Nigdy Niczyjego Nie Zabrałam Historia o przyjaźni, zazdrości i rodzinnych dramatach z czasów polsk…

twojacena.pl 12 godzin temu

NIGDY NIE ZABIERAŁAM CUDZEGO

Zosia już od czasów szkoły podstawowej spoglądała z mieszaniną pogardy i zazdrości na Jagodę. Pogardzała ją za to, iż rodzice Jagody byli bezradnymi alkoholikami. Utrzymywali się z przypadkowych robót, ledwo wiążąc koniec z końcem. Przez to Jagoda najczęściej chodziła głodna, w spranych ubraniach i była przygaszona. Ojciec bił ją regularnie raz za zbyt małą ilość wypitego alkoholu, raz za to, iż wypił za dużo, a czasem bez powodu.

Matka nie stawała w obronie córki sama bała się ciężkiej ręki ojca Jagody. Jedynym promykiem nadziei i czułości była dla dziewczyny babcia. Gdy tylko dostawała swoją niewielką emeryturę, wydzielała wypłatę ukochanej wnuczce za grzeczne zachowanie. Chociaż Jagoda wiedziała, iż choćby jeżeli coś przeskrobie, babcia udawała, iż nic nie widzi i zawsze wręczała jej pieniądze. Całe pięć złotych! Dla Jagody to był najpiękniejszy dzień w miesiącu. Biegła gwałtownie do sklepu, kupowała lody (dla siebie i babci), trochę chałwy i garść cukierków.

Za każdym razem obiecywała sobie, iż podzieli te słodkości na cały miesiąc. ale już po dwóch dniach zapasy nagle znikały. Wtedy babcia wyjmowała z zamrażarki swoją porcję lodów i mówiła:
Weź, kochanie, zjedz, bo mnie coś gardło boli.
To dziwne, myślała Jagoda, babci zawsze zaczyna boleć gardło, gdy kończą się słodycze…
Po cichu zawsze liczyła na ten dodatkowy przysmak.

Rodzina Zosi była zupełnym przeciwieństwem. Dom pełen dostatku. Rodzice dobrze zarabiali, Zosię rozpieszczano na każdym kroku, zawsze ubierana była zgodnie z najnowszą modą. Koleżanki czasem pożyczały od niej rzeczy. Nigdy niczego jej nie brakowało. Zosia była najedzona, pięknie ubrana i zadbana.

Jednak Zosia zazdrościła Jagodzie jej osobliwej urody, niezwykłego wdzięku i wrodzonego talentu do zjednywania sobie ludzi. Sama Zosia uważała kontakt z Jagodą za poniżej swojego poziomu. Mijając ją, patrzyła na nią tak, iż Jagoda czuła się, jakby właśnie ktoś wylał na nią kubeł lodowatej wody.

Raz choćby przy wszystkich wyzwała Jagodę:
Ty biedaczko!
Jagoda zapłakana pobiegła do domu, opowiedziała wszystko babci. Ta posadziła ją obok siebie, pogłaskała po głowie i powiedziała:
Nie płacz, Jagódko. Jutro powiedz tej dziewczynie: Masz rację jestem u Boga.
Jagodzie od razu zrobiło się lżej.

Zosia też była urodziwa, ale jej uroda miała w sobie coś zimnego, niedostępnego.

W ich klasie był pewien ulubieniec Michał. Wieczny żartowniś, łobuziak, nieszczególny uczeń, ale z duszą na ramieniu. Nauczyciele, choć często wyganiali go z lekcji za niewłaściwe zachowanie i ścigali go za czerwone pały w dzienniku, nie mogli go nie lubić za naturalną euforia życia i pogodne usposobienie.

W starszych klasach Michał zaczął odprowadzać Zosię ze szkoły do domu. Rano czekał na nią przy wejściu, by razem iść do klasy, słysząc pod uchem żarty kolegów:
O, narzeczony i narzeczona!

Nawet nauczyciele żartowali, iż z tej dwójki będzie para.

Rozległ się dzwonek na ostatnią lekcję.
Bal maturalny minął wśród gwaru i śmiechu.
Chłopcy i dziewczęta opuścili mury szkoły, każdy ruszył w swoją stronę.

Zosia i Michał wzięli ślub.
Wszystko odbyło się w pośpiechu, bo ślady miłości były widoczne gołym okiem… choćby rozłożysta, strojna suknia ślubna nie potrafiła ich ukryć. Po pięciu miesiącach Zosia urodziła córkę Małgosię.

Jagoda po ukończeniu szkoły musiała pójść do pracy. Babcia odeszła z tego świata. Rodzice liczyli na wsparcie finansowe od córki. Kandydatów do ręki i serca nie brakowało, ale Jagoda szukała kogoś, kto poruszy jej serce do głębi. Nie chciała spieszyć się z wyborem. Poza tym wstydziła się swoich uzależnionych rodziców.

