Pierwsza do mieszkania weszła Basia i od razu zatrzymała się na progu. Z głębi dobiegł szum telewizora, na kuchni słychać było rozmowy, a w powietrzu unosił się obcy zapach. Za jej plecami Michał omal nie upuścił walizki ze zdziwienia.
Cicho, szepnęła kobieta, wyciągając rękę. Tam ktoś jest.
Na ich ulubionej, beżowej kanapie siedziała para nieznanych osób. Mężczyzna w dresie przełączał pilotem kanały, obok krępa kobieta dziergała na drutach. Na stoliku leżały filiżanki, talerzyki z okruszkami i jakieś lekarstwa.
Przepraszam, kim państwo są? Basia mówiła lekko drżącym głosem.
Nieznajomi odwrócili się zaskakująco spokojni.
A, już przyjechaliście kobieta choćby nie przerwała robótki. My jesteśmy rodziną Danuty. Dostałyśmy od niej klucz, mówiła, iż właściciele są na urlopie.
Michał pobladł.
Jaka Danuta?
Pani mama odezwał się wreszcie mężczyzna, podnosząc się z kanapy. Jesteśmy z Białegostoku, przyjechaliśmy z Tomkiem na badania. Mama nas tu zakwaterowała, powiedziała, iż nie będziecie mieć nic przeciwko.
Basia powoli poszła do kuchni. Przy kuchence stał chłopak w wieku piętnastu lat i smażył parówki. Lodówka była wypchana obcym jedzeniem. Stół uginał się pod stertą brudnych naczyń.
A ty? wykrztusiła Basia.
Tomek, odwrócił się Co, nie wolno tu zjeść? Babcia Danusia mówiła, iż można.
Kobieta wróciła do przedpokoju, gdzie Michał już szukał telefonu.
Mamo, co ty wyrabiasz? jego głos był cichy, ale pełen złości.
W słuchawce rozległ się energiczny głos teściowej:
Michaś, już wróciliście? Jak tam urlop? Słuchaj, dałam klucze Krysi, przyjechali z Witkiem do Warszawy, Tomek musi do lekarzy. Myślałam, iż przecież was nie ma, mieszkanie stoi puste, szkoda, żeby się marnowało. Oni tylko na tydzień.
Mamo, a pytałaś nas o zgodę?
A po co pytać? Przecież was nie było. Najważniejsze, żeby wszystko posprzątali po sobie, ja odpowiadam za mieszkanie, wiesz.
Basia wyrwała Michałowi telefon:
Pani Danuto, poważnie? Wpuściła pani obcych ludzi do naszego mieszkania?
Jakich obcych? To przecież moja kuzynka Krysia! Wychowywałyśmy się razem na jednym łóżku.
I co z tego, z kim spała pani w dzieciństwie? To jest nasze mieszkanie!
Basiu, nie denerwuj się. To rodzina. Są spokojni, nic nie popsują. Ich syn jest chory, trzeba im było pomóc. Czy musisz być taka samolubna?
Mąż zabrał z powrotem telefon:
Mamo, masz godzinę, żeby przyjechać i zabrać ich wszystkich.
Michał, oni mają zostać do czwartku! Tomek musi mieć badania, konsultacje. I tak już zapłacili za hotel, pomogłam im oszczędzić złotówki.
Mamo, masz godzinę. jeżeli nie przyjedziesz, wezwę policję.
Rozłączył się. Basia opadła na puf w przedpokoju i schowała twarz w dłoniach. Walizki zostały nierozpakowane, z salonu niósł się gwar telewizora, a w kuchni skwierczały parówki. Jeszcze dwie godziny temu w samolocie snuli plany, jak dobrze będzie wrócić do domu. Teraz Basia siedziała w swoim mieszkaniu czując się jak nieproszony gość.
Zaraz się zbierzemy kobieta z salonu stanęła nieśmiało w korytarzu. Danusia była pewna, iż się zgodzicie. Sami byśmy zapytali, ale nie mieliśmy do was numeru. Danusia zaproponowała i się zgodziliśmy. Liczyliśmy, iż tydzień nam wystarczy na badania.
Michał stał przy oknie i milczał. Basia widziała po jego sylwetce, jak bardzo jest spięty. On zawsze tak wyglądał, kiedy złościł się na matkę i nie potrafił tego wyrazić.
