Póki sprzedajemy mieszkanie, zamieszkaj w domu opieki powiedziała córka.
Krystyna wyszła za mąż bardzo późno. Trzeba przyznać, iż długo nie miała szczęścia w miłości i czterdziestoletnia kobieta zdążyła już stracić nadzieję na spotkanie, według własnych kryteriów, odpowiedniego mężczyzny.
Czterdziestopięcioletni Marek okazał się księciem z drugiej ręki. Był już kilka razy żonaty i miał troje dzieci, którym zgodnie z nakazem sądu przekazał swoje mieszkanie.
Dlatego Krystyna, po kilku miesiącach tułaczki po wynajmowanych pokojach, musiała zabrać męża do swojej sześćdziesięcioletniej matki, Stanisławy.
Już od progu Marek skrzywił się i zmarszczył nos, dając wszystkim znać, iż nie podoba mu się zapach w mieszkaniu.
Starym czymś tu zalatuje burknął z niezadowoleniem. Dobrze by było przewietrzyć.
Stanisława doskonale usłyszała słowa zięcia, ale udała, iż nie zwraca na nie uwagi.
Gdzie my będziemy mieszkać? westchnął ciężko Marek, któremu nowe lokum wyraźnie nie przypadło do gustu.
Krystyna od razu zaczęła się krzątać, chcąc przypodobać się mężowi, i odciągnęła matkę na bok.
Mamo, my z Markiem zajmiemy twoją dużą sypialnię szepnęła, a ty sobie przesiądziesz do tej mniejszej.
Jeszcze tego samego dnia Stanisława została bezceremonialnie przeniesiona do maleńkiego pokoiku, który trudno było uznać za godny do mieszkania.
Co więcej, ciuchy musiała przenosić sama, bo zięć odmówił jej pomocy.
Od tego dnia zaczął się dla niej ciężki czas. Marek był wiecznie niezadowolony: marudził na jedzenie, narzekał na porządki, nie pasował mu kolor tapet.
Jednak najbardziej przeszkadzał mu zapach. Twierdził, iż w mieszkaniu śmierdzi starością i od tego rozwija mu się alergia.
Na pokaz kaszlał, ilekroć Krystyna wchodziła do mieszkania.
Tak się nie da żyć! Trzeba coś wymyślić! stwierdził wzburzony.
Nie mamy pieniędzy na wynajem rozłożyła ręce Krystyna.
To może wyślij matkę gdzieś mruknął, krzywiąc się tu się nie da oddychać.
Ale dokąd miałabym ją wysłać?
Nie wiem, wymyśl coś! Ta stara chałupa i tak się nie nadaje, lepiej ją sprzedać i kupić coś nowego wymamrotał Marek. O, właśnie! Pogadaj z matką!
Ale co mam jej powiedzieć? zapytała niepewnie Krystyna.
Wymyśl! Przecież po jej śmierci i tak to mieszkanie zostanie twoje. Przyspieszymy po prostu ten proces odpowiedział bez skrupułów Marek.
No nie wiem…
Kto jest dla ciebie ważniejszy, ja czy ona? W końcu to ja cię przygarnąłem w wieku czterdziestu lat. Kto by cię jeszcze chciał, jak stara panna zostałaś naciskał Marek, dobrze wiedząc, na co uderzyć. Jak wyjdę, to znowu zostaniesz sama i raczej już nikogo nie znajdziesz.
Krystyna spojrzała spode łba na męża i poszła do matki do jej klitki.
Mamusiu, chyba źle ci się tu mieszka, prawda? zaczęła nieśmiało.
To zwalniacie moją sypialnię? zapytała z nadzieją Stanisława.
Nie, mamy inny pomysł. I tak to mieszkanie zostanie dla mnie, prawda? dopytywała Krystyna.
Oczywiście.
To po co czekać? Sprzedajmy je już teraz i kupmy coś lepszego, w porządnym bloku.
Może lepiej wyremontować to?
Nie, musimy się rozglądnąć za czymś większym.
A ja gdzie ja pójdę, córko? głos Stanisławy zadrżał.
Zamieszkasz w domu spokojnej starości z uśmiechem oznajmiła córka. To tylko na chwilę. Potem na pewno cię zabierzemy.
Naprawdę? zapytała cicho kobieta, jeszcze z nadzieją patrząc w oczy córki.
Oczywiście. Wszystko załatwimy, odmalujemy nowe mieszkanie i cię przygarniemy zapewniła Krystyna, ściskając matkę za rękę.
Stanisławie nie pozostało nic innego, jak tylko zaufać córce i przepisać mieszkanie na nią.
Kiedy dokumenty były już gotowe, Marek z zadowoleniem zacierał ręce:
Spakuj rzeczy babci! Wieziemy ją do domu opieki.
Już teraz? zdziwiła się Krystyna, dręczona przez wyrzuty sumienia.
Po co zwlekać? choćby emerytura twojej matki mnie nie interesuje. Same z nią problemy, żadnej korzyści. Niech pozwoli nam wreszcie żyć po swojemu odparł chłodno Marek.
Przecież jeszcze nie sprzedaliśmy mieszkania?
Rób, co mówię, albo zostaniesz sama rzucił Marek z groźbą.
Po dwóch dniach rzeczy Stanisławy wraz z właścicielką zapakowano do samochodu i zawieziono do domu opieki.
W drodze starsza pani ukradkiem ocierała łzy. Coś ciężkiego ściskało jej serce.
Marek nie pojechał wytłumaczył, iż musi wywietrzyć mieszkanie, żeby usunąć zapach.
Stanisławę gwałtownie zameldowano w domu spokojnej starości, a Krystyna, pośpiesznie żegnając się, wyszła zawstydzona.
Córko, na pewno po mnie wrócisz? pytała jeszcze z nadzieją Stanisława.
Oczywiście, mamo Krystyna odwróciła wzrok.
Wiedziała jednak, iż Marek nigdy nie pozwoli zabrać matki do nowego mieszkania.
Po przejęciu mieszkania, para gwałtownie je sprzedała i kupiła sobie nowe.
Marek jednak zapisał wszystko na siebie, twierdząc, iż na Krystynę nie można liczyć.
Minęło kilka miesięcy. Krystyna chciała porozmawiać o matce. Marek zareagował agresją.
Jeszcze raz zacznij o niej mówić, to cię wyrzucam! warknął.
Krystyna zamilkła, wiedząc, iż nie żartuje. Więcej nie poruszała tematu matki.
Kilka razy miała zamiar odwiedzić Stanisławę w domu opieki, ale na myśl o łzach matki rezygnowała.
Stanisława przez pięć lat codziennie wierzyła, iż Krystyna po nią wróci.
Nie doczekała się. Umęczona rozłąką, zmarła samotnie.
Krystyna dowiedziała się o tym dopiero po roku wtedy Marek wyrzucił ją z mieszkania i przypomniała sobie o matce.
Wina stała się tak przygniatająca, iż postanowiła pójść do klasztoru, by do końca życia prosić o przebaczenie.
Z tego wszystkiego wyniosłem jedną wielką naukę: nie można zapomnieć o tych, którzy dali nam wszystko. Kiedyś samotność i poczucie winy mogą być dużo cięższe niż choćby najtrudniejsza rozmowa z bliskimi.








