieku, nie ma wątpliwości, iż KSSE zmieniła obraz regionu. Trzy dekady naszej działalności to zarówno duże, średnie, jak i małe projekty inwestycyjne – realizowane przez inwestorów z całego świata. W tym oczywiście przez polskie przedsiębiorstwa. Symboliczne początki KSSE to niewątpliwie inwestycja amerykańskiego koncernu General Motors Corporation i powstanie fabryki General Motors Manufacturing Poland w Gliwicach. Czyli sektor automotive. To był wówczas kapitał z USA, dziś to już francusko-włoska grupa Stellantis.
Niezależnie od kraju pochodzenia kapitału, wartości deklarowanych nakładów, czy liczby nowych miejsc pracy, bez inwestycji w naszej strefie, trudno sobie wyobrazić rozwój miast, w których je zlokalizowano. Miały one bezpośredni wpływ nie tylko na ograniczenie bezrobocia, ale również na wzrost jakości życia mieszkańców i rozwój społeczno-gospodarczy regionu. Niech na nasze 30-lecie przemówią liczby: ponad 800 inwestorów, ponad 56 mld PLN nakładów inwestycyjnych, ponad 100 tys. miejsc pracy i 1170 projektów inwestycyjnych.
– Wcześniej Śląsk kojarzył się przemysłem ciężkim. Z kopalniami, dymiącymi kominami…
– Zmieniliśmy i cały czas zmieniamy ten wizerunek. Oczywiście, w dalszym ciągu jesteśmy silni w projektach inwestycyjnych o charakterze przemysłowym. Potwierdzają to chociażby wyniki rankingu fDI Intelligence Global Free Zones 2025, według którego Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna jest najlepszą strefą przemysłową w Europie.
Ale samo słowo „przemysł” ma już dziś inne znacznie niż na początku transformacji. Teraz dominują linie technologiczne o wysokim poziomie zaawansowania – zrobotyzowania i zautomatyzowania. Wspomniany sektor automotive był zresztą pierwszym, który na szeroką skalę wdrożył tzw. koncepcję przemysłu 4.0. Dziś jesteśmy świadkami kolejnego skoku cywilizacyjnego – nasze firmy intensywnie wrażają rozwiązania przemysłu 5.0 i sztucznej inteligencji.
– Jakiej narodowości kapitał lokuje się w KSSE najchętniej? o ile w realiach globalnych marek da się to jeszcze określić…
– Rzeczywiście, w gronie naszych inwestorów dochodzi do licznych przejęć i fuzji. Ale patrząc na kraje pochodzenia inwestycji, kolejność na podium jest następująca: Niemcy, Polska, Korea Południowa. Na kolejnych trzech miejscach plasują się Włochy, USA i Japonia.
– A nasz kapitał rodzimy? Jego udział rośnie w miarę rozwoju PKB?
– Początkowo dominował kapitał zagraniczny. Z prostego powodu, trzeba było zainwestować w działki zlokalizowane w granicach strefy, a wtedy wielu polskich firm po prostu nie było na to stać. Od kiedy tego wymogu już nie ma (tj. od 2018 r.), dostrzegamy znaczący wzrost udziału inwestycji kapitału rodzimego. W 2025 roku to właśnie firmy z polskim kapitałem miały największy udział w inwestycjach w KSSE. Natomiast chcę mocno podkreślić, iż w naszej strefie każdy inwestor jest tak samo ważny, tak samo kompleksowo go obsługujemy, niezależnie od kraju pochodzenia.
– Wśród części lokalnych przedsiębiorców pokutuje mit, iż kooperacja ze strefą jest zarezerwowana raczej dla wielkich graczy i wymaga grubej „papierologii”.