Nagle Basia oprzytomniała:
Gdzie jest nasz kot?
Jaki kot?
Rudy. Mruczek. Zostawiliśmy klucze głównie z jego powodu.
Nie widziałam kota, Krysia wzruszyła ramionami. Nam się nie pokazał.
Basia rzuciła się na poszukiwania. Znalazła Mruczka pod łóżkiem w sypialni, skulonego w kącie, z wielkimi oczami i nastroszoną sierścią. Gdy Basia spróbowała go wyciągnąć, fuknął i położył uszy.
Mruczusiu, kotku, już jestem. Nic się nie bój.
Kot patrzył z nieufnością. W pokoju pachniało obco, na szafce jakieś cudze leki, łóżko pościelone inaczej niż zwykle, na podłodze leżały nieznane kapcie.
Michał usiadł przy niej.
Przepraszam.
Za co? Przecież nic nie wiedziałeś.
Za mamę. Za to, iż taka jest.
Myśli, iż ma rację.
Zawsze tak się zachowuje wycedził Michał przez zęby. Pamiętasz, jak się tu przeprowadziliśmy i przychodziła bez uprzedzenia? Myślałem, iż już jej jasno powiedziałem. Najwyraźniej nie.
W korytarzu rozbrzmiały nowe głosy. Przyjechała teściowa. Basia poprawiła włosy i wyszła.
Danuta stała w przedpokoju z urażoną miną:
Michał, zwariowałeś?
Mamo, usiądź mąż wskazał kuchnię.
Jakie tam usiądź. Krysia, Witek, zbieramy się, wypędzają nas. Jedziemy do mnie.
Mamo, usiądź, mówię.
Danuta spojrzała na twarz syna i zamilkła. Usiadła razem z nim i Basią w kuchni, gdzie Tomek kończył parówki.
Mamo Michał patrzył jej prosto w oczy powiedz mi, jak ci przyszło do głowy, iż można bez pytania wpuszczać ludzi do naszego mieszkania?
Chciałam pomóc! Krysia płakała przez telefon, iż Tomka boli, iż muszą jechać do Warszawy, a nie mają gdzie się zatrzymać. Pomyślałam, mieszkanie stoi puste.
Mamo, to nie jest twoje mieszkanie.
No jak to nie? Przecież mam klucz.
Klucz do karmienia kota, nie do urządzania hotelu.
Michał, przecież to rodzina! Krysia to moja siostra, Witek jest porządny, pracowity, Tomek jest chory, trzeba mu pomóc. Chcesz ich wyrzucić na bruk?
Basia nalała sobie wody, choć ręce jej się trzęsły.
Pani Danuto, choćby nas pani nie zapytała.
A po co pytać? Przecież was nie było!
Właśnie dlatego trzeba było zapytać, Michał podniósł głos. Mamy telefony, kontakt działa, mogłaś zadzwonić, napisać, spytać. Podjęlibyśmy decyzję razem.
A co byście zdecydowali? Odmówilibyście?
Może. A może zgodzilibyśmy się na dwa dni, ale na własnych warunkach. Ale wtedy byśmy wiedzieli. To się nazywa szacunek.
Danuta wstała.
Zawsze tak. Staram się, pomagam, a potem mam tylko pretensje. Krysia, zbieraj się, jedziemy do mnie.
Mamo, masz kawalerkę. Sama mówiłaś, iż we czwórkę będzie problem.
Przemieścimy się. Lepiej to niż być z niewdzięcznymi.
Basia odstawiła szklankę.
Pani Danuto, proszę, zatrzymaj się. Dobrze pani wie, iż to, co pani zrobiła, jest nie fair. Gdyby było inaczej, zadzwoniłaby pani wcześniej.
Teściowa zamarła.
Wiedziała pani, iż się nie zgodzimy, więc postawiła nas pani przed faktem. Pomyślała pani, iż wrócimy i już nie będzie wyjścia. Wytrzymamy, bo jak ich wygonić w nocy, prawda?
Chciałam dobrze.
Nie. Chciała pani po swojemu. To nie jest to samo.
Po raz pierwszy Danuta wyglądała na naprawdę zagubioną.
Krysia płakała, Tomek miał straszne bóle. Zrobiło mi się ich żal.
