Nie była samotna. Zwykła historia
Zima trwała w najlepsze, a świt rozlewał się leniwie pośród białych dachów starej kamienicy. Pod oknami rozbrzmiewał charakterystyczny dźwięk metalowych łopat dozorca pan Marian z zapałem odgarniał śnieg na dziedzińcu.
Drzwi do klatki bez przerwy trzaskały, wypuszczając na ulice spieszących się do pracy mieszkańców.
Kot Lucjan siedział dumnie na parapecie na szóstym piętrze, śledząc wszystko z góry swoimi bystrymi oczami.
W poprzednim życiu Lucjan był księgowym; pieniądze były dla niego wszystkim i tylko one zaprzątały mu myśli od rana do wieczora.
Teraz jednak pojął, iż są rzeczy ważniejsze niż złotówki.
Lucjan już wiedział, iż nie ma nic cenniejszego od spojrzenia pełnego dobroci, od ciepła drugiego serca i swojego kąta pod dachem. Cała reszta to tylko dodatek.
Rozejrzał się na starym, sprężynującym tapczanie spała pani Genowefa, jego wybawicielka.
Zeskoczył z okna i ułożył się tuż przy jej głowie, na brzegu poduszki, wtulając się swoim puszystym futrem.
Lucjan dobrze wiedział, iż każdego ranka panią Genowefę boli głowa. I starał się jej pomóc najlepiej, jak potrafił.
Lutek, ty to dopiero uzdrowiciel mruknęła staruszka, budząc się po chwili i czując miękkie kocie ciałko. Znowu mi ból zabrałeś No, dziękuję ci, kochanieńki, jak ty to robisz?
Kot tylko leniwie poruszył łapką, jakby mówił, iż to dla niego żaden wysiłek i stać go na dużo więcej!
W tej samej chwili z przedpokoju dobiegło ciche, zazdrosne mruczenie. To odzywał się piesek Reksio.
Reksio był wiernym towarzyszem pani Genowefy już od kilku lat.
Zawsze gdy usłyszał obce kroki na korytarzu, szczekał głośno na całe mieszkanie. Wszyscy wiedzieli, iż przy pani Genowefie stoi niezawodna ochrona.
Dlatego właśnie uważał się za pana tego domu.
Kim on wcześniej był? Może majstrem na budowie albo policjantem? myślał Lucjan, spoglądając z góry na Reksia Niezłe ma parcie na szkło, niech tam, niech szczeka Może rzeczywiście bezpieczniej z nim pod dachem.
Oj, wy moje skarby, co ja bym bez was zrobiła westchnęła pani Genowefa, z trudem podnosząc się z tapczanu. Teraz was nakarmię i pójdziemy na spacer.
A jak tylko wypłata emerytury przyjdzie, to kupimy sobie kurczaka.
Na dźwięk słowa kurczak Reksio aż podskoczył, a Lucjan zaczął ugniatać tapczan łapami i mruczeć jak traktor, ocierając się głową o drobną, pomarszczoną dłoń swojej pani.
A ty cwaniaku, rozumiesz każde słowo rozczuliła się kobieta. Psiak zaszczekał, pokazując, iż też doskonale wszystko wie, po czym wpakował swój duży, mokry nochal na jej kolana.
Tyle tu ciepła, serca, i dom przez was jest prawdziwym domem I człowiekowi już nie tak samotnie, rozmyślała pani Genowefa, z uśmiechem.
A jak mnie już nie będzie, to kto wie co się stanie potem Różnie mówią, pogubić się idzie w tych opowieściach.
A ja ja bym chciała być kotem. Żeby mnie ktoś dobry przygarnął. Psem chyba bym nie mogła być, szczekać głośno nie potrafię, taka już cicha jestem z natury. Choć kto wie. Ale kotem byłabym porządnym, łagodnym byle tylko do dobrych ludzi trafić.
Phi, takie głupstwa mi do głowy przychodzą ocknęła się zatroskana staruszka. Starzeje się człowiek, to i dziwnych rzeczy w głowie przybywa.
Nie zauważyła choćby jak Lucjan uśmiechnął się pod wąsem, spoglądając z wyższością na Reksia.
Ot, chce być kotem, a nie psem.
Lucjan nauczył się już czytać myśli niezłe z tego pocieszenie, trzeba przyznać.
No, patrz Pan do czego to człowiek i zwierz może razem doprowadzić!
















