„Chciałam, żeby Białystok pachniał Azją”. Rozmowa z Agnieszką Dobrodumow, menadżerką ds. rozwoju i nowego asortymentu w ABC Store

podlaskie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: ABC Store


Azja na talerzu, w kubku i w… pudełku niespodziance.

ABC Store to sklep z Białegostoku, który pokochały nie tylko dzieci i nastolatki polujące na „słodycze z TikToka”, ale też dorośli, dla których smaki Japonii, Korei czy Tajlandii stały się sposobem na oderwanie się od codzienności.

O tym, jak wygląda rozwijanie takiego biznesu, skąd bierze się fascynacja Azją i co można usłyszeć przy stoisku na festiwalu, opowiada Agnieszka Dobrodumow – menadżerka ds. rozwoju i nowego asortymentu w ABC Store.

Jak to się w ogóle zaczęło? Podróż do Japonii, objazd po Azji?

Agnieszka Dobrodumow:

Najzabawniejsze jest to, iż inspiracją wcale nie były podróże. Zaczęło się… przy kuchennym stole w Białymstoku.

Najpierw zakochałam się w Azji „na odległość”: w jedzeniu, w opowieściach, w przepisach. Zamiast planować bilet do Tokio, planowałam raczej, skąd wziąć prawdziwy sos sojowy, pastę miso czy ramen, który smakuje jak ten z filmów, a nie jak jego europejska wersja „instant”.

Początki naszego importu były zresztą dość skromne i wcale nie dotyczyły wyłącznie Azji. Na początku sprowadzaliśmy małe partie różnych produktów, choćby włoskich. Ale z czasem okazało się, iż to właśnie azjatyckie smaki zawładnęły naszym sercem – i naszymi kubkami smakowymi też.

Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy udało mi się zdobyć naprawdę porządne produkty azjatyckie. Zrobiłam ramen, który smakował zupełnie inaczej niż wszystko, co do tej pory jedliśmy. I pomyślałam: „No dobrze, skoro ja muszę się tak nagimnastykować, żeby to zdobyć, to pewnie inni też…”.

Zaczęło się od małego importu i rozmów. Potem coraz częściej pojawiało się: „a weź mi też jedną zupkę, dwa napoje, jakieś mochi…”. W pewnym momencie przekonałam szefa, iż warto mocniej wejść w asortyment azjatycki i rozszerzyć ofertę właśnie w tym kierunku. I tak to, co miało być małą zajawką, zaczęło rosnąć, aż stało się istotną częścią ABC Store.

Co takiego ma azjatycka kuchnia, iż aż chciało się wokół niej budować rozwój oferty?

Agnieszka:

Po pierwsze – odwagę.

Azjatycka kuchnia nie boi się intensywnych smaków, nietypowych połączeń i zaskakujących faktur. U nas przez lata królowało to, co „bezpieczne”: łagodne, przewidywalne, znane z domu. W Azji jedzenie potrafi być jednocześnie słodkie, słone, pikantne i kwaśne – i to ma sens.

Po drugie – zabawę.

Tam jedzenie nie musi być „poważne”, żeby było dobre. Opakowania są kolorowe, z maskotkami, zabawne, czasem wręcz komiksowe. Snack w kształcie gwiazdek albo napój z uroczą postacią na etykiecie nikogo nie dziwi. U nas długo pokutowało przekonanie, iż jeżeli coś wygląda „lekko” albo „uroczo”, to nie jest porządne. Azja udowadnia coś odwrotnego.

Po trzecie – emocje.

Dla mnie jedzenie z Azji to zawsze trochę przygoda. Nie zawsze wiesz dokładnie, co Cię czeka, ale właśnie to jest w tym najlepsze.

Jak wygląda Pani codzienność jako osoby odpowiedzialnej za rozwój i nowy asortyment?

Agnieszka:

Jeśli ktoś wyobraża sobie, iż cały dzień jem mochi i popijam matchę, to muszę go trochę rozczarować… chociaż czasem faktycznie tak jest (śmiech).

Na co dzień jest dużo bardzo przyziemnych rzeczy: zamówienia, dostawy, sprawdzanie dat, kontakt z producentami, dopinanie papierologii. Ale mam też tę przyjemniejszą część: testowanie nowości i szukanie produktów, które naprawdę mają szansę zadziałać u nas.

Dużą częścią mojej pracy jest też… rozmowa.

W sklepie stacjonarnym w Białymstoku klienci często opowiadają, co już próbowali, co widzieli w internecie, czego im brakuje i co chcieliby znaleźć. W sklepie internetowym widzimy to z kolei w zamówieniach, komentarzach i wiadomościach w social mediach. I to jest dla mnie najważniejsze – bo czuję się trochę jak łącznik między Azją a tym, czego szukają ludzie tutaj.

ABC Store pojawia się też często na festiwalach i targach azjatyckich. Co tam się dzieje „od kuchni”?

Agnieszka:

Na festiwalach dzieje się… wszystko naraz. Z zewnątrz widać kolorowe stoisko, kolejkę, uśmiechy, zdjęcia. Od środka – to setki krótkich rozmów, które są dla mnie bezcenne.

Podchodzi do nas nastolatka i pyta:

„Macie ten napój, który wszyscy piją na TikToku, taki w śmiesznej butelce?”

Za chwilę obok stoi pani po pięćdziesiątce, która mówi:

„Byłam kiedyś w Japonii, pamiętam taki zielony deser… może mi pani coś podobnego polecić?”

Uwielbiam te momenty, kiedy przy jednym stole spotykają się różne światy: dzieci, młodzież, rodzice, fani anime, fani K-popu, osoby, które nigdy nie były w Azji, ale są jej po prostu ciekawe. I wszystkich łączy jedno: chcą spróbować czegoś nowego.