– Mam tego świadomość. Dlatego prowadzimy szereg działań, by dotrzeć z informacją do wszystkich przedsiębiorców, także tych mikro i małych. Uzyskanie pomocy strefowej jest łatwiejsze niż chociażby wsparcia ze środków KPO (dotacji, czy instrumentów zwrotnych), o czym mówią nam sami przedsiębiorcy. Nasi pracownicy bezkosztowo analizują proponowany projekt inwestycyjny, udzielają wszelkich informacji o możliwości uzyskania wsparcia. jeżeli mówimy o produkcji, to zwolnienie jest możliwe prawie zawsze. jeżeli są to usługi, to zależy od rodzajów działalności. Z pomocy są wyłączone np. hotelarstwo, gastronomia, czy sektor beauty. Sama decyzja o wsparciu to maksymalnie kilkanaście stron.
– Pan głosi opinię, iż system strefowych zwolnień podatkowych jest bardziej efektywny dla gospodarki, niż np. system unijnych dotacji. Na jakiej podstawie?
– Bo mamy tutaj premię za sukces. Najpierw z własnego kapitału lub ze środków zewnętrznych (np. kredytu) realizujesz projekt inwestycyjny. Dopiero po jego zakończeniu i zarobieniu pierwszej złotówki zysku, dostajesz zwolnienie podatkowe. Przy dotacjach jest odwrotnie – bierzesz udział w konkursie, pokazujesz, co zamierzasz zrobić i dostajesz na to pieniądze. A teraz się zastanówmy, gdzie jest większa pewność, iż projekt będzie zrealizowany z sukcesem i iż będzie on naprawdę z pożytkiem dla konsumentów i całej gospodarki. Zdarza się, iż dotacjom towarzyszy zjawisko przygotowywania projektów „pod konkurs”. Co nie zawsze służy dobrze gospodarce.
– Popatrzmy na KSSE pod kątem funkcjonujących tu branż. Co się zmieniło przez ostatnich 30 lat?
– Ciągle liderem jest sektor automotive. I nie chodzi tylko o gotowe pojazdy, ale także o silniki i cały łańcuch komponentów. Na kolejnych pozycjach mamy wyroby ze szkła, wyroby stalowe, elementy konstrukcyjne i co ciekawe, dynamicznie rozwijającą się branżę spożywczą.
– KSSE obejmuje swoim zasięgiem połowę województwa opolskiego. Jak pan ocenia gospodarkę naszego regionu? Jej potencjał i wyzwania…
– Proszę pozwolić na odrobinę „prywaty” – moja żona pochodzi z Kędzierzyna-Koźla, więc wasz region jest mi bliski także rodzinnie. Jesteście najmniejszym obszarowo i ludnościowo województwem w Polsce. Wytwarzacie około 2% krajowego PKB, czyli obiektywnie rzecz ujmując, niewiele. Tym niemniej postrzegam województwo opolskie jako miejsce z dużym potencjałem do dalszego rozwoju. Macie wieloletnie związki kapitałowe z Niemcami i cechuje was zachodni styl podejścia do przedsiębiorczości – w tym dokładność, sumienność i otwartość. Dysponujecie wolnymi terenami inwestycyjnymi. Jesteście otwarci na kooperację.
Bardzo sobie cenimy współpracę z władzami regionu, z Opolskim Centrum Rozwoju Gospodarki i wszystkimi 6 powiatami będącymi w obszarze oddziaływania KSSE. Widzimy, iż waszym samorządowcom zależy na rozwoju lokalnego biznesu. Dlatego staramy się pomagać w sprowadzeniu tu inwestorów. Angażujemy się też w dofinansowywanie projektów infrastrukturalnych, by „otwierać” dla biznesu nowe tereny. Tu dobrym przykładem jest chociażby Strefa Aktywności Gospodarczej Ujazd.
– Jaka jest skala waszego wsparcia dla opolskiego biznesu?
– W latach 2019 – 2025 firmy przez nas wspierane zainwestowały w województwie opolskim 3 miliardy 300 milionów złotych, co dało około 1750 nowych miejsc pracy. Najwięcej „Eko Okna” – ponad 400 milionów złotych. Kolejne duże firmy ulokowały we wspomnianej już Strefie Aktywności Gospodarczej Ujazd – Monosol, Mubea, Haba Beton, czy Schaeffler. Tam są zresztą jedne z lepiej przygotowanych terenów inwestycyjnych w województwie opolskim. Do tego trzeba dodać też Foosung w Kędzierzynie-Koźlu, Sentrex w Gogolinie, Unilin w gminie Leśnica i wiele innych ciekawych inwestycji.
