Pasierb

twojacena.pl 3 dni temu

Opowiadam wam historię, co wydarzyła się w jednym warszawskim bloku. Myśl, co mówisz! To przecież twój brat! zawołał ojczym, dorzucając mi lekki szarpnięcie po karku. Nie bolało mocno, ale było upokarzające. Mama, Ania Wiesława, pokręciła głową z dezaprobatą: Byłeś też mały i potrzebowałeś opieki i miłości. Ty ich miałeś. Krzysiek poczuł się trochę zawstydzony, choć ledwie. Z czasem zrozumiał, iż w tej rodzinie stał się jedynie częścią wystroju, jak stara szafa, którą niechętnie przenoszą przy przeprowadzce.

Do piątego roku życia Krzysiek żył względnie szczęśliwie. Potem tata zniknął, mama stała się smutna i czasem płakała. Nie odważyłem się choćby zapytać ją, gdzie się podział ojciec, jedynie wiedziałem, iż rodzice się rozstali. Przez kolejne dwa lata Ania Wiesława pracowała na dwa etaty, zmęczona, z rzadkim uśmiechem, jakby nosiła w sobie nieustającą melancholię. Chciałem jej pomóc, ale nie wiedziałem, jak.

Najważniejsza pomoc to twoje dobre zachowanie radziła babcia, odwracając się i szepcząc: Nie wciągaj mnie w kłopoty z ojcem. Krzysiek starał się słuchać babci i mamy, nie robił wybryków, chodził do szkoły i pilnie się uczył. Kiedy mama nagle rozbłysła, uśmiechnęła się i odzyskała młodość, pomyślałem, iż to ja ją odmieniam. Myliłem się. Ania Wiesława rozkwitła po spotkaniu z Andrzejem Oskarem. niedługo pobrali się, a on wstąpił do naszego mieszkania.

To jest wujek Andrzej, synku powiedziała mama. Będzie twoim tatą. Odrzucił nowy ojczym: Nie, Aniu, nie jestem twoim tatą. Choć nie mam nic przeciwko temu. Krzysiek nie był zachwycony. Ten pewny siebie facet rządził w mieszkaniu jak w własnym domu, wprowadzając swoje zasady, a mama patrzyła na niego szczęśliwymi oczami i przytakiwała. Kto by to lubił?

Krzysiek próbował się buntować, odmawiał posłuszeństwa Andrzejowi, ale widząc, jak matkę to smuci, ucichł. Babcia doradzała: Twoja matka przynajmniej przestanie harować na dwóch etatach. Andrzej nie jest złotą moneta, ale jest uczciwy i pracowity. Musiałem się poddać, i tak trochę się dogadywaliśmy, dopóki nie przyszedł na świat Yurek wspólny syn mamy i ojczyma. Krzysiek patrzył, jak dorośli kręcą się wokół tego małego, rumianego, drżącego jak kotka stworzenia.

Pewnego dnia zapytał ich, po co tak robią, a ojczym znów dał mi szarpnięcie po karku: Myśl, co mówisz! To przecież twój brat! Było to nie bolesne, ale bardzo obraźliwe. Mama znów pokręciła głową: Byłeś mały i potrzebowałeś opieki, a to miałeś. Krzysiek poczuł trochę wstydu. Z czasem zrozumiał, iż stał się w tym mieszkaniu jak stara ławeczka, którą niechętnie omijają, a gdy już się o nią potkną, patrzą krótko i odchodzą. Nie chciało się jej wyrzucać była solidna i trzymała wspomnienia.

Moja wyobraźnia była bujna. Samotny, czytałem i marzyłem o zostaniu psychologiem. gwałtownie się jednak rozmyśliłem; nie miałem czasu w książki, bo musiałem pomagać mamie w domu, gdy ojczym ciągle był w pracy, a jej z Yurekiem nie było lekko. Cichym nadzieją liczyłem, iż w takiej sytuacji zwróci na mnie większą uwagę, ale się myliłem. Ania Wiesława była pochłonięta troską o najmłodszego i męża o mnie myślała dopiero w kolejności dziesiątej. Babcia starała się okazać mi miłość, ale zmarła, gdy skończyłem trzynaście lat. Wtedy naprawdę zbuntowałem się.

Nie mam być tu sprzątaczem ani nianią! wykrzyknąłem do rodziców. Zajmijcie się własnym Yurekiem! Matka zdziwiona zapytała: Co? To przecież twój brat, ma dopiero cztery lata Ojczym mruknął: Wychowaliśmy cię na własny rachunek, nie liczy się wdzięczność. Ty mi nic nie jesteś! dodałem. Mamo, powiedz mu! Matka próbowała mnie powstrzymać: Synu, tak nie wolno A gdzie mój prawdziwy tata? Czemu o nim nie mówisz?