Targi i festiwale to dla nas także ogromne źródło inspiracji. Wracamy z nich z listą: „ludzie pytali o…”, „to smakowało wszystkim”, „to było zaskoczeniem”. Na tej podstawie później rozwijamy ofertę, dokładamy nowe smaki, a czasem rezygnujemy z czegoś, co „na papierze” wyglądało dobrze, ale w praktyce nie zadziałało.

Co najbardziej zaskakuje klientów, kiedy przychodzą pierwszy raz do ABC Store?

Agnieszka:

Myślę, iż dwie rzeczy.

Po pierwsze – różnorodność.

Ludzie często przychodzą po „słodycze z TikToka”, a nagle odkrywają, iż oprócz mochi i ramenów jest też mnóstwo produktów do gotowania: pasty, sosy, przyprawy. Mamy sporo sytuacji, kiedy ktoś pyta o jedną zupkę, a wychodzi też z sosem sojowym, olejem sezamowym i makaronem udon, bo właśnie w głowie stworzył sobie plan na kolację.

Po drugie – to, iż pomagamy wybrać.

Bardzo często słyszę: „Ja nic o tym nie wiem, proszę mi coś dobrać” albo „Chcę spróbować czegoś nowego, ale trochę się boję”. I wtedy zaczyna się rozmowa: co dana osoba lubi, czego nie lubi, czy bardziej ostre, czy łagodne, czy raczej klasyka, czy eksperyment.

To nie jest sklep, w którym tylko podajemy towar z półki. Bardziej miejsce, gdzie razem wymyślamy, co z tej oferty można dla kogoś „ulepić”.

W ofercie ABC Store są też mystery boxy. Skąd pomysł na pudełka niespodzianki?

Agnieszka:

Z obserwacji, iż ludzie… kochają być zaskakiwani, ale nie lubią się męczyć wyborem.

Bardzo często ktoś stał przed półką i mówił:

„Widzę pięć rzeczy, które chcę spróbować, ale nie wiem, od czego zacząć. Zrobi mi pani jakiś zestaw?”

W pewnym momencie stwierdziliśmy, iż warto to usystematyzować. Tak powstały mystery boxy – pudełka niespodzianki z azjatyckimi produktami: słodyczami, przekąskami, napojami.

Są zestawy bardziej „bezpieczne” i takie, gdzie jest więcej eksperymentu. Robimy boxy dla nastolatków, dla firm na prezenty, dla fanów ostrej kuchni, dla osób, które chcą wrócić do smaków z podróży.

Co ważne – część z nich tworzymy na zamówienie. Klient mówi: „To ma być dla kogoś, kto kocha Japonię”, albo: „Chcemy boxy dla zespołu, ale raczej w łagodniejszej wersji”. I wtedy układamy zestaw dokładnie pod te potrzeby. Mamy choćby boxy, w których pojawia się alkohol – na przykład japońskie sake – jeżeli ktoś szuka prezentu bardziej „dla dorosłych”.

Co Panią najbardziej porusza w kontakcie z klientami?

Agnieszka:

Bardzo lubię moment, kiedy ktoś wraca.

Przychodzi osoba i mówi:

„Kupiłam u was kiedyś takie dziwne mochi… i zakochałam się. Co jeszcze mi pani poleci?”

Albo rodzice, którzy opowiadają, iż dziecko zrobiło w domu własne „testowanie smaków” z naszym pudełkiem i zaprosiło pół klasy na degustację.

Mieliśmy też kiedyś pana, który przygotował swojej żonie niespodziankę: zamówił mystery box z produktami, które kojarzyły mu się z ich wspólną podróżą po Japonii. Do dziś pamiętam, jak opowiadał, iż najpierw usiedli z tym pudełkiem przy stole, a potem przez dwie godziny oglądali zdjęcia z wyjazdu.

Takie historie przypominają mi, iż my tak naprawdę nie sprzedajemy „tylko” produktów.

My sprzedajemy emocje, wspomnienia, fragmenty czyjejś historii.

Czy Azja w Pani życiu to tylko praca, czy coś więcej?

Agnieszka:

Zdecydowanie coś więcej.

Oczywiście – jest biznes, są faktury, są dostawy, jest praca po godzinach. Ale gdyby nie ta fascynacja Azją, pewnie już dawno bym się poddała.

To trochę tak, iż żyję równolegle na dwóch kanałach: na jednym jest zwykła codzienność w Polsce, a na drugim świat, w którym w tle gra japoński jazz, ktoś gotuje ramen, a ktoś inny pije matchę z czarki.

Kiedy zamykamy sklep po całym dniu, a w magazynie zostaje zapach przypraw, prażonego sezamu i słodkich napojów, czasem łapię się na myśli:

„Chyba udało się odrobinę tego świata przenieść do Białegostoku”.

I to jest dla mnie najważniejsze.

Na koniec – co powiedziałaby Pani komuś, kto nigdy nie próbował azjatyckich smaków i trochę się boi?

Agnieszka:

Że nie musi od razu skakać na głęboką wodę.

Zawsze powtarzam: zacznij od jednego produktu. Może to być delikatne mochi, może łagodny napój, może chrupiąca przekąska z nori. Nie trzeba od razu kochać wszystkiego. Wystarczy dać sobie szansę na jedno małe „wow”.

A jeżeli naprawdę się boisz – przyjdź, pogadaj, po prostu zapytaj. W ABC Store bardzo serio traktujemy zdanie:

„Nie wiem, od czego zacząć”,

bo ono zwykle oznacza:

„Jestem ciekawy, ale potrzebuję kogoś, kto mnie przeprowadzi”.

I my właśnie po to jesteśmy.

Idź do oryginalnego materiału