Niespodziewane Przybycie i Prawda, Której Nigdy Nie Chciałam Poznać
Zjawiam się w domu córki bez zapowiedzi i odkrywam to, czego nigdy nie chciałam wiedzieć.
Czasem myślę, iż szczęście to mieć dzieci żywe, zdrowe, ustabilizowane, z własnymi rodzinami. Zawsze uważałam się za kobietę szczęśliwą: kochający mąż, dorosła córka, dobre wnuki. Nie byliśmy bogaci, ale mieliśmy harmonię. Czego więcej można chcieć?
Oliwka wyszła za mąż młodo miała 21 lat, on przekraczał trzydziestkę. Ja i mąż zaaprobowaliśmy: dojrzały mężczyzna, stała praca, własne mieszkanie. Żadnych nieodpowiedzialnych studentów. On sfinansował wesele, miesiąc miodowy, zasypywał ją drogimi prezentami. choćby kuzyni komentowali: Oliwka wpadła w bajkę.
Przez pierwsze lata wszystko wydawało się idealne. Urodzili się Kacper i Zosia, przeprowadzili do domu w Konstancinie, odwiedzali nas w weekendy. Ale z czasem zauważyłam, iż Oliwka stała się cichsza. Rzadkie uśmiechy, krótkie odpowiedzi. Mówiła, iż wszystko w porządku, ale głos brzmiał pustką. Serce matki się nie myli.
Pewnego ranka dzwonię cisza. Wiadomości bez odpowiedzi. Postanawiam wpaść niespodziewanie. Tęskniłam tłumaczę się.
Marszczy brwi, otwierając drzwi, nie uśmiecha się. Przytulam wnuki, porządkuję kuchnię. Zostaję na noc. Wieczorem Marek wraca późno. Biała nitka na kołnierzu, drogie perfumy na ubraniu. Całuje ją w policzek ona odwraca głowę.
Nad ranem słyszę go na balkonie: Już załatwię, kochanie ona nic nie podejrzewa. Ściskam szklankę tak mocno, iż prawie pęka.
Rano patrzę jej w oczy: Wiesz o wszystkim, prawda?. Spuszcza wzrok: Mamo, daj spokój. To pod kontrolą. Wymieniam każdy szczegół. Ona powtarza mechanicznie: To tylko ci się wydaje. On jest dobrym ojcem. Daje nam wszystko. Miłość zmienia się z czasem.
Łzy chowam w łazience. W tej chwili straciłam nie tylko zięcia, ale i córkę. Ona zamieniła miłość na bezpieczeństwo. On wykorzystywał jej milczenie.
Wieczorem stawiam go pod ścianą. On choćby się nie waha:
I co z tego? Nie porzucam rodziny. Płacę rachunki, jestem obecny. Ona woli tak.
A jeżeli wszystko wyjawię?
Ona już wie. Udaje, żeby przetrwać.
Wracam do Poznania pociągiem, z duszą w strzępach. Mąż ostrzega: Nie mieszaj się, stracisz ją. Ale już ją tracę, dzień po dniu. Wszystko przez to, iż chciała żyć jak z magazynu. Teraz płaci za to duszą.
Modlę się, by pewnego dnia spojrzała w lustro i zobaczyła, iż zasługuje na więcej. Że szacunek jest ważniejszy niż markowe torebki. Że wierność to nie luksus, ale fundament. Może wtedy spakuje walizki, złapie dzieci za ręce i odejdzie.
Ja będę tu. choćby jeżeli teraz się oddala. Będę czekać. Matka nie rezygnuje. choćby gdy świat się wali.