– Czy położenie naszego kompaktowego województwa, między dużymi aglomeracjami katowicką i wrocławską, to pańskim zdaniem bardziej zagrożenie, czy szansa?
– Położenia nie zmienicie, więc trzeba robić wszystko, aby wykorzystać jego potencjał. Opolskie może być integratorem Górnego i Dolnego Śląska. Macie strategiczny korytarz transportowy, którego nie da się pominąć. To coś, co pozwala otwierać nowe tereny inwestycyjne, bo bliskość A4 jest niezwykle ważna. Kolejna wasza szansa: inwestorzy poszukują dziś terenów dużych, o powierzchni 100-200 hektarów.
W województwie śląskim takich obszarów już praktycznie nie ma, a wy nimi dysponujecie, zarówno w posiadaniu właścicieli prywatnych, gmin czy KOWR-u. W miarę zapełniania się obszarów wokół Wrocławia i Katowic, wasza ranga będzie rosnąć. A kooperacja z nami może przynieść wymierne rezultaty. Jak już wspomniałem, angażujemy się w projekty infrastrukturalne, edukacyjne, proprzedsiębiorcze.
– Pod warunkiem, iż firmy znajdą pracowników…
– Niestety, Polska i Europa przeżywają kryzys demograficzny. Musimy w związku z tym szybciej automatyzować i robotyzować przemysł i wybrane usługi oraz przygotować mądrą, selektywną pod kątem rynku pracy politykę migracyjną. To ostatnie, jak wiemy, jest dużym wyzwaniem.
– Mówimy o trudnych wyzwaniach, ale przecież Polska przeżywa od 35 już lat nieprawdopodobnie dobry czas pod względem rozwoju. Jesteśmy światowym tygrysem gospodarczym i nie ma w tym określeniu przesady.
– Sukces jest niezaprzeczalny, dokonaliśmy gospodarczego cudu. Może to najlepszy czas w całej historii Polski. A prognozy na ten rok też są bardzo dobre. Najprawdopodobniej będziemy jednym z liderów wzrostu gospodarczego w Europie. Drugim po Malcie, ale patrząc na skalę gospodarki, tak naprawdę numerem jeden wśród państw o liczącym się potencjale gospodarczym.
– Czy pewnym problemem nie jest struktura naszego wzrostu? Myślę o dość dużym udziale konsumpcji w relacji do inwestycji…
– Absolutnie powinniśmy dążyć do zwiększenia poziomu inwestycji w tworzeniu Produktu Krajowego Brutto. W KSSE tym się właśnie zajmujemy. Inwestycje mają tę przewagę nad konsumpcją, iż każda wydana na nie złotówka daje mnożnikowo więcej, niż złotówka skonsumowana. I teraz popatrzmy, jakie mamy podstawy do wzrostu inwestycji. Wreszcie udało się odblokować pieniądze z KPO.
Wiem, iż nie zawsze wydajemy je idealnie, ale faktem jest, iż te kilkaset miliardów złotych pobudzi inwestycje – zarówno publiczne, jak i prywatne. W tym sensie KPO to nowa krew wpuszczona w obieg gospodarki. Drugi element to cena kapitału. Tu też się warunki poprawiają, bo mamy niską inflację, a Rada Polityki Pieniężnej sukcesywnie obniża stopy procentowe. Kolejna istotna sprawa, to postrzeganie przez przedsiębiorców otoczenia inwestycyjnego. Z tym akurat nie jest najlepiej, choćby przez dużą skalę niepewności, której źródeł jest wiele, w tym źródeł zewnętrznych.
– Na to mamy najmniejszy wpływ.
