Obiecał synowi mieszkanie, ale postawił warunek — muszę ponownie za niego wyjść.

newsempire24.com 1 dzień temu

Mam sześćdziesiąt lat i mieszkam w Toruniu. Nigdy bym nie przypuszczała, iż po tylu latach spokoju i ciszy, przeszłość wróci do mojego życia w tak bezczelny i cyniczny sposób. Najbardziej boli mnie, iż inicjatorem tego powrotu jest nikt inny jak mój własny syn.

Kiedyś, mając dwadzieścia pięć lat, byłam szaleńczo zakochana. Wojtek — wysoki, czarujący, wesoły — wydawał mi się ucieleśnieniem marzeń. Wzięliśmy ślub szybko, a po roku urodził się nasz syn, Antek. Początkowe lata przypominały bajkę. Żyliśmy w małym mieszkaniu, razem marzyliśmy, planowaliśmy przyszłość. Pracowałam jako nauczycielka, on był inżynierem. Wydawało się, iż nic nie mogło zniszczyć naszego szczęścia.

Jednak z czasem Wojtek się zmienił. Coraz częściej zaczynał się spóźniać, kłamał, oddalał się ode mnie. Starałam się nie wierzyć plotkom, przymykałam oko na jego późne powroty, na zapach obcych perfum. Ale w końcu stało się oczywiste: zdradzał mnie. I to nie raz. Przyjaciele, sąsiedzi, choćby rodzice wiedzieli. A ja próbowałam ratować naszą rodzinę. Dla syna. Za długo znosiłam kłamstwa, miałam nadzieję, iż się opamięta. Ale pewnej nocy obudziłam się i zdałam sobie sprawę, iż nie mogę dłużej tak żyć.

Spakowałam się, wzięłam pięcioletniego Antka za rękę i poszłam do mamy. Wojtek choćby nas nie zatrzymał. Miesiąc później wyjechał za granicę — podobno do pracy. Niedługo potem znalazł sobie inną kobietę i jakby nas wymazał z życia. Zero listów, zero telefonów. Zupełna obojętność. Zostałam sama. Mama zmarła, potem ojciec. Antek i ja przeszliśmy razem przez wszystko — szkołę, zajęcia, choroby, radości, maturę. Pracowałam na trzy zmiany, żeby mu niczego nie brakowało. O moim życiu osobistym nie mogło być mowy — nie było na to czasu. Był dla mnie wszystkim.

Gdy Antek dostał się na uniwersytet w Gdańsku, pomagałam jak mogłam — paczki, pieniądze, wsparcie. Ale nie stać mnie było na kupno mieszkania. On nigdy się nie skarżył. Mówił, iż sobie poradzi. Byłam z niego dumna.

Miesiąc temu przyjechał do mnie z nowiną: postanowił się ożenić. euforia nie trwała długo. Był zdenerwowany, unikał mojego wzroku. Potem nagle powiedział:

— Mamo… potrzebuję twojej pomocy. To… chodzi o tatę.

Zamarłam. Powiedział mi, iż niedawno znów nawiązał kontakt z Wojtkiem. Ojciec wrócił do Polski i zaproponował Antkowi klucze do dwupokojowego mieszkania, które odziedziczył po babci. Ale — pod jednym warunkiem. Muszę wyjść za niego ponownie. I pozwolić mu zamieszkać w moim mieszkaniu.

Odebrało mi mowę. Patrzyłam na syna, nie mogąc uwierzyć, iż mówi to poważnie. Kontynuował:

— Jesteś sama… Nikogo nie masz. Może warto spróbować jeszcze raz? Dla mnie. Dla mojej przyszłej rodziny. Tata się zmienił…

Wstałam i poszłam do kuchni. Czajnik, herbata, drżące ręce. Wszystko rozmywało się przed oczami. Przez dwadzieścia lat wszystko dźwigałam sama. Dwadzieścia lat ani razu nie zainteresował się, jak sobie radzimy. A teraz wraca… z „propozycją”.

Wróciłam do pokoju i spokojnie powiedziałam:

— Nie. Nie zgadzam się.

Antek się zagotował. Zaczął krzyczeć, oskarżać. Mówił, iż zawsze myślałam tylko o sobie. Że przez mnie nie miał ojca. Że teraz znowu niszczę mu życie. Milczałam. Każde jego słowo przeszywało mnie na wskroś. Nie wiedział, jak nie spałam po nocach z wyczerpania. Jak sprzedawałam obrączkę, żeby kupić mu zimową kurtkę. Jak odmawiałam sobie wszystkiego, żeby on mógł mieć mięso na obiad.

Nie czuję się samotna. Moje życie było ciężkie, ale uczciwe. Mam pracę, książki, ogród, przyjaciółki. Nie potrzebuję człowieka, który mnie zdradził — i teraz wraca nie z miłości, a dla komfortu.

Syn wyszedł, nie żegnając się. Od tamtej pory nie dzwonił. Wiem, iż jest obrażony. Rozumiem go. Chce dla siebie lepszego życia — tak jak ja kiedyś. Ale nie mogę sprzedać swojego honoru za kilka metrów kwadratowych. To zbyt wysoka cena.

Może to zrozumie. Może nie od razu. Ale będę czekać. Bo kocham. Prawdziwą miłością — bez warunków, bez mieszkań i „jeżeli”. Urodziłam go z miłości. I wychowałam z miłością. I nie pozwolę, żeby miłość stała się teraz towarem.

A były mąż… niech pozostanie w przeszłości. Tam jego miejsce.

Idź do oryginalnego materiału