Podczas rozwodu żona powiedziała: „Weź wszystko!” — a rok później mąż gorzko pożałował, iż uwierzył Kiedy Ewa spokojnie patrzyła na rozwodowe dokumenty, nie czuła już choćby złości. – Czyli jednak się zdecydowałaś? – zapytał z irytacją Andrzej. – I co dalej? Jak to dzielimy? – Weź wszystko – odpowiedziała cicho, ale stanowczo. – Mieszkanie, działka, samochód, oszczędności. Nie chcę niczego. Nie sądził, iż naprawdę to zrobi. Przez następny rok będzie przeklinał dzień, w którym przyjął jej „prezent”…

newsempire24.com 2 godzin temu

Podczas rozwodu żona powiedziała: Zabierz wszystko! a rok później mąż żałował, iż uwierzył

Jadwiga patrzyła na dokumenty z zadziwiającym spokojem. Nie czuła złościchyba już choćby jej nie miała.

Czyli w końcu się zdecydowałaś? zapytał Tadeusz, skrywając poddenerwowanie. I co dalej? Jak podzielimy?

Jadwiga podniosła wzrok. W jej oczach nie było łez, nie było prośbyjedynie cicha, twarda determinacja, która przyszła po kolejnej bezsennej nocy pełnej rozważań nad własnym zmarnowanym życiem.

Zabierz wszystko, odparła cicho, stanowczo.

Jak to wszystko? Tadeusz zmrużył oczy, nie dowierzając.

Mieszkanie, działka, samochód, konta. Wszystko, zatoczyła ręką po mieszkaniu. Mnie nic nie potrzeba.

Żartujesz? uśmiechnął się krzywo. To jakiś babiniec fortel?

Nie, Tadziu, żadnych forteli. Przez trzydzieści lat odkładałam siebie na bok. Trzydzieści lat prałam, gotowałam, sprzątałam, czekałam. Przez trzydzieści lat słyszałam, iż wyjazd nad morze to rozrzutność, iż moje pasje to fanaberie, a marzenia głupota. Wiesz, ile razy chciałam pojechać nad Bałtyk? Dziewiętnaście. Wiesz, ile razy faktycznie pojechaliśmy? Trzy. I za każdym razem marudziłeś, iż drogo i po co.

Tadeusz prychnął.

Znowu to samo. Mieliśmy dach nad głową, było co zjeść…

Tak, to prawda, pokiwała głową. Teraz będziesz miał wszystko. Gratuluję wygranej.

Adwokat patrzył na tę sytuację z niedowierzaniem. Przywykł do łez, kłótni, szarpania o każdą rzecz. A ta kobieta tak po prostu oddawała wszystko, o co większość toczy wojny.

Czy pani rozumie, co mówi? odezwał się z cicha. Prawo gwarantuje pani połowę majątku.

Rozumiem, Jadwiga uśmiechnęła się, jakby właśnie zrzuciła z barków ciężar czasu. Ale co mi po połowie pustego życia? To wciąż życie puste, tylko iż w połowie mniejsze.

Tadeusz ledwie powstrzymał triumf. Takiego obrotu się nie spodziewał: planował negocjować, grozić, w ostateczności manipulować. A tunieoczekiwany prezent losu!

No, wreszcie rozsądek! uderzył dłonią o stół. Przynajmniej w końcu zachowałaś się dojrzale.

Nie myl rozsądku z wyzwoleniem, odpowiedziała spokojnie Jadwiga, podpisując papiery.

Wracali do domu jednym samochodem, ale jakby z dwóch różnych światów.

Tadeusz cicho podśpiewywał pod nosemmelodię z dzieciństwa, może stary przebój z harcerskich ognisk. Samochód kołysał się lekko na koleinach, przez co czasem gwizd tężał w powietrzu, by po chwili całkiem zamilknąć.

Jadwiga nie słuchała. Patrzyła w matową szybę, za którą przewijały się wesołe, mazowieckie sosny, a w sercu czuła dziwne drżeniejakby młody ptak pierwszy raz wyfruwał z gniazda.