– Dlatego powinniśmy szukać tego, co możemy poprawić w zakresie wewnętrznych determinant do podejmowania aktywności inwestycyjnej. Wskazałbym w tym zakresie przede wszystkim tzw. czynniki instytucjonalne, m.in.: stabilność warunków prowadzenia biznesu, w tym prawa, a także zaufanie państwa do przedsiębiorców.
– Na to polscy przedsiębiorcy narzekają od ponad trzydziestu lat. Ba, był czas, iż państwo prowadziło wobec nich działalność iście zbójecką, jak w przypadku Romana Kluski, założyciela Optimusa, któremu po prostu zniszczono biznes. Codziennością jest brak zaufania do przedsiębiorców, traktowania ich z góry jak kombinatorów, fatalnie działające sądownictwo w sprawach gospodarczych.
– Niewątpliwie sytuacja uległa poprawie, ale wiele jeszcze przed nami. Przedsiębiorcy planują działalność inwestycyjną, biorąc pod uwagę dłuższy horyzont czasowy. Stabilne i precyzyjne przepisy prawne to fundament prowadzenia biznesu. Instytucje państwa – zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym i lokalnym – powinny kreować odpowiednie warunki do prowadzenia działalności gospodarczej, w tym oczywiście inwestycyjnej.
Przykładowo, w miejsce wielu wymaganych zaświadczeń powinniśmy bazować na stosownym oświadczeniu przedsiębiorcy. W Polsce generalnie mamy pewien problem z zaufaniem, to kwestia historyczna i mentalna. Gdy podpisujemy dowolne umowy, ciągle szukamy tego, co małym drukiem. Pytamy, gdzie jest ten przysłowiowy haczyk.
– Czy Polska może utracić w najbliższych latach pozycję lidera rozwoju? Choćby przez fakt, iż nasza konkurencyjność przez lata wynikała nie tyle z efektywności przedsiębiorstw, ile z niskiego kosztu pracy. A to się akurat zmienia, bo Polak przestaje być tanim pracownikiem…
– Zgadzam się z panem redaktorem, choć nie do końca. Bo naszą przewagą pozostało to, co nazwałbym zaradnością czy kreatywnością polskiego pracownika. To nie jest w innych kulturach oczywiste. Przykład: wiele korporacji przenosiło w pewnym momencie centra usług wspólnych do Indii. I co? Minął jakiś czas i się okazało, iż kultura pracy Hindusa jest niewystarczająca. My jesteśmy bardziej odpowiedzialni i kreatywni w rozwiązywaniu problemów „nie do rozwiązania”.
– To zróbmy małą charakterystykę polskiego pracownika. Co by pan powiedział o naszej pracowitości?
– Jesteśmy bardzo pracowici, choć mam z tym jeden problem. W porównaniu do pracowników z innych państw spędzamy w firmach więcej godzin, ale powinniśmy poprawić wydajność. Nasz problem to m.in. organizacja pracy i wyposażenie w sprawne, nowoczesne narzędzia, tzw. techniczne uzbrojenie pracy. jeżeli pracownikowi będzie się zawieszał komputer kilkanaście razy podczas dnia roboczego, nie będzie dysponował odpowiednim i dostępnym na rynku oprogramowaniem – to on mimo pracowitości, nie będzie efektywny. I jeszcze jedno ważne zastrzeżenie. Otóż pokolenie, które po nas przychodzi, nie chce już tak pracować, jak my pracowaliśmy po1989 roku.
– Teraz słyszę od lewicujących socjologów, iż myśmy uprawiali „kulturę zapierd…lu”.
– Może po prostu byliśmy ambitni i chcieliśmy gwałtownie dogonić Zachód. Pokolenie naszych dzieci kładzie mocny nacisk na „work-life balance” i ma duże oczekiwania względem pracodawcy już na początku swojej kariery zawodowej. Co może mieć wydźwięk pozytywny, jeżeli nie jest oderwane od rzeczywistości, a w parze z oczekiwaniami idzie zaangażowanie i umiejętności.
– Kolejna cecha: solidność.
