Pracowałam na nocnej zmianie w małym sklepie.
Płacili tam trochę lepiej niż gdzie indziej.
Liczył się dla mnie każdy grosz.
Jestem sierotą, odkładałam na studia zupełnie sama.
Nikt mi nigdy niczego nie podarował.
Tamtej nocy do sklepu weszła starsza kobieta.
Była niewidoma, szła niepewnym krokiem.
Zaraz zauważyłam, iż dzieje się coś niedobrego.
— Czy wszystko w porządku? — zapytałam.
— Ktoś ukradł mi portfel — powiedziała drżącym głosem.
Była głodna i zmarznięta.
Nie miała choćby jak wrócić do domu.
Zawahałam się na chwilę.
Sama nie miałam prawie żadnych pieniędzy.
Pomoc jej mogła oznaczać utratę moich oszczędności.
Pomyślałam o studiach, o latach pracy.
Ale nie mogłam jej tak zostawić.
Zapłaciłam za jej jedzenie z własnej kieszeni.
Potem zamknęłam na chwilę sklep.
Odprowadziłam ją do domu, trzymając za ramię.
— Dziękuję, dziecko — powtarzała cicho.
Wróciłam do pracy zmęczona, ale spokojna.
Czułam, iż zrobiłam to, co trzeba.
Następnego dnia przyszłam na zmianę jak zwykle.
Kierownik czekał już na mnie.
— Zostawiła pani sklep bez opieki — powiedział sucho.
— Musiałam pomóc tej kobiecie — tłumaczyłam.
— Przepisy są przepisami — odpowiedział.
Zostałam zwolniona na miejscu.
Wyszłam ze sklepu z pustymi rękami.
Czy żałowałam tego, co zrobiłam? Nie.
Czy bałam się o przyszłość? Bardzo.
Co teraz powiem na studiach, jeżeli nie będzie pieniędzy?
Wróciłam do domu i długo nie spałam.
Następnego ranka ktoś zapukał do moich drzwi.
Otworzyłam, zaskoczona.
Na zewnątrz stało dwóch policjantów.
Serce zaczęło mi szybciej bić.
— Czy to pani jest kasjerką, która pomogła Catherine wczoraj wieczorem? — zapytał jeden z nich.
— Tak — odpowiedziałam nerwowo.
— Czy coś się stało? — spytałam z niepokojem.
Policjant spojrzał na mnie uważnie.
— Musi pani pójść z nami — powiedział spokojnie.
Nie wiedziałam, czy to dobra, czy zła wiadomość.
Czy popełniłam coś nielegalnego? Czy Catherine jest cała i zdrowa?
Ręce mi się trzęsły, gdy brałam kurtkę.
Co mnie czekało po drugiej stronie tych drzwi?
Tego jeszcze nie wiedziałam.