Zwykła droga, zwyczajny zmęczony wieczór, a nagleniepojete poczucie ogromnej przestrzeni gdzieś w środku. Ciężar, który ciążył przy mostku, rozpuścił się nagle. Jadwiga dotknęła zimnego policzka i uśmiechnęła się do siebie: oto właśnie wolność.

Człowiekowi czasem wystarczy moment, by spojrzeć za okno na mijane drzewa, i już całe życie nabiera zapomnianych kolorów.

Trzy tygodnie później Jadwiga stała na środku małego pokoju w Płocku.

Wynajmowane mieszkanko było skromne: łóżko, szafa, stół, mały telewizor. Na parapecie dwa doniczki z fiołkami pierwszy samodzielny zakup odkąd zamieszkała sama.

Naprawdę zwariowałaś, mamo! burczał jej syn, Błażej przez telefon. Zostawiłaś wszystko i wyjechałaś na takie zadupie?

Niczego nie zostawiłam, synku, odparła spokojnie Jadwiga. Oddałam. To nie to samo.

Ale jak? Tata mówi, iż wszystko oddałaś bez walki. Chce choćby sprzedać działkę, bo co mu samemu po niej.

Patrząc na swoje odbicie w niewielkim lustrze, Jadwiga uśmiechnęła się łagodnie. Od tygodnia miała nową fryzurę, której wcześniej nie mogła się odważyć – “za młodzieżowa”, “co ludzie powiedzą” dobrze znała te frazy.

Niech sprzedaje, zgodziła się. Tata zawsze wiedział jak rozporządzać majątkiem.

A ty? Zostałaś bez niczego!

Zostało mi to, co najważniejsze, Błażej. Moje życie. I wiesz co? Okazuje się, iż w wieku pięćdziesięciu dziewięciu lat można zacząć od nowa.

Jadwiga znalazła pracę jako recepcjonistka w prywatnym domu opieki dla seniorów. Bywało ciężko, ale praca okazała się interesująca, a przede wszystkim miała czas tylko dla siebie. No i pojawiły się nowe znajomości.

Tadeusz tymczasem pławił się w poczuciu wygranej.

Dwa pierwsze tygodnie chodził po mieszkaniu jak właściciel pałacu, patrząc na wszystko z wyższością. Nikt już nie narzekał na skarpetki pod łóżkiem, nie przypominał o brudnych naczyniach.

Ty to masz szczęście, Tadziu, popijał wódkę na kuchni jego przyjaciel Wiesiek. Inni połowę tracą, a ty wszystko na czysto. I mieszkanie, i działka, i auto bajka.

No, wreszcie Jadwiga dotarła, iż bezemnie nie da rady, Tadeusz uśmiechnął się z satysfakcją.

Z biegiem dni euforia przeradzała się w niewygodę.

Świeże koszule przestały magicznie pojawiać się w szafie. Lodówka ziała pustką, a ugotowanie obiadu okazało się zadaniem ponad siły. W pracy coraz częściej koleżanki zerkały na Tadeusza ze zdziwieniem: był jakby mniej zadbany, niż dawniej.

Coś taki mizerny, Tadeusz, zauważył szef. Coś się dzieje w domu?

Wszystko super, odburknął Tadeusz. Takie małe przemeblowanie.

Któregoś wieczoru, zaglądając do lodówki, znalazł tylko musztardę, serek topiony i zgrzewkę piwa. Brzuch zagrał marsza żołnierza.

Cholera… mruknął, trzaskając lodówką. Tak być nie może.

Zamówił jedzenie na dowózbez tego ani ruszwnętrze lodówki przypominało puste pole po żniwach. W trakcie oczekiwania przejrzał stos rachunków. I wtedy zimna fala liczb zmyła resztki dobrego nastroju: czynsz, gaz, prąd, rachunek za telefon…

Kiedyś wydawało się, iż to nic wielkiego, iż wszystko robi się samo, kiedy ktoś ogarnia dom. Człowiek nie dostrzega wysiłku, nie myśli nad wydatkamipo prostu egzystuje.