Rozumiem, odezwał się Michał ale nie miałaś prawa. Wyobraź sobie, iż ja, kiedy cię nie ma w domu, wpuszczam swoich kumpli do twojej kawalerki. Bez pytania. Jak byś się czuła?
Byłabym wściekła.
No właśnie.
Zapadła cisza. Z salonu słychać było pakowanie rzeczy. Krysia pociągała nosem, Witek pakował walizki. Tomek stał w drzwiach i patrzył w podłogę.
Przepraszam, wymamrotał chłopak. Myślałem, iż można. Babcia powiedziała, iż się zgodzicie.
Basia spojrzała na niego zwykły, przestraszony chłopiec. To nie jego wina, iż dorośli nie potrafią rozmawiać.
Nic się nie stało, Tomek. Idź pomóż rodzicom.
Danuta wyjęła chusteczkę i otarła oczy.
Naprawdę myślałam, iż dobrze robię. choćby nie pomyślałam, żeby zapytać. Dla mnie zawsze byliście dziećmi, dbałam o wszystko, no i…
Nie jesteśmy już dziećmi, mamo. Mamy ponad trzydzieści lat. Mamy swoje życie.
Zrozumiałam, Danuta podniosła się. Oddać klucze?
Oddaj, odpowiedziała Basia. Przykro mi, ale zawiodłaś nasze zaufanie.
Rozumiem.
Rodzina Krysi gwałtownie się zebrała. Długo i niezręcznie przepraszali. Danuta odjechała razem z nimi, obiecując, iż się gdzieś pomieszczą. Michał zamknął za nimi drzwi i opadł na nie plecami.
Obeszli mieszkanie. Trzeba było zmienić pościel, przejrzeć lodówkę, wszędzie ślady cudzego pobytu rzeczy, przestawione meble, brudne naczynia. Mruczek siedział ciągle pod łóżkiem, nie chcąc wyjść.
Myślisz, iż zrozumiała? zapytała Basia, otwierając okno w kuchni.
Chciałbym wierzyć, iż tak.
A jeżeli nie?
To już nie pozwolę, by ktoś się do nas tak odnosił.
Przytuliła się do męża. Trwali przez chwilę w środku nieporządku, który panował w ich własnym domu.
Wiesz, co mnie najbardziej boli? Basia odsunęła się lekko. Kot. Wszystko to było przez niego, a on siedział głodny i wystraszony podczas tej całej farsy.
Ciekawe, czy w ogóle go karmili.
Wygląda na to, iż nie. Miska pusta, woda brudna. Pewnie zapomnieli.
Michał przykucnął przy łóżku.
Mruczku, przepraszam. Już nigdy nie damy mamie kluczy.
Kot wyjrzał ostrożnie, wysunął się ostrożnie i przetarł o nogi Michała. Basia przyniosła mu jedzenie i rzucił się na nie, jakby nie jadł od tygodnia.
Zabrali się do sprzątania. Wyrzucili cudze jedzenie z lodówki, zmienili pościel, pozmywali naczynia. Mruczek najadł się i zasnął skulony na parapecie. Powoli mieszkanie znowu stawało się ich domem.
Wieczorem zadzwoniła Danuta. Głos miała cichy, skruszony:
Michał, myślałam o tym. Miałeś rację. Przepraszam.
Dziękuję, mamo.
Basia bardzo się na mnie złości?
Mąż spojrzał pytająco na żonę. Kiwnęła głową.
Złości się. Ale z czasem wybaczy.
Później długo siedzieli w kuchni przy herbacie. Za oknem robiło się ciemno. Dom powoli odzyskiwał spokój. Urlop skończył się nagle i boleśnie wrócili do domu nie jako właściciele, ale jak nieproszeni goście. Życie jednak nauczyło ich, iż choćby w rodzinie trzeba budować granice, a szacunek i zaufanie są równie ważne jak miłość.

![Gmina Jaworzyna Śląska zagra dla WOŚP z przytupem [PROGRAMY]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/WOSP-Jaworzyna-Slaska.jpg)







![Ponad 400 wolontariuszy, licytacje i koncerty. Olsztyn gotowy na 34. Finał WOŚP 2026 [PROGRAM]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/45/45858/d08f88e74438033c4a489b7bbbc500f2.jpg)