Czas płynął gwałtownie minęło dziesięć lat.

…Przed gabinetem poradni uzależnień stały dwie pary Jagoda z matką oraz Michał z Zosią.
Jagoda od razu poznała Michała. Wydoroślał, stał się przystojnym mężczyzną. Na Zosię nie dało się patrzeć bez łez wychudzona, trzęsące się ręce, przygaszony wzrok i smutek na twarzy. A miała dopiero 28 lat!

Michał spojrzał przepraszająco na Jagodę.
Cześć, koleżanko wyczuła, iż nie chciał jej tu spotkać, zwłaszcza jako świadka rodzinnej tragedii.
Witaj, Michał. Widzę, iż u was niedobrze. Od dawna to trwa? gwałtownie oceniła sytuację Jagoda.
Od dawna odpowiedział Michał speszony.
Kobieta pijąca to katastrofa. Wiem coś o tym, bo przez mamę też to przeżyłem. Ojciec dosłownie spłonął przez alkohol współczuła zarówno sobie, jak i Michałowi.

Po tej wizycie Michał i Jagoda wymienili się numerami telefonów na wszelki wypadek. Wspólna bieda – łatwiej ją zrozumieć i dźwigać razem. Michał zaczął czasami odwiedzać Jagodę pod pretekstem, iż ona już przez to przeszła i może doradzić, pomóc. Jagoda chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem. Tłumaczyła, jak postępować z uzależnionym członkiem rodziny, jakie są metody leczenia, czego unikać… Wiedziała doskonale, ilu mężczyzn utopiło się w kieliszku.

Szybko też wyszło na jaw, iż Michał od dłuższego czasu mieszka z Małgosią sam, a Zosia wróciła do swoich rodziców. Michał odizolował córkę od nieprzewidywalnej matki.

Ostatnią kroplą była sytuacja, gdy Michał wrócił z pracy i zobaczył, jak Zosia leży pijana na podłodze, a trzyletnia Małgosia stoi na parapecie, gotowa spaść z piątego piętra! Przez Zosię przeszedł prawdziwe piekło. Wnętrza człowieka nie poznasz od razu… Najgorsze, iż Zosia wciąż uważała, iż wszystko ma pod kontrolą i może przestać pić w każdej chwili. Ale ciągnęło ją coraz głębiej. Ich małżeństwo rozpadło się.

Pewnego razu Michał zaprosił Jagodę do restauracji. Tam powiedział jej, iż od liceum był w niej zakochany. Najpierw bał się odrzucenia, potem Zosia zaszła w nieplanowaną ciążę, potem życie nabrało tempa. A spotkanie w poradni uzależnień uznał za zrządzenie losu. Rozmawiając z Jagodą, czuł się, jakby pił miód.

Michał oświadczył się Jagodzie. Udało mu się rozgrzać jej serce. Jagoda była gotowa na nową drogę życia. Michał też od dawna jej się podobał. Ale żeby rozbijać cudzą rodzinę? Takiej myśli nigdy by choćby nie dopuściła do siebie. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Michał był wolny i zakochany. Ich dłonie w końcu się spotkały.

Cicho i z pokorą wzięli ślub. Jagoda przeprowadziła się do mieszkania Michała. Początkowo Małgosia była nieufna wobec nowej osoby, rozumiała, iż teraz tata musi dzielić miłość na dwie osoby. Ale Jagoda otoczyła dziewczynkę tak wielką troską i ciepłem, iż ta sama poprosiła, by mogła mówić do niej mamo. Po paru latach Małgosia doczekała się siostrzyczki, Marysi.

Pewnego dnia w mieszkaniu Jagody i Michała zadzwonił dzwonek do drzwi. Jagoda otworzyła i stanęła twarzą w twarz z… Zosią. Poznała ją tylko po głosie. Z Zosią unosił się zapach alkoholu, a jej wygląd wskazywał na wieloletnie zmagania z zielonym smokiem.

Ty, żmijo, ukradłaś mi męża i córkę! Nienawidziłam cię całe życie! wycedziła przez zęby Zosia.

Na twarzy Jagody nie pojawił się żaden grymas. Była spokojna, pewna siebie, zadbana i piękna.

Nigdy nie zabierałam cudzych rzeczy. To ty sama zrezygnowałaś ze swojej rodziny, niczego nie rozumiejąc. Nigdy nie powiedziałam o tobie złego słowa. Szczerze jest mi ciebie żal, Zosiu…

Jagoda bez wahania zamknęła drzwi przed nieproszonym gościem…

W życiu bywa różnie. Można mieć wszystko i wszystko stracić nie przez innych, a przez własne wybory. Czasami los daje drugą szansę i warto ją wykorzystać, ale najważniejsze to nie zamykać serca na dobro, które możesz dać innym bo to zawsze wraca.

Idź do oryginalnego materiału