Ach, dziś nie mogę się uspokoić, muszę napisać, choć powinnam skończyć jeszcze jedną pracę.
Ale trafiłam na NAUKOWE POTWIERDZENIE mojej diety.
Pisałam o niej nie raz, adekwatnie do znudzenia tu i ówdzie, ale iż na samym początku dieta jest szalenie restrykcyjna i wymaga wielu poświeceń, ludzie puszczają przeważnie koło uszu;) Rozumiem, bo przeciez jeszcze nigdy żaden anonim z internetu nie przekonał nikogo do jakiś durnych diet😄😉
W skrócie dla niezorientowanych: od sześciu lat mam diagnozę RZS – kto ma, ten wie jakie to upierdliwe – ale nigdy nie brałam żadnych leków i nie mam żadnych objawów, stany zapalne się wycofały po trzech miesiącach. Jestem pod kontrolą szpitalnego oddziału reumatologii, który raz w roku woła mnie na badania i odsyła, bo dalej nie mam objawów. Zawsze opowiadam lekarzom o diecie, ale oczywiście nie biorą poważnie – jeszcze jedna wesoła hipiska, której się wydaje, iż dietą wyleczyła sobie nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną (tu heheszki jak nie patrzę).
Kto choć raz miał rzut RZS wie, jaka to koszmarna choroba i jak koszmarnie się człowiek czuje podczas rzutów – nie tylko stawy bolą, ale całe ciało czuje się, jakby miało grypę. Do tego nastrój siada (najnowsze badania pokazują, iż zapalenie ogólnoustrojowe ma wpływ na obniżenie nastroju! wrzucę linki, jak odszukam), a życie w ogóle jaki się do dupy.
Moja dieta, którą można nazwać zmodyfikowanym Protokołem AIP, była koszmarnie restykcyjna na samym początku (można sobie wyguglać jak bardzo – AIP Protocol), ale już od paru lat wyszłam z fazy restrykcji i nie przestrzegam ściśle zasad, bo jestem w stanie zauważyć, co mi szkodzi. Dieta działa, ale jak to bywa na początku różnych wielkich odkryć, nie wiadomo było co naprawdę działa, ani jaki jest mechanizm, więc wykluczony był gluten i masę innych rzeczy, które mogą uwrażliwiać.
Ja od trzech lat jem już gluten, więc eksperymentalnie przekonałam się, iż wykluczenie glutenu nie jest konieczne, ale podejrzewam, iż wykluczenie to skorelowane jest ze zmniejszeniem się stanu zapalnego, bo z odstawieniem glutenu przestalam się napychac białym chlebkiem, tościkami, ciasteczkami, rogalikami itd itp, czyli wszystkie pro zapalne wysoko przetworzone produkty bez dobrego błonnika poszly w odstawkę (teraz czasem sobie pozwolę). Ale ciemny chlebek jest zdrowy, szczególnie na zakwasie, najlepiej z różnych zbóż – mąki żytniej, orkiszowej i tak dalej (oczywiście, jak ktoś nie ma celiaklii!). Wprowadziłam też z powrotem fasole, grochy i ciecierzyce itd, a za to powoli porzucam mięso, a na protokole je się dużo mięsa. Odstawiłam mleko i przetwory mleczne, bo przekonałam się, iż na nie reaguję. Nie jem orzechów, bo mimo, iż zdrowe, mnie uczulają, tak samo cytryna i wszystko z kwasem cytrynowym i oczywiście awokado. Ale dzięki diecie polubiłam wszystkie dziwne warzywa, jak np plantany, słodkie ziemniaki, yamy i tak dalej, dalej je czasem kupuję.
A dziś posłuchałam sobie wywiadu z profesorką reumatologii ze Stanfordu i oto okazuje się, iż nauka nareszcie mnie dogoniła, bo są w tej chwili mocne dowody, iż moja dieta leczy i może odwrócić rzs. Dla niedowiarków proszę bardzo: prof Tamiko Katsumoto w wywiadzie o tym, jak można zatrzymać RZS.
To jest naprawdę fantastyczna wiadomość, bo choroby autoimmunologiczne dotychczas były traktowane jako nieuleczalne – w momencie wykrycia antygenów na twoje własne tkanki, jedynymi lekami były te obniżające odporność (metotrexat itd), które mają bardzo dużo negatywnych skutków ubocznych (np. metotrexat upośledza dzielenie się komórek, dlatego wolniej rosną włosy i paznokcie, nie wolno zachodzić w ciążę, bo dziecko będzie miało wady rozwojowe i tak dalej). Profesorka mówi o swoich pacjentach, którzy po paru tygodniach na diecie mogli zmniejszyć dawki leków.
Dieta najprawdopodobniej działa na wszystkie autoimmunolo, bo wszystkie one mają podobny mechanizm powstawania: zaburzenie biomu w jelicie, czyli różnych szczepów bakterii, które wytwarzają nie tylko substancje potrzebne nam do życia, ale stanowią też nasz największy organ odpornościowy. I nie, łykanie probiotyków nie pomoże i nie wystarczy, np. w Aktimelu jest tylko JEDEN SZCZEP dobrych bakterii, a powinniśmy mieć … PIĘĆDZIESIĄT do optymalnego funkcjonowania.
Wychodzi na to, iż jestem w samej awangardzie nauki:D Wszystkim niedowiarkom polecam wywiad.
A jaką dietę zaleca pani profesor?
W skrócie: jak najwięcej jak najbardziej zróżnicowanych warzyw i owoców, choćby malutko, choćby jedną łyżeczkę, jak wiecej nie ma – chodzi o jak najbardziej zróżnicowany błonnik roślinny, bo nim właśnie żywią się te dobre bakterie jelitowe, które nami rządzą – czyli jemy tęczę:)
(Oczywiście nie to, na co jesteśmy uczuleni!). Chia seeds. Len, najlepiej zmielony. Oliwa z oliwek ekstra virgin. Kurkuma (nie za dużo, jako przyprawa). WSZYSTKIE owoce! Odstawienie wysokoprzetworzonych i słodkich produktów. Ograniczenie mięsa i białka zwierzęcego. Wprowadzenie różnych kiszonek – prof Spector mówi choćby o trzech porcjach kiszonki dziennie (nie jestem pewna czy to w tym odcinku, czy gdzieś indziej, ale znajdziecie sobie) – a zatem popijamy kombuchę (mi robi mój Mi od paru lat), jemy chlebek tylko na zakwasie, zamawiamy miso soup w Japanese restaurant, wcinamy kapustkę kiszoną albo kimchi, pijemy naturalne jogurty albo lepiej kefiry, jak ktoś nie reaguje na mleko.
Bądźcie zdrowi, a ja wracam do sprawdzania prac, został ostatni licencjat:))))