Z rozmyślań wyrwał Tadeusza dzwonek kurier wręczył pakunek i terminal.

Siedemdziesiąt złotych, spokojnie poinformował.

Ile?! aż podskoczył, mało telefonu nie upuścił. Za gulasz i colę?

Standardowa cena teraz, proszę pana, wzruszył ramionami kurier.

Zapłacił i stanął w drzwiach kuchni. Cisza. choćby lodówka buczała inaczej, jakby samotnie. Wygodne mieszkanie, ładne lampy, modne lustra, wszystko, o czym marzył Teraz jednak czuł się jak w poczekalni na dworcu. Zimno. Pusto. Tak samotnie, iż aż echo niosło się po korytarzujak w duszy.

Jadwiga stała nad brzegiem Bałtyku, wystawiając twarz na wiatr i słońce.

Dookoła gwarzyli ludzie z klubu senioraorganizowano tygodniowy wyjazd nad polskie morze. Jadwiga po raz pierwszy w życiu podróżowała bez uciążliwych przeliczeń na co nas stać, bez mruknięć, ile można byłoby zaoszczędzić, siedząc w domu.

Jadzia, chodź robić zdjęcie! zawołała Lucyna, energiczna wdowa z klubu malarskiego.

Jadwiga podbiegła do grupy. Kto by pomyślał, iż w tym wieku można założyć kolorową sukienkę, rozpuścić włosy i śmiać się jak nastolatka?

Teraz selfie! zarządziła Lucyna z kijem do telefonu. Wrzucimy do naszej grupy!

Wieczorem, przeglądając zdjęcia w pokoju hotelowym, Jadwiga odkryła kobietę o śmiejących się oczach i rozpromienionej twarzyjakby już nie była tą samą osobą. Gdzie się podziały te przygarbione plecy? Gdzie ta zmarszczka między brwiami?

Może wrzucę do internetu, powiedziała sama do siebie i opublikowała zdjęcia na zapomnianym profilu.

A w Warszawie Tadeusz walczył z pękniętą rurą na kuchni. Woda zalała płytki, zniszczyła szafkę. Hydraulik oświadczył z obojętnością, iż takich się już nie robi i trzeba wymienić cały pion.

K…a! rzucił wściekle, ścierając podłogę starymi ścierkami. Gdzie do diabła jest numer do hydraulika? Jadwiga zawsze wiedziała, kto pomaga!

Przyszło mu do głowy, iż żona przez lata trzymała w głowie numery do fachowców od wszystkiego: od fryzjera, przez elektryka, po dobrego rzeźnika. Ten niewidzialny mur bezpieczeństwa nagle zniknąłi został sam z problemami, które kiedyś rozwiązywały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Głupia rura! rzucił mokrą szmatę. Gotować trzeba, prać trzeba, do roboty chodzić wszystko sam!

Gdy wreszcie uporał się z awarią i wycierał resztki wody, zajrzał po długim czasie na serwisy społecznościowe. Przypadkiem zobaczył zdjęcie Jadwigi nad morzem. W kolorowej sukience, w nowej fryzurzeuśmiechała się. Wyglądała szczęśliwie. Niemożliwe.

Co to za głupoty, mruknął powiększając zdjęcie. Przecież ona nic nie miała!

Skomentowali pod zdjęciem:

Jadziu, wyglądasz jak młódka!
Super wyglądasz, przyjaciółko!
Bałtyk ci służy!

Przeglądając dalej, natknął się na zdjęcia z biblioteki, plener na łące z grupą malujących ludzi, Jadwiga z bukietem polnych kwiatów.

Co za nonsens, rzucił telefon na stół. Przecież powinna…

Nie skończył zdaniawiedział, iż miał nadzieję na jej tęsknotę, samotność i słabość. Ale patrzył na kobietę młodszą o dekadę i szczęśliwszą niż dawniej.

