Po siedemdziesiątce została zapomniana przez wszystkich – choćby własny syn i córka nie złożyli jej życzeń urodzinowych. Samotna Lidia płacze na ławce w szpitalnym parku, podczas gdy jej dzieci zagarnęły mieszkanie i zostawiły ją samą. Jednak niespodziewane spotkanie z córką odmienia jej los, dając nadzieję, iż jeszcze może poczuć się kochana.

polregion.pl 1 dzień temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć Taka historia, iż serce pęka. Znajoma mojej cioci, Jadwiga, skończyła ostatnio siedemdziesiąt lat. No i wyobraź sobie nikt z jej bliskich choćby nie zadzwonił z życzeniami. Ani syn, ani córka. Siedziała więc sama na ławeczce przed szpitalem na Mokotowie, łzy jej kapały po policzkach, bo dzień jej urodzin, a ona tak zapomniana adekwatnie tylko współlokatorka z sali wręczyła jej mały upominek, a pielęgniarka Basia, co od czasu do czasu rzuci dobre słowo, poczęstowała ją jabłkiem z okazji święta, jak powiedziała. Ogólnie szpital niby nowoczesny, czysto, cicho, ale ludzie tam dość chłodni, obojętni.

Wszyscy w tym miejscu wiedzą, iż to taka przystań dla starszych ludzi, których dzieci po prostu nie chcą już mieć na głowie. Jadwigę przywiózł tutaj jej syn, tłumacząc, iż potrzebuje odpoczynku i rekonwalescencji, a tak szczerze, to tylko przeszkadzała synowej ponoć.

Co gorsza, Jadwiga była właścicielką mieszkania na Ochocie. Jednak syn ją namówił, by przepisała wszystko na niego, tłumaczył jej, iż nic się nie zmieni. Wszystko było pięknie, do czasu, gdy cała jego rodzina wprowadziła się na jej metry, a potem zaczęły się niekończące przepychanki z synową a to, iż zupa nie taka, a to, iż znów rozlała wodę w łazience. Za pierwszym razem syn stanął jeszcze po stronie matki, jednak z czasem dał się przekabacić żonie i zaczął się wyżywać na Jadwidze. Zauważyła, iż ciągle coś szeptają za jej plecami.

No i pewnego dnia syn zaczął jej nawijać, iż przydałby się jej wypoczynek. Jadwiga popatrzyła mu w oczy i bez ogródek spytała:
córciu, Ty mnie chcesz oddać do domu opieki?

A on tylko pokraśniał, spuścił wzrok i mruknął:
Mamusiu, nie przesadzaj To tylko sanatorium! Pójdziesz na trzy- cztery tygodnie, odpoczniesz, wrócisz jak nowa

Zabrał ją tam, podpisał papiery, a potem obiecał szybki powrót. I tyle go widziano. Mieszka już tam dwa lata, a od syna cisza.

Pewnego dnia zadzwoniła pod swój dawny dom odebrał jakiś nieznany facet. Powiedział, iż syn sprzedał już mieszkanie, żadnych kontaktów nie zostawił. Długo płakała po nocach, bo przecież wtedy, gdy ją tu przywiózł, wiedziała, iż do swojego mieszkania już nie wróci. Żale bolały podwójnie przypomniała sobie, jak kiedyś skrzywdziła własną córkę dla dobra syna.

Jadwiga wychowała się na wsi, w dużym domu z gospodarstwem. Kiedyś sąsiad zaczął opowiadać jej mężowi, iż w Warszawie to jest życie dobre zarobki, mieszkanie i perspektywy dla dzieci. Mąż podchwycił temat, uparł się, sprzedali wszystko ze wsi i wyjechali do stolicy. Faktycznie, przez znajomości dostali przydział na Muranowie, potem urządzili się powoli, choćby starego malucha kupili. Niestety, pech nie odpuszczał mąż zginął w wypadku samochodowym niemal natychmiast po przeprowadzce. Została sama z dwojgiem dzieci.

Robiła wszystko, by dać im godne życie Sprzątała klatki w blokach po godzinach, zbierała każdy grosz, liczyła każdą złotówkę. Myślała, iż dzieci, kiedy dorosną, to jej się odwdzięczą. Ale życie bywa przewrotne

Najpierw syn wplątał się w jakieś długi trzeba było pożyczyć sporo pieniędzy od znajomych, by nie poszedł siedzieć. Córka wyszła za mąż, urodziła wnuka. Najpierw było super, ale wnuczek ciężko zachorował i córka rzuciła pracę, bo musiała się nim opiekować. Błędne koło szpitali, lekarze nie wiedzieli, co mu dolega Gdy wreszcie postawili diagnozę i okazało się, iż leczenie możliwe jest tylko w Łodzi, a tam kolejki jak diabli.

W tym czasie mąż córki się wycofał, zostawił ją samą. W szpitalu poznała wdowca z podobnymi problemami. Zamieszkali razem, próbowali poukładać życie. Po czterech latach nowy partner córki potrzebował pilnej, bardzo drogiej operacji. Jadwiga miała odłożone na start dla syna akurat 40 tysięcy złotych. Córka poprosiła, by pożyczyła te pieniądze na operację tego mężczyzny. Jadwiga się nie zgodziła, bo obcy facet, a synowi mieszkanie obiecane. Córka się popłakała, zerwała z nią kontakt, powiedziała, iż nie ma już matki. I tak już ponad jedenaście lat milczenia

No i właśnie, ta Jadwiga wyszła powoli z parku, do swojego pokoju w tym domu opieki, jak to się teraz mówi. I wtedy nagle usłyszała:
Mamo!

Zatkało ją, serce jej prawie wyskoczyło z piersi. Odwróciła się, a tam jej córka Iwona. Chciała przyklęknąć z wrażenia, prawie straciła równowagę, a Iwona ją objęła.

Ile ja musiałam cię szukać! Brat w ogóle nie chciał mi powiedzieć, gdzie jesteś. Dopiero jak nastraszyłam go sprawą o nielegalną sprzedaż mieszkania, przyznał się. Mamuś, przepraszam, iż tak długo Najpierw byłam zła, później odkładałam tę rozmowę, potem już zwyczajnie wstydziłam się zadzwonić. Kilka tygodni temu przyśniłaś mi się szłaś zapłakana po lesie. I jak się obudziłam, poczułam, iż tak dalej być nie może. Mąż mi powiedział: jedź do mamy, pogódźcie się. Pojechałam na stare śmieci, a tam już obcy ludzie mieszkają. Szukałam długo, ale się udało.

Wiesz mamuś, mamy z mężem dom pod Gdańskiem. Mąż powiedział, żebym Cię zabrała do nas, na stałe.

No i Jadwiga się rozkleiła, ale tym razem płakała zupełnie inaczej bo to były łzy szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału