Opiekunka dla brata
Co się stało, Julko? Znowu nie odbiera?
Nie odbiera! Julia rzuciła telefon na blat. Nie odpisuje od osiemnastej! Przez nią nie pojechałam do mamy… Muszę ugotować i tu, i tam, a Antosia nie ma z kim zostawić… Wychowaliśmy sobie „pomocnicę”!
W tym momencie rozległ się odgłos przekręcanego klucza w zamku.
O, jeszcze nie śpicie? rzuciła Lena przez ramię, nie ściągając słuchawek i skierowała się, ignorując rodziców, prosto do swojego pokoju.
Ale mama nie zamierzała tak jej puścić.
Lena! Stój! głos mamy zatrzymał Lenę, choć dziewczyna się choćby nie obejrzała. Gdzie idziesz? Spóźniłaś się ile? Sześć godzin! choćby nic nie wyjaśnisz?
Lena wyciągnęła słuchawki.
O co tyle szumu?
Przecież obiecałaś! z żalem odezwała się Julia. Mówiłaś, iż zostaniesz z Antosiem!
Lena, której jedynym marzeniem w tej chwili było się położyć, przez zęby powiedziała:
Nie wyszło. Nikt nie umarł. Byłaś w domu.
Przecież cię tydzień temu uprzedzałam, iż musisz dziś zostać z bratem! Ojciec ma nocną zmianę, nie zdąży, a ja musiałam jechać do babci. Ani ci żal brata, ani babci! Mnie też nie żałujesz
No, Lena nie dała rady! Zasiedziała się z koleżankami z roku, potem Bartek zaproponował, żeby wszyscy pojechali do niego… Nim się obejrzała, zrobiło się późno. Zapomniała.
Tak Lena sama siebie usprawiedliwiała.
Bo telefon jej nie padł, tylko sama go wyłączyła.
Mamo, obiecałam, ale potem wyszło inaczej.
Dmuchnij rzuciła podejrzliwie mama.
Co, mamy już jak w więzieniu? Lena uniosła brwi.
Piłaś stwierdziła Julia. Imprezy ważniejsze niż rodzina.
Lena nie wytrzymała.
Tak, ważniejsze! Nikt mnie tu za opiekunkę nie zatrudniał. Chcecie mieć dziecko na starość to się nim opiekujcie. Ja mam własne życie.
Ojciec, Wojciech, nigdy na Lenę nie krzyczał. Ale wysłuchał wszystkiego i postanowił zareagować.
Lena, nie robimy z ciebie niani. O rzadko co cię prosimy! Dziś jednak było to ważne i sama się zgodziłaś Lena, spóźniłaś się sześć godzin. Wyłączyłaś telefon. Jeszcze zwalasz to na nas?
Nie zwalam, ale Antoś to wasza sprawa. Byłam u kolegi. Wszyscy poszli, czemu ja mam być inna?
Lenie praktycznie nigdy nie powierzano nadmiaru obowiązków domowych. Do niedawna była jeszcze uczennicą, dzieckiem, teraz dopiero zaczęła studia na trudnym kierunku w znanym warszawskim uniwersytecie. Rodzice to rozumieli i starali się ją oszczędzać.
Ale Lena za specjalnie oszczędzać perypetii innym nie chciała.
Wiesz, co jest gorsze? wtrąciła mama. To, iż przez ciebie nie pojechałam do babci. Sama sobie choćby nie może przygrzać zupy! Nie mogę się rozdwoić między trzylatkiem a chorą mamą!
Lena, rozplątując misterną fryzurę, którą zrobiła jej kumpelka z roku, rzuciła zimno:
To twój problem, mamo. Ty chciałaś mieć dziecko na stare lata. Ja wam nic nie jestem winna.
Słowa zabolały tak, iż choćby ojciec zadrżał.
Lena, to już przesada!
Niby czemu? Studiuję, muszę mieć kontakt z rówieśnikami, poznawać przyjaciół, może przyszłego męża! A nie siedzieć z wami w domu!
Ojciec posadził ją na krześle.
Lena, posłuchaj mnie. Nie żądamy, żebyś się stała naszą nianią na etacie. To była prośba, przysługa dla rodziny. Zgodziłaś się.
Lena, która nie zamierzała teraz się cofać, odparła już twardo:
Zgodziłam się, ale potem zmieniłam plany. Życie.
Życie życie, ale tu to ty zmieniłaś plany i nikogo nie poinformowałaś powiedział ojciec. Rozumiem, studiujesz, masz znajomych. Ale, Lena, jesteś częścią tej rodziny. Nikt cię tu nie więzi, ale oczekuje się choć trochę pomocy. Dasz radę czasem znaleźć dwie godziny w tygodniu dla Antosia? Dwie godziny, żebyśmy mogli iść do lekarza albo jak dzisiaj do babci?
Nawet nie dała mu dokończyć. Wzruszyła ramionami i jeszcze z jej włosów posypały się wsuwki.
Nie.
Dlaczego?
Bo to nie moja odpowiedzialność, tato. Nie mam zamiaru poświęcać życia dla waszych wyborów.
Wewnętrznie Lena szykowała się już na ostrą kłótnię. Zaraz rodzice ją rozniosą…
W porządku odpowiedział niespodziewanie spokojnie ojciec. Słyszałem cię.
No, i gdzie krzyki? Gdzie próby zabrania telefonu? Gdzie groźby, iż po latach będzie żałować tych słów?
I to wszystko? spytała Lena niepewnie.
Tak. Na dziś wszystko.
Trochę zaskoczona, jak łatwo jej odpuścili, Lena poszła do łazienki zmyć makijaż, a potem zasnąć… Co za męczący wieczór. I jeszcze rodzice się czepiają!
Rodzice w swojej sypialni rozmowę jednak kontynuowali.
Wojtku, jak ona może być taka bezduszna? Julia już raczej ze smutkiem niż złością mówiła. Przecież wychowaliśmy ją normalnie, jak wszyscy. Niczego nie żałowaliśmy, nie zabranialiśmy bez przyczyny. A mam wrażenie, iż nas w ogóle nie kocha… I co teraz? Prosić ją na kolanach, żeby została z bratem?
Nie pokręcił głową Wojciech. Prosić nie będziemy. jeżeli uważa, iż nam nic nie jest winna, my jej też nic nie jesteśmy dłużni. Do czasu, aż zrozumie, czym jest odpowiedzialność.
***
Ranek zaczął się bez kawy, za to z poczuciem, iż wczorajsza kłótnia wcale się nie skończyła.
Lena pierwsza weszła do kuchni. Wypiła wodę. Podjadła niezbyt smaczne kanapki, które zostały z wieczora. Gdy weszła mama, niosąc Antosia, Lena natychmiast wbiła nos w telefon, żeby uniknąć moralizowania. Ale mama jadła w ciszy. Zaraz potem przyszedł ojciec i choćby się przywitał:
Dzień dobry rzucił do Leny.
O, choćby się do mnie odzywają odburknęła Lena.
Ojciec otworzył segregator, gdzie spisywał rodzinne wydatki i dochody.
Lena, musimy pogadać.
Przewróciła oczami.
Znowu o mojej odpowiedzialności? Już mówiłam, iż nie
Nie, nie o tym przerwał. adekwatnie trochę o tym. Ale bardziej o pieniądzach. Od tego miesiąca czekamy na twoją część za jedzenie i rachunki. Chodzi o twój udział.
Lena parsknęła śmiechem, pewna, iż ojciec tak tylko droczy się z rana, po wczorajszym. W końcu ona im wczoraj popsuła nerwy, dziś oni jej. Równowaga w przyrodzie.
Dobre, tato. Ale nie nabiorę się na te żarty.
Ale ojciec był przygotowany.
To nie żart, Lena. Skoro jesteś dorosła i niezależna, czas, byś zaczęła sama opłacać swoją część. Wszystkiego.
Nawet Antoś, rozmaślawiając serek po stole, spojrzał na ojca. Może i nie rozumiał, o co chodzi, ale ton wyczuł.
Co? jęknęła Lena.
Powiedziałaś, iż nic nam nie jesteś winna. W porządku. Czyli nie zależysz od nas w codziennym życiu. Od tego miesiąca płacisz za siebie: za jedzenie, media i co najważniejsze za studia.
Lena już wiedziała, iż ojciec nie żartuje. Chyba obraził się bardziej, niż sądziła.
Sam siebie słyszysz, tato? Okej, nie musicie mnie karmić, ale studia to przecież świętość. Nie dasz rady nie zapłacić za moje czesne, znam cię.
Dam radę odpowiedział poważnie. Jesteś pełnoletnia, masz dziewiętnaście lat. Dorośli ludzie płacą za siebie. Zawsze mówiliśmy, iż będziemy was wspierać, póki się uczycie i mieszkacie z nami, ale ta pomoc opiera się na wzajemnym szacunku i choć minimalnym udziale w życiu rodziny. Ty zrezygnowałaś z udziału. Więc my rezygnujemy z pomocy. Tak po dorosłemu.
Julia zerknęła na męża „Nie przegięliśmy?”
Lena upuściła plaster sera na talerz i, rzucając gniewne spojrzenie, wyszła z kuchni.
A nie jem, bo zaraz mi jeszcze dług zapiszecie!
Rodzice jedli dalej we troje. Lena ubrała się w swoim pokoju, specjalnie hałasując, po czym wybiegła na zajęcia, które póki co miała jeszcze opłacone.
Nie przesadziliśmy? zapytała Julia.
Wojciech przełykał ser, który jakoś ciężko mu spływał po gardle, ale warknął:
W sam raz! Skoro nikt nikomu nic nie jest winien, niech Lena też nauczy się zapracować na siebie. To trudne, ale konieczne. Bo za bardzo przyzwyczaiła się, iż wszystko ma.
Od tej pory Lena rzadko widywała się z rodzicami. Wychodziła wcześnie, wracała późno. W domu już choćby nie jadła. Julia, choć Wojtek jej zabronił, delikatnie spytała, czy Lena nie chodzi głodna. W odpowiedzi dziewczyna rzuciła jej tylko bolesne spojrzenie i poszła dalej.
Trafiła jej się praca w kawiarni na początku tylko na zastępstwo za koleżankę, ale kiedy ona odeszła, Lena przejęła zmianę i po kilka godzin dziennie krzątała się z tacą. Miała skromne własne pieniądze.
Rodzice się martwili, ale twardo trzymali się ustaleń.
Znów nie przyszła choćby na kolację. Z głodu padnie! Wychowanie wychowaniem, ale co, jak się zagłodzi? martwiła się Julia.
Uspokój się, Julka. Zrozumie: w rodzinie każdy sobie pomaga. Duma jej przejdzie.
I w trzecim miesiącu tego cichego bojkotu Lena powiedziała:
Okej, możecie uważać, iż wasz szantaż zadziałał. Nie dam rady i studiować, i pracować ciągle po lekcjach za marne grosze… Zgadzam się siedzieć z Antosiem. Kilka razy w tygodniu, po trzy godziny. To traktujcie jak moją pracę. Wygraliście. No i tutaj mam ile mogłam odłożyć za mieszkanie.
Wyłożyła na stół dwa tysiące złotych. Więcej jej się nie udało uzbierać. Rodzice nie przyjęli tych pieniędzy.
Lena… nie chcieliśmy cię zranić. Nie jesteśmy szantażystami powiedziała mama. Pomagaliśmy ci nie dlatego, iż musimy według jakiegoś prawa, tylko dlatego, iż cię kochamy. Okaż nam czasem to samo udziałem, wsparciem.
Rozumiem. Przepraszam… i sama ich przytuliła.
W rodzinie nikt nie jest samotną wyspą. Gdy myślisz tylko o sobie, łatwo zgubić tych, którzy naprawdę są najbliżej a przecież razem jest nie tylko łatwiej, ale i lepiej.