– Jesteśmy solidni. Nauczyliśmy się szanować pracę, co w gospodarce centralnie planowanej oczywiste nie było. Ale w warunkach transformacji gospodarczej pojawił się szacunek do pracy, a konkurencja podniosła rzetelność. Przecież między innymi z tego zasłynęliśmy za granicą, gdy polscy pracownicy zaczęli wyjeżdżać „za chlebem”. Ten przysłowiowy polski hydraulik zrobił wtedy furorę. Tak, tu nie powinniśmy mieć kompleksów.
– A kreatywność?
– Uważam, iż jesteśmy kreatywni i przedsiębiorczy. Potwierdza to chociażby sukces gospodarczy ostatnich trzech dekad, o którym wspominaliśmy.
– Już w PRL potrafiliśmy zrobić pasek klinowy do malucha z pończochy i zupę z niczego…
– Dokładnie. Byliśmy w takich „konkurencjach” wybitni. Ale ułańska fantazja to za mało, by przestawić gospodarkę na tory innowacji. Bo od dobrego pomysłu do jego wdrożenia w biznesie pozostało daleka droga. Podczas zajęć często powtarzam studentom: kapitał leży na ulicy. Jak masz pomysł, to kapitał cię znajdzie. Generalnie to jest prawda, tylko nie zawsze potrafimy skomercjalizować nasze pomysły. Mamy mnóstwo przykładów świetnych innowacji, które pojawiają się wśród polskich studentów, grup badawczych, czy po prostu przedsiębiorców. Tylko potem efektów biznesowych brak, albo są komercjalizowane za granicą. Pamięta pan grafen?
– Świetnie pamiętam grafen, ale mamy też nowszy przykład wynalazku dr Olgi Malinkiewicz, która opracowała innowacyjną metodę drukowania elastycznych ogniw słonecznych, a potem zderzyła się z giełdowym Columbusem i zamiast wdrożenia w biznesie, mamy karczemny konflikt…
– Tu znowu się kłania instytucja zaufania. Wynalazca najczęściej nie rozumie biznesowej strony jego wdrożenia. I nie musi rozumieć, bo on ma być pozytywnie zakręcony swoim pomysłem. Inwestor z kolei nie pojmuje, iż innowacja wymaga czasu, cierpliwości, wsparcia młodego człowieka, a nie myślenia o natychmiastowej monetyzacji.
Na świecie jest silnie rozwinięty sektor „venture capital”, czyli funduszy wysokiego ryzyka, co u nas dopiero raczkuje. Owszem, bogaci ludzie coraz częściej dochodzą do wniosku, iż lepiej wesprzeć biznesowo startup, niż kupić piąty dom w Hiszpanii. Tylko ciągle jesteśmy na początku tej drogi. Tutaj fundamentalną pomoc powinny świadczyć takie instytucje jak Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowe Centrum Nauki, czy Polski Fundusz Rozwoju.
– No i ostatnia cecha polskiego pracownika: umiejętność pracy zespołowej…
– Tu mam uwagi największe. Kuleje tak zwany team work, który większość z nas ma wpisany w umowę o pracę. Nasuwa się pytanie: czy jesteśmy w stanie dla dobra organizacji pomóc komuś, kto sobie nie radzi? Bezinteresownie podzielić się wiedzą. Moim zdaniem nie nauczyliśmy się tego jeszcze do końca, ale tu akurat mam nadzieje związane z młodym pokoleniem. Starsi pracownicy bywają bardziej nastawieni na rywalizację, młodzi są bardziej skłonni się dzielić wiedzą. Proszę zauważyć, iż słowo „sharing” zrobiło karierę wraz z epoką social mediów.
– Był Śląsk, była Polska, to porozmawiajmy na koniec o Europie – ciągle najlepszym moim zdaniem miejscu do życia na świecie. Ale ta zdobycz kilku pokoleń jest zagrożona, nie tylko przez agresję Rosji. Także przez niską konkurencyjność w relacji do globalnego wyścigu technologicznego USA i Chin. W dłuższej perspektywie damy radę ocalić status najlepszego kontynentu świata?