W pewnym momencie rozmowa rozeszła się łzami matki, a ja przestałem być proszony o pomoc przy Yureku. Nic nie wiedziałem o ojcu. Pojawił się dopiero, gdy byłem już studentem technikum elektrycznego. Był to szczupły mężczyzna z przeciętną twarzą i zmęczonymi oczami, który podszedł, gdy wychodziłem z zajęć.

Musimy porozmawiać spojrzał prosto na mnie. Najpierw się obraziłem, ale coś mnie skłoniło, by się poddać. Mężczyzna pachniał perfumą, był elegancko ubrany i nie miał po co się bać w pełnym świetle dnia. Nazywam się Walerian Janusz, jestem twoim ojcem oznajmił, gdy koledzy Krzysia odsunęli się na bok. Naprawdę? Skąd się wziąłeś, tato?

Walerian spokojnie wyjaśnił: był w więzieniu za napad, wyszedł przedwcześnie, założył mały biznes z kumplem i nie chciał, żebym się z prostym skazańcem wiązał. Teraz zarabiam, więc nie będziesz się wstydził mnie. Krzysiek odpowiedział gorąco: Nie wstydzę się ciebie! Dobrze, iż przyszedłeś. Nie mów nigdy nigdy rzucił ojciec, i nie obwiniaj matki.

Rozmawialiśmy długo i odtąd spotykaliśmy się regularnie, spędzając razem czas. Czułem się, jakbym leciał na skrzydłach w końcu miałem bliskiego człowieka, ojca, który mnie kocha i dba o mnie. Mama zauważyła mój uśmiech i zapytała, co się stało. Ja jednak nie chcąc zdradzać szczegółów, zażartowałem: Teraz mam ojca, więc wszystko w porządku! Ona krzyknęła: Ojca? Ja go wyklęłam i zabroniłam mu się pojawiać! Walerian miałby być już po trzech latach w więzieniu, a ja już dorosły

Jakże nie potrzebuję ojcaprzestępcy! On prawie człowieka zabił! wściekła się matka. On jest normalny! Kocham go, a ty Ty nie masz prawa mnie krytykować! Odpowiadałem: Kocham cię też i chcę, żebyś była szczęśliwa! Ale ona wróciła: Mam wszystko, co potrzebuję! Nie będziesz mi zabraniał kontaktu z Yurekiem, bo sam odejdę do niego! Kłóciliśmy się długo i głośno.

W końcu Ania Wiesława wybuchła nerwicą, ale ja już nie traciłem sił. Ojczym wkroczył na koniec, oskarżając mnie o okrucieństwo, ale nie karcił mnie surowo. Może liczył, iż odejdę i nie będzie musiał się o mnie martwić. Krzysiek miał wyjść, ale ojciec wytłumaczył, iż by odzyskać prawa rodzicielskie musi najpierw podjąć terapię. Nie chciał mieć w biografii ojcaprzestępcy, a do mojego pełnoletności zostało półtora roku.

Zostaliśmy przy tym, jak było. Matka i ja prawie przestaliśmy rozmawiać, choć nie wyrzucała mnie z domu. Po uzyskaniu dyplomu wylegałem do domu Waleriana. Niestety, gdy skończyłem dziewiętnaście lat, Walerian zmarł. Okazało się, iż chorował od dawna, nie chciał mnie smucić. Zostawił mi mieszkanie, kilka milionów złotych na koncie i część warsztatu samochodowego. Byłem załamany, ale niedługo znów znalazłem spokój.

Stałem się zamożnym człowiekiem i miałem wszystko. Pewnego dnia zadzwoniła matka, po latach rzadkich i powierzchownych rozmów: Wiem, iż jesteś teraz bogaty mruknęła. Nie jestem oligarchą, ale nie jestem biedny odpowiedziałem, nie wiedząc, czego chce. U nas nie wszystko gra Andrzej stracił pracę i nie może jej znaleźć Yurek niedługo pójdzie na studia, potrzebne będą korepetycje i pieniądze Połączyłem się w żal: Rozumiem. Synu, pomożesz nam? Masz pieniądze? To przecież pieniądze mojego ojca, którego nienawidziłaś. Złamał ci życie nie mogłem powstrzymać się od odpowiedzi. A może przynajmniej trochę odszkodowania mi się należy? W końcu wyrosłam cię, mimo wszystkiego. Teraz ty i twój brat powinniście mi pomóc. Nie mów tak, synu Kocham cię, ale Gdy matka wzywała mnie do domu, odwróciłem się i odszedłem bez łez. Nie jestem jej nic winien. Niech radzą sobie sami ze swoimi problemami. Taką decyzję nie zmienię.

Idź do oryginalnego materiału