Najbliżsi na świecie – opowieść o rodzinnych więzach, codziennych radościach i smutkach u Anny Janowny i Pawła Iljicza, szczęściu z wnukami, wspólnych popołudniach z matematyką, pieczeniem ciasteczek, przygotowaniach do sezonu działkowego, tęsknocie za synem oraz o tym, jak los prowadził ich do nowej, jeszcze większej rodziny.

twojacena.pl 1 miesiąc temu

Najbliżsi ludzie. Dziennik

Niesamowite, jak potrafi potoczyć się życie. Przecież wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Sąsiadka często wyraża zdziwienie, jakie mamy szczęście dzieci pomagają, wnuki do nas regularnie przychodzą, dom pełen gwaru.

Dziś znowu odwiedzi nas średni wnuk, Wojtek. Dziadek spędza z nim czas na matematyce, a kiedy tylko pogoda pozwala, idą razem na podwórkowy drążek i ćwiczą podciąganie.

Ja, Anna Janowna, i mój mąż, Paweł Ignacy, mamy dopiero trochę ponad siedemdziesiąt lat. To przecież jeszcze nie starość! I doczekaliśmy się trójki wspaniałych wnuków.

Wczoraj wieczorem razem z wnuczkami najmłodszą Milką i najstarszą Swietą upiekłam ciasteczka. Będziemy mieć czym popijać herbatę po obiedzie i Wojtka też ugościmy czymś pysznym.

– Aniu, musimy kupić globus wyrwał mnie z zamyślenia głos Pawła. Wojtek i Milka kiepsko orientują się na zwykłej mapie. Przydałby się taki duży, porządny globus!

I jeszcze piłka dodał. Widzieliśmy, jak chłopaki w kosza na podwórku grają, Wojtek też chciałby spróbować.

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. To Wojtek wrócił ze szkoły.

– Cześć, babciu! Cześć, dziadku! Kupiłem po drodze wasze ulubione drożdżówki z makiem.

Rozebrał się, odruchowo od razu umył dłonie jak babcia zawsze uczyła.

– I jak tam w szkole, Wojtuś? Oceny jakieś? zapytał Paweł.

– Dziadku, dwie tróje z matmy… Pomóżesz mi, dziadku? Jakoś się pogubiłem… po oczach było widać, iż wnuk stremowany.

– A co się stało? Przecież wszystko ostatnio tłumaczyliśmy. Dobra, najpierw zjemy, potem się za to zabierzemy Paweł uśmiechnął się porozumiewawczo.

– Daj mu się najeść, dopiero potem go męcz mrugnęłam do męża.

– To ja poproszę jeszcze barszczu ze śmietaną Paweł zaśmiał się i porozumiewawczo spojrzał na wnuka.

Po obiedzie Wojtek poszedł z dziadkiem się uczyć, a ja patrzyłam na nich z rozczuleniem.

Już niedługo zacznie się sezon działkowy. To będzie wspaniałe! Wieś, czyste powietrze, spokój. Młodsze wnuki, Milka i Wojtek, będą z nami na działce, zaś Swieta zwykle wpada z rodzicami na weekendy. Już dorosła, zaraz skończy siedemnaście lat.

Swieta chodzi do szkoły medycznej, ma praktyki w szpitalu, bardzo jej się to podoba. Planuje dalej się uczyć, marzy, by zostać lekarzem i pomagać ludziom. Dzielna, dobra dziewczyna. Wierzę, iż jej się uda.

Podeszłam do komody, wzięłam do ręki ramkę ze zdjęciem.

– Ach, synku, Jurku mój, gdybyś ty wiedział, jak sobie radzimy… Wybacz nam, synku, może to nasza wina, coś pewnie źle zrobiliśmy. Nie daliśmy rady ci pomóc, nie dałeś rady ty… uniosłam lekko głowę, mrugnęłam szybko. Nie płaczę, Jurku, nie płaczę. Wierzę i mam nadzieję, iż widzisz, jak żyjemy, i cieszysz się z nami. Życie bywa tak różne, tyle w nim euforii i smutków się przeplata. Tak mało życia doświadczyłeś, synku… Ale cóż, już nic nie zmienimy.

– Aniu, czy ty nie słyszysz? Julka z Maksymem już są. I Milka z nimi.

– Babciu! najmłodsza wnuczka zaraz wskoczyła mi na szyję, przytulając się swoimi cieplutkimi rączkami.

– Patrz na mnie, babciu Milka obróciła moją twarz w swoją stronę. Widzisz, jaką mam fryzurę? Taką jak ty! Bo ja jestem do ciebie podobna. Bardzo cię kocham, babciu.

Milka objęła mnie za szyję. Musiałam się powstrzymać, by się nie rozpłakać.

– No już, nie zamęczaj babci Julka i Maksym patrzyli z uśmiechem. Milusiu, nie zapomniałaś, co miałaś babci przynieść?

– Ojej! Babciu, odsuń się na moment Milka wyskoczyła z objęć i wyciągnęła z maminej torebki kartkę. Popatrz, to ja narysowałam w przedszkolu. Tu jesteś ty, tu dziadek, mama, tata, Swieta, Wojtek i ja! Namalowałam dla ciebie i dziadka na prezent. Nasza wielka rodzina! Pasuje, babciu? Ładny?

– Bardzo ładny. Wszyscy podobni! Pawełku, chodź zobacz, co nam wnuczka namalowała. Oprawię ten rysunek w ramkę i postawię na komodzie. Nasza cała rodzina!

– Dobrze, kochana, już zabieramy dzieci. Wojtku, gotowy jesteś? Nie zapomnij plecaka. Anna Janowna, Paweł Ignacy, zapraszamy jutro do nas na obiad. Dzieci przygotowały występ. To do jutra, dziękujemy.

Drzwi się zamknęły. Usiadłam z Pawłem do herbaty.

– Dobrze nam, Pawle, iż mamy taką dużą rodzinę.

– Tak, Aniu…

– Pamiętasz, jak Jurek przyprowadził kiedyś Julkę? Całą duszą miałam nadzieję, iż to odmieni Jurka. Przez rok wszystko było wspaniale, byłam taka szczęśliwa… A potem wszystko wróciło do dawnych schematów. Ta paczka jego, koleżanki…

– Nie wracaj już do tego, Aniu Paweł objął mnie ramieniem.

– Potem Julka odeszła. A Jurka podczas jakiejś awantury dźgnęli… I tak straciliśmy syna.

– Aniu, już dobrze Paweł otarł mi łzę.

– Wiesz, Pawełku, dziś Milka dała mi ten rysunek i pomyślałam, jakie szczęście, iż wtedy znaleźliśmy Julię w ciąży, kiedy Jurka już nie było. Że potem poznała Maksymiliana i oprócz Swiety dostaliśmy jeszcze dwoje wnuków Wojtka i Milkę. Są dla nas tak samo ważni jak własne dzieci, mimo wszystkiego.

I powiem ci, Pawle, o ile to była próba, to uważam, iż jesteśmy najszczęśliwszymi dziadkami na świecie!

A nasza wielka rodzina to najbliżsi ludzie na świecie.

Gdzie jest miłość i zgoda, tam nie ma miejsca na smutek.

Idź do oryginalnego materiału