ON BĘDZIE ŻYŁ Z NAMI…

polregion.pl 1 godzina temu

ON BĘDZIE Z NAMI MIESZKAŁ

Dźwięk dzwonka, jakby rozbitym kieliszkiem, rozległ się w korytarzu starego bloku przy ulicy Jana Pawła II. Jagoda, w pośpiechu zrzuciła fartuch, wytrzeć ręce i ruszyła otwierać drzwi. Na progu stała jej córka z młodym mężczyzną. Halina wpuściła ich do małego mieszkania w Warszawie.

Cześć, mamuśko pocałowała Jagoda matkę w policzek. Poznajcie Wiktora, będzie z nami mieszkał.

Dzień dobry przywitał się chłopak, nieśmiało uśmiechając się.

A to moja ciotka Zofia dodała matka, podnosząc rękę w geście powitania.

Zofia Kowalska poprawiła Jagoda, patrząc na swoją matkę.

Mamuś, co na kolację?

Gulasz z grochu i parówki.

Nie jem grochu odparł Wiktor, wyrzucając buty i ruszając w stronę pokoju.

Co ty, mamuś, Wiktor nie lubi grochu wykrzywiła wielkie oczy Jagoda.

Chłopak rozłożył się na kanapie, rzucając plecak na podłogę.

To adekwatnie mój pokój zauważyła Zofia.

Wiktor, chodź, pokażę ci, gdzie będziemy spać zawołała Jagoda.

A ja tu już w porządku mruknął mężczyzna, wstając z kanapy.

Mamusiu, wymyśl, co podać Wiktorowi.

Nie wiem, mamy jeszcze pół paczki parówek wzruszyła ramionami Halina.

Wystarczy z musztardą, keczupem i kromką chleba odparł chłopak.

Dobrze mruknęła Halina, kierując się do kuchni. Kiedyś przywodziłaś tu koty i szczeniaki, a teraz przywiezłaś go, nakarm go jeszcze.

Zalała się garścią grochu, położyła na talerzu dwie podsmażone parówki, przesunęła talerz z sałatą i z apetytem zaczęła jeść.

Mamusiu, po co jedziesz sama? wpadła Jagoda do kuchni.

Bo właśnie wróciłam z pracy i jestem głodna odparła Halina, gryząc parówkę. Kto chce jeść, niech sobie nakłada albo gotuje. Mam też pytanie: dlaczego Wiktor ma u nas mieszkać?

Bo to mój mąż.

Halina zbladła.

Mąż?

Tak. Twoja córka już dorosła, może sama decydować, czy wyjdzie za mąż. Między nami jest już dziewiętnaście lat.

Nie zaproszono nas na ślub.

Nie było ślubu, po prostu się pobraliśmy. Teraz jesteśmy małżeństwem, więc będziemy razem.

Gratuluję. Czemu bez wesela?

jeżeli masz pieniądze na wesele, możesz nam je dać, znajdziemy na co je wydać.

Rozumiem Halina kontynuowała swój obiad. Dlaczego właśnie u nas?

Bo mają jednopokojowe mieszkanie i mieszkają w nim cztery osoby.

Czy nie rozważaliście wynajmu?

Po co wynajmować, kiedy mam mój pokój zdziwiła się Jagoda.

Jasne.

Dacie nam coś do jedzenia?

Jagodo, garnek z grochem na kuchence, parówki na patelni. jeżeli mało, w lodówce leży jeszcze pół paczki. Bierzcie, nakładajcie i jedzcie.

Mamusiu, masz nowego zięcia podkreśliła ostatnie słowo Jagoda.

I co? Mam tu zatańczyć w rytmie tej nowości? Jagodo, wróciłam zmęczona po pracy, dajmy spokój rytuałom. Ręce i nogi macie, obsłużcie się sami.

Dlatego nie jesteś zamężna!

Jagoda spojrzała na matkę ze złością i zamknęła drzwi swojego pokoju. Halina dokończyła posiłek, umyła naczynia, wytrzeć stół i udała się do własnej sypialni. Przebrała się, wzięła torbę z ubraniami i pojechała na siłownię. Była wolną kobietą, kilka wieczorów w tygodniu spędzała w klubie fitness i w basenie.

Blisko dziesiątej wieczorem wróciła do domu. W kuchni czekał totalny chaos, jakby ktoś próbował tam gotować bez instrukcji. Pokrywka od garnka z grochem zniknęła, więc danie wyschło i popękało. Opakowanie parówek leżało na stole, obok zestarzały chleb bez opakowania. Patelnia była przypalona, a jej nieprzywierająca powłoka rozkruszyła się widelcem. W zlewie stały talerze, a na podłodze rozlała się słodka plama. Całe mieszkanie pachniało papierosami.