– W Europie mamy wysoki poziom kapitału społecznego i jakości instytucji. No i mamy coś, czego nikt inny na świecie nie wymyślił: Unię Europejską. Moim zdaniem świetny projekt, którego zalążek – Europejska Wspólnota Węgla i Stali – powstał, by pogodzić dwóch wieloletnich wrogów: Niemcy i Francję. Powinniśmy ten niezwykły projekt szanować i mądrze go zmieniać. Bo oczywiście popełniliśmy wiele błędów, chociażby nadmierne regulacje czy przekonanie, iż będziemy w stanie sami rozwiązywać problemy klimatyczne świata. Wiele jeszcze musimy w Europie zrobić, aby móc skutecznie konkurować na globalnym rynku z gospodarką Chin czy USA. Ale tylko jako silna wspólnota europejska mamy na to szansę, a ci, którzy już nas przekreślają – mam nadzieję, iż popełniają błąd.
– Ja bym wolał, by do elektromobilności przekonał mnie dobry i tani samochód elektryczny, a nie dyrektywa polityków…
– Tylko takie podejście ma sens. Przez wspomniane już regulacje, ETS-y, czy surowe wymogi ekologiczne w motoryzacji, zredukowaliśmy w Europie konkurencyjność, którą musimy pilnie odbudować. Choć warto pamiętać, iż nie wszystkie regulacje są złem. Mamy dzięki nim np.: lepszej jakości żywność, zdrowiej i dłużej żyjemy.
– Brutalnie ujmując: z perspektywy systemów emerytalnych żyjemy choćby zbyt długo. Szczególnie w kontekście fatalnej dzietności…
– I te trendy raczej się nie odwrócą. Europejskie kobiety nie zaczną rodzić tyle dzieci, ile ich babcie. Dlatego musimy się oswoić z faktem, iż nie uciekniemy od robotyzacji, AI-zacji czy imigracji. Ale musimy prowadzić w Europie racjonalną politykę migracyjną, przyjmować wartościowych pracowników, zapewnić bezpieczeństwo przez odpowiednio surowe przepisy dla osób nie szanujących naszej gościnności.
Dlaczego warto inwestować z KSSE?
Przedsiębiorca może uzyskać zwolnienie z podatku dochodowego PIT lub CIT na 14 lat, inwestując w dowolnym miejscu oddziaływania KSSE (województwo śląskie oraz 6 powiatów województwa opolskiego:
- głubczycki,
- prudnicki,
- krapkowicki,
- strzelecki,
- kędzierzyńsko-kozielski,
- oleski.
Trzeba prowadzić działalność, która jest objęta wsparciem strefowym i wypełnić kryteria ilościowe i jakościowe. W prosty sposób można sprawdzić, czy prowadzona działalność gospodarcza może być objęta wsparciem w ramach Polskiej Strefy Inwestycji. Pomagają w tym pracownicy KSSE, także w procesie przygotowania wniosku o wydanie decyzji. KSSE zaprasza do kontaktu z centralną w Katowicach lub biurach 4 podstref (gliwickiej, jastrzębsko-żorskiej, sosnowiecko-dąbrowskiej i tyskiej).
Przedsiębiorca, który się kwalifikuje, deklaruje KSSE określony poziom inwestycji (albo w aktywa materialne, albo dwuletnie koszty nowo utworzonych miejsc pracy). Pracownicy KSSE sprawdzają, na jaką skalę zwolnienia podatkowego dany podmiot może liczyć. Im firma mniejsza, tym zwolnienie korzystniejsze – odpowiednio 60% dla małych, 50% dla średnich i 40% dla dużych firm.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania







![WARSZAWA: 34. Finał WOŚP przechodzi do historii! [ZDJĘCIA, FILM]](https://i0.wp.com/magazyninformacyjny.pl/wp-content/uploads/2026/01/Fot.-Maciej-Kasprzak-Wielkopolskamagazyn.pl-126.jpg?ssl=1)







