Myślałam, iż moje małżeństwo jest idealne, dopóki jedna z przyjaciółek nie zadała mi zaskakującego pytania

polregion.pl 1 tydzień temu

Dzień 12.04.2025 Myślałem, iż moje małżeństwo układa się dobrze, dopóki przyjaciółka nie zadała mi pytania.

Wyszedłem za mąż bardzo młodo, z wielkiej miłości. Spotykaliśmy się cztery lata, zanim w kościele w Krakowie wymieniliśmy się obrączkami. Razem przeszliśmy wiele od pierwszych wspólnych wakacji po zakup pierwszego mieszkania.

Mieszkamy w kameralnym bloku przy Plantach od ponad sześciu lat. Mam pełne zaufanie do mojej żony, Anny Kowalskiej, i do samego siebie. Anna jest niezwykle słodka, opiekuńcza i troskliwa; zawsze wspiera mnie przy domowych obowiązkach i przy gotowaniu obiadów. Nie jest najodważniejszą ani najsilniejszą kobietą, a jej uroda nie przyciąga wzroku, ale w jej duszy tli się morze pozytywności i wiary w dobro, które dodają energii w najtrudniejszych chwilach.

Jednak jest niezwykle niezdecydowana i nie potrafi podjąć decyzji, nie chce wychodzić ze swojej strefy komfortu i iść do przodu. Jest bardzo nieśmiała; przez sześć lat wspólnego życia w ogóle się nie zmieniła. Nie dba o siebie ani o zdrowie, a wszelkie zmiany w życiu wywołują u niej paraliż.

Jestem od niej starszy o prawie dziesięć lat mam 36 lat, ona 26. Mam świetną pracę w dziale IT, kupiłem własny samochód Skodę Octavię za 45000 zł, a my spłacamy kredyt hipoteczny na nasz dom 350000 zł, który co miesiąc opłacamy po 2500 zł. Ostatnio moja przyjaciółka Katarzyna zapytała: Po co ci ona w ogóle potrzebna?.

To pytanie otworzyło mi oczy. Zdałem sobie sprawę, iż nie mogę ciągle liczyć na drugą osobę, by wypełnić pustkę w sobie. Muszę wziąć los w własne ręce, podjąć decyzje i ruszyć naprzód, bo szczęście nie leży w małżeńskim statusie, ale w odwadze, by być sobą.

Lekcja, którą wyniosłem: nie czekaj, aż ktoś inny rozjaśni twoją drogę rozświetl ją sam, a wtedy naprawdę poczujesz smak życia.

Idź do oryginalnego materiału