Ojej, co za nowość. Jagodo nigdy nie pozwoliłaby sobie na takie bałagan.

Halina otworzyła drzwi na pokój córki. Młodzi siedzieli przy stole, popijając wino i paląc papierosy.

Jagodo, posprzątaj tę kuchnię. Jutro kupisz nową patelnię powiedziała matka i wróciła do swojego pokoju, nie zamykając drzwi.

Jagoda podskoczyła z krzesła i pobiegła za nią.

Dlaczego musimy sprzątać? Gdzie wezmę pieniądze na patelnię? Nie pracuję, uczę się. Co z naczyniami?

Pamiętasz zasady tego domu: po jedzeniu sprzątaj, po bałaganie sprzątaj, jeżeli coś zepsujesz, kup nowe. Każdy sprząta po sobie. A patelnia nie kosztuje grosza, a już jest nie do naprawienia.

Nie chcesz, żebyśmy tu mieszkali.

Nie.

Halina nie chciała już kłócić się z córką, zwłaszcza iż nigdy nie było z Jagodą problemów.

Ale to moja część.

Nie. Całe mieszkanie jest moje, za nie zapłaciłam, kupiłam. Ty jesteś tu tylko wpisana w rejestrze. Nie rozwiązuj moich problemów. jeżeli chcecie tu mieszkać, przestrzegajcie reguł mówiła spokojnym tonem.

Całe życie żyję według twoich reguł. Wyszłam za mąż i nie masz już prawa mówić mi, co mam robić wykrzyknęła Jagoda. Poza tym, masz już lata, powinnaś oddać nam mieszkanie.

Oddam wam jedynie korytarz w klatce i miejsce na ławkę w parku. No więc, wyjść za mąż? Nie zapytałaś mnie. Śpisz tu sama albo z mężem, ale w innym miejscu. On nie będzie mieszkał tutaj.

Daj się w kość, twoje mieszkanie! krzyknęła Jagoda i zaczęła pakować rzeczy.

Po pięciu minutach do pokoju wpadł nowo przybyły zięć.

Spokojnie, mamo, wszystko będzie git, rzekł, kołysząc się od kilku kieliszków wódki. Nie znikniemy tej nocy. Będziesz się dobrze zachowywać, a my będziemy kochać się cicho po zmroku.

Co ty, mamusiu! wykrzyknęła Zofia. Twoi rodzice wciąż są w domu, więc od razu wróć do swojej nowej żony.

Zaraz, zaraz chłopak zamachnął pięścią i wbił ją w nos teściowej.

Aha.

Zofia chwyciła go paznokciami, wciągając całą siłę w palce.

O, odwal się, wariacie.

Mamo, co robisz? krzyknęła Jagoda, próbując wyciągnąć matkę z ukochanego.

Zofia odrzuciła córkę, kopnąwszy Wiktora w krocze, a potem przyciśnęła go łokciem do szyi.

Udokumentuję pobicie jęknął, zgłoszę was do sądu.

Poczekaj, zadzwonię po policję, żeby łatwiej było to udokumentować odpowiedziała Halina.

Młodzi uciekli, zostawiając za sobą zadbane dwupokojowe mieszkanie.

Nie jesteś już moją matką! krzyknęła Jagoda ostatnim razem, i nigdy nie zobaczysz wnuków.

Co za żal ironicznie odparła Halina. Przynajmniej będę żyła po swojemu.

Spojrzała na swoje dłonie część paznokci była połamana.

Same straty po was mruknęła Zofia.

Po ich wyjściu umyła kuchnię, wyrzuciła groch i przeklętą patelnię, zmieniła zamki w drzwiach. Trzy miesiące później, w pobliżu pracy, spotkała się z Jagodą. Dziewczyna była wyczerpana, kości wciągnięte, policzki opadnięte, wyglądała na nieszczęśliwą.

Mamusiu, co jest na kolację? zapytała.

Nie wiem wzruszyła ramionami Halina, jeszcze nie wymyśliłam. Co chcesz?

Kurczaka z ryżem wymamrotała Jagoda. I sałatkę jarzynową.

Idźmy po kurczaka odpowiedziała kobieta. Sałatkę przygotuj sama.

Jagoda nic nie pytała, a Wiktor już nigdy nie pojawił się w ich życiu.

Idź do oryginalnego materiału