Parę dni później dach na działce przeciekał. Zbliżała się burza, trzeba było ratować strych.

Wiesiek, pomóż! błagał przez telefon. Weź chociaż gwoździe przywieź, sam nie dam rady.

Sorry, Tadek, odparł. Teściowa w szpitalu, siedzę z nią. Zawołaj Jadwigę, zawsze ci pomagała!

Ona Tadeusz urwał. Wyjechała.

Gdzie wyjechała? zdziwił się Wiesiek. Jak to?

Po prostu, wyjechała, uciął.

Zostawiony sam próbował ratować przeciek klął, naciągając folię na dach, aż zsunął się i runął z trzaskiem na ziemię. Przenikliwy ból przeszył nogę.

Skręcenie kostki, ma pan szczęście stwierdził lekarz w przychodni. Tydzień w domu, noga w górze.

Tydzień? A kto mi dach zrobi?

Pański problem, odparł lekarz, wypisując receptę. Niech żona się zajmie.

Tadeusz choćby się nie zbuntował.

Trzy dni siedział sam, poruszając się o kulach. Zamówione jedzenie się skończyło, a drogie było jak cholera. Próby gotowania na jednej nodze kończyły się fiaskiem.

Czwartego dnia zadzwonił do syna.

Błażej, cześć, zaczął sztucznie wesoło. Co tam?

Spoko, tato tym razem wyczuwał dystans. Coś się stało?

Niee… tylko… wahał się Tadeusz. Zawadziłem nogą, drobiazg. Może byś wpadł, pomógł staruszkowi?

Pauza.

Sorry, tata, jestem w Krakowie, delegacja. Wrócę za trzy dni.

Aha, w gardle stanęła mu gula. Jakoś sobie poradzę.

Słuchaj… może do mamy zadzwonisz? Ona zawsze…

Nie! przerwał szorstko. Poradzę sobie.

Odstawił telefon, rzucił go na fotel. Głupia duma nie pozwalała przyznać, iż tęskni za Jadwigą: za jej życzliwością, obecnością, troską. Nigdy nie zwracał uwagi na to, ile robiłabo robiła wszystko cicho. Bez żądań podziękowań.

Po półtora tygodnia zaczął chodzić. Pojechał na działkę sprawdzić szkody. Było gorzej niż myślałplesień na poddaszu, zniszczona kanapa, w powietrzu zaduch i wilgoć.

Tak być nie może… jęknął, siadając na ławce.

Jabłonie, którymi opiekowała się Jadwiga, zarosły. Trawa wysoka, ścieżek nie było widać. Cały ogród jakby osierocony.

W drodze powrotnej zatrzymał się w barze przy szosie. Zmęczony, zły, zamówił barszcz i kompot. Pierwsza łyżka stanęła w gardlebarszcz był kwaśny, bez życia, zupełnie nie-taki-jak-u Jadwigi.

Coś się stało, proszę pana? zapytała zatroskana kelnerka.

Nie, po prostu zabrakło mu słów. Jak wyjaśnić, iż zwykła zupa wywołuje żal za straconą codziennością?

Wrócił i długo siedział w ciszy, patrząc na stare zdjęcia: młodzi u stóp Zamku Królewskiego, potem rodzinna fotografia z małym Błażejem, wreszcie zdjęcie z ich dwudziestej rocznicy ślubu.

Idiota, wyszeptał, patrząc na twarz uśmiechniętej Jadwigi.

W końcu zebrał się na odwagę, napisał wiadomość. Ale odpowiedź była inna, niż się spodziewał.

Jadwiga przeniosła się do morskiego miasteczka. Dookoła śmiali się przyjaciele, grała muzyka, a ona pierwszy raz od lat miała czas dla siebie.

Miała niemal sześćdziesiąt lat. I właśnie zaczęła żyć naprawdę.

Idź do oryginalnego materiału