Niezapomniane urodzinowe odwiedziny w przestronnym mieszkaniu

twojacena.pl 14 godzin temu

Kobieta przyszła w odwiedziny do swojej przyjaciółki. Przyjaźniły się od czasów studiów. Były urodziny. Wszystko było wspaniale, pięknie, po prostu cudownie. Duże mieszkanie, cztery przestronne pokoje.

W salonie zastawiony stół: same pyszności! Ser ocieka złocistymi łezkami, prawdziwy, porządny ser z dziurami. Wyśmienita kiełbasa, ziarnista, z białymi kropelkami tłuszczu. Pieczona ryba. I mięso z rożna – testowali nową piekarnik! Pomidory małosolne, chrupiąca kapusta z czosnkiem. Słodkości, ciasta… To nie stół, to holenderski martwy natura.

A goście tacy mili. Rodzina i współpracownicy. Wszyscy szczerze gratulują, wznoszą toasty. Muzyka gra cicho w tle. Na półkach porcelanowe figurki, w oknach piękne zasłony, na podłodze miękki dywan z kwiatami, który tłumi odgłosy… Wszyscy jedli z apetytem.

Mąż przyjaciółki podarował żonie elegancki pierścionek z diamentem. W końcu okazja – pięćdziesięciolecie! Dzieci serdecznie pogratulowały mamie. Wnuczek pocałował babcię… I dla wszystkich starczyło miejsca. Wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi.

A potem choćby tańczyli. Gospodarze specjalnie opróżnili jeden pokój. Lekko rozgrzani jedzeniem i trunkami goście tańczyli spokojne tańce przy pięknych piosenkach z ich młodości. I Danutę też zaprosił do tańca bardzo przystojny mężczyzna, kolega męża jubilatki.

Danuta tańczyła. Zarumieniła się, włosy się rozpuściły – tańczyła przepięknie. Jak za młodu. A mężczyzna się uśmiechał, mówił komplementy. Nic więcej. Ale to było miłe. Po prostu przyjemnie słuchać dobrych słów.

A potem Danuta spojrzała na zegarek i oprzytomniała. Trzeba iść do domu. Nie iść – biec. Już późno. Teściowej trzeba podać leki, umyć ją, mąż sam nie da rady. I trzeba ugotować obiad na jutro, Danuta idzie do pracy po południu, ale rano ma mnóstwo innych spraw. Potem wróci mąż, on też ma dużo na głowie. Gdy w domu jest chory, zawsze jest co robić. I to się nie kończy.

A pieniędzy brak. Mąż stracił pracę, wydawnictwo się zamknęło. Na razie dorabia za grosze. Trzeba spłacać kredyt, bo biznes syna splajtował. I jechać do synowej do szpitala, tam już od dwóch tygodni leży z dzieckiem.

Teściowa zostanie z opiekunką. A wiecie, ile kosztuje opiekunka na godzinę? No właśnie. Potrzebne są pieniądze. I jeszcze trzeba będzie w nocy posiedzieć przy komputerze, popracować, żeby potem opiekunka mogła zająć się chorą…

Te myśli nagle wtargnęły do głowy. Danuta gwałtownie się ubrała – nikt jej nie zatrzymywał. Impreza trwała. Przyjaciółka przytuliła ją na pożegnanie. Zawsze pomagała! Ale ma swoje życie, swoje święto. Swojego męża. Swoje dzieci. A Danuta musi iść do domu. Do swojego życia.

I Danuta poszła na przystanek w chłodnym, trzeźwiącym deszczu. Na moment przyszła jej myśl: wrócić. Wrócić do ciepła, tam gdzie stół zastawiony, gdzie gra muzyka, gdzie wszyscy tacy dobrzy i serdeczni.

Gdzie można rozmawiać nie o chorobach i pieniądzach, nie o nieszczęściach i problemach – można porozmawiać o filmach. Wspominać zabawne historie z młodości. Śmiać się z żartów. Albo właśnie tańczyć powolny taniec przy cichej, delikatnej muzyce z sympatycznym mężczyzną…

Ale Danuta jechała zimnym autobusem do domu. Potem weszła do swojego małego mieszkania – powitał ją zapach choroby. Choć się sprząta i myje, ten zapach nie znika. Zapach nieszczęścia – trudno go opisać. Ale jest. I przypalonej kaszy, znowu nie dopilnował. Potem trudno będzie odczyścić garnek…

A zmęczony mąż od progu zaczął opowiadać, co lekarz przepisał jego matce. I jemu. Trzeba jutro zapisać się do innego specjalisty, wyniki nie są dobre.

Mieszkanie wydało się Danucie ciemne, ciasne, przesiąknięte chorobą, biedą, pechem. A mąż stał postarzały, siwy – zupełny staruszek. I żarówka w żyrandolu przepaliła się. Światła było mało. A dookoła pudełka z lekami, opakowania nowych prześcieradeł i pieluch, duży worek z brudnymi – trzeba go wynieść do śmietnika…

To był taki kontrast z cudzym szczęśliwym domem, iż Danuta ledwo powstrzymała łzy. Ścisnęło ją w gardle.

Danuta przełknęła gorycz. Uśmiechnęła się. Przytuliła męża. Powiedziała: „Dzięki, iż mnie puściłeś do Hanki. Dobrze było, odpoczęłam trochę. Nalej wanny, zaraz będziemy mamę myć. Nakarmiłeś ją? Leki dałeś? A swoje wziąłeś?”…

I Danuta zabrała się do pracy. To życie. Trzeba je przeżyć. Trzeba się krzątać, walczyć, sprzątać, myć, pracować i zarabiać. To po prostu życie. I bliscy, bez których żyć się nie da. I trzeba dbać o to, co się ma. Nie porównując za bardzo z cudzym. Trzeba wypełniać obowiązek. I kochać. I ratować swoich, ot co.

Tak myślała Danuta. A mąż wymienił żarówkę, zrobiło się jasno. I mieszkanie jakby się powiększyło, stało się przestronniejsze. A biedna chora zasnęła, więc noc będzie spokojna. I można jeszcze trochę popracować. Siły jeszcze są. Dla swoich siły zawsze się znajdą.

A gdy przyjaciółka napisała i zapytała, czy może podać numer Danuty temu przystojniakowi, Danuta wysłała uśmiechniętą buźkę i stanowcze: „Nie!”. I podziękowała za przyjęcie. Za ciepło. Za chwilę wytchnienia. Za przyjaźń i życzliwość. A przyjaciółka zrozumiała. Tak tylko spytała.

Tak czasem życie pyta nas, kusząc czymś przyjemnym zamiast codziennego trudu. Ale i tak wracamy do swoich. Do swojego życia. I robimy, co do nas należy. choćby jeżeli bardzo się zmęczyliśmy. choćby jeżeli bardzo chcemy zostać tam, gdzie jest ciepło i wesoło. Ale wracamy do swoich. Miłość nas do nich przyprowadza – i nie pozwala uciec.

Pomimo pokus życia…

Idź do oryginalnego materiału