Na półce w łazience stoi buteleczka z wcierką, a w głowie pojawia się nadzieja na szybkie zagęszczenie fryzury. Kilka psiknięć dziennie, chwila masażu i sprawa powinna być załatwiona. Tak przynajmniej sugerują reklamy, którym bardzo chcemy wierzyć. Tymczasem tygodnie mijają, a nowych włosów jak nie było, tak nie ma. Klaudia Nawrocka wyjaśniła, skąd bierze się nasze rozczarowanie. Cały szkopuł tkwi we właściwym stosowaniu kosmetyku.
REKLAMA
Zobacz wideo Jak na przestrzeni lat Anna Lewandowska zmieniła swoją pielęgnację?
Wcierka do włosów bez tajemnic. Unikaj trzech błędów, a zacznie naprawdę działać
Wcierki od lat mają swoje stałe miejsce w pielęgnacji. Ich zadanie jest proste. Składniki aktywne trafiają bezpośrednio do skóry głowy i mieszków włosowych, czyli tam, gdzie zaczyna się wzrost włosa. Zioła, olejki eteryczne czy ekstrakty roślinne mogą pobudzać mikrokrążenie, wzmacniać cebulki i wspierać pojawianie się nowych włosów. Nic dziwnego, iż wiele kobiet traktuje je jako domowy sposób na zagęszczenie fryzury.
Trycholożka i kosmetolog Klaudia Nawrocka podkreśla jednak, iż sam kosmetyk nie załatwia całej sprawy. - Czy może nie być efektów po wcierce? Tak, może - mówi wprost w jednym ze swoich filmów. Według specjalistki zwykle nie chodzi o słaby produkt, ale o sposób jego używania. Wiele osób stosuje wcierkę przez kilka dni z dużym zapałem, a później robi długą przerwę. W takiej sytuacji trudno liczyć na wyraźne zmiany. - Bądź regularna i cierpliwa - tłumaczy. Wtedy można liczyć na maksymalne efekty.
Skóra głowy reaguje na pielęgnację powoli. Cebulki potrzebują czasu, aby przejść przez cykl wzrostu włosa i wypuścić nowe kosmyki. Kilka aplikacji nie wystarczy, by zauważyć różnicę w gęstości fryzury.
Drugim elementem, który bywa pomijany, jest oczyszczanie skóry głowy. Trycholożka zwraca uwagę, iż nadmiar sebum i zanieczyszczenia mogą blokować działanie składników aktywnych. - Peeling skóry głowy przed aplikacją wcierki to podstawa. Bez tego zabijesz potencjał wcierki - wyjaśnia. Okazuje się, iż na nieoczyszczonej skórze składniki mają utrudnioną drogę do mieszków włosowych. To trochę tak, jakby nakładać krem na skórę pokrytą grubą warstwą kurzu.
Trzeci filar skutecznej kuracji to masaż skóry głowy. Bez niego trudno liczyć na spektakularne efekty. Delikatne ruchy opuszkami palców pobudzają mikrokrążenie i pomagają składnikom aktywnym wniknąć głębiej. Wystarczy kilka minut dziennie, aby poprawić ukrwienie skóry i stworzyć cebulkom lepsze warunki do wzrostu włosów. Tylko tyle i aż tyle.
Jak zrobić domową wcierkę do włosów? Dwa przepisy, które pomogą twojej fryzurze
Domowe wcierki mają długą historię w pielęgnacji włosów. Jeszcze zanim na rynku pojawiły się gotowe preparaty trychologiczne, wiele kobiet korzystało z naparów z ziół. Takie mieszanki zawierają naturalne składniki, które wspierają kondycję skóry głowy i cebulek.
Jednym z najpopularniejszych specyfików jest wcierka z kozieradki. Nasiona tej rośliny zawierają witaminy z grupy B oraz minerały wspierające włosy. Do przygotowania wystarczy łyżka zmielonych nasion i pół litra wrzątku. Po wystygnięciu napar przelewamy do butelki z atomizerem i gotowe. Domowy kosmetyk nakładamy 3-4 razy w tygodniu, bezpośrednio na skórę głowy i delikatnie masujemy. To świetna kuracja dla tych, którzy zmagają się z osłabieniem włosów i ich nadmiernym wypadaniem.
Drugą prostą propozycją jest wcierka z rozmarynu. To zioło, które od dawna kojarzy się z pobudzaniem krążenia w skórze. Jej przygotowanie również nie jest skomplikowane. Trzy łyżki suszonego rozmarynu zalewamy szklanką wody i gotujemy przez kilka minut. Po ostudzeniu napar przecedzamy i stosujemy na skalp kilka razy w tygodniu. Rozmaryn dobrze sprawdza się przy włosach osłabionych, z tendencją do przetłuszczania oraz przy łupieżu, dlatego często pojawia się w domowych kuracjach wzmacniających. Czy stosujesz wcierki do włosów? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.







