Moja rodzina

polregion.pl 7 godzin temu

Moja rodzina

Ojej, Zuzanna, jaka Ty jesteś piękna! Jolanta westchnęła z zachwytem, wchodząc do pokoju córki.

Zuzka stała przy lustrze, czekając, aż jej przyjaciółka i jednocześnie stylistka, Kinga, poprawi welon. Ostatnie wsuwki znalazły się na swoim miejscu, a Zuzka odwróciła się do mamy.

No i jak, mamo? Dobrze?

Cudownie, córcia! Najpiękniejsza panna młoda pod słońcem! powiedziała Jolanta i uśmiechnęła się. Bo przecież jej mama powiedziała jej dokładnie to samo Chyba każda matka powtarza te słowa, patrząc na córkę w sukni ślubnej.

Suknię wybierały bardzo długo. Zuzka była niezwykle wymagająca jeżeli chodzi o ubrania. Moda ani opinie innych na niej nie robiły wrażenia. Najważniejsze, żeby to ona sama dobrze się w tym czuła. Miała znakomity gust, a sylwetka pozwalała jej na różnorodność, więc nikt nie śmiał jej powiedzieć, iż jest źle ubrana. Sukni ślubnej też nie wybrała według najnowszych trendów zamiast rozłożystej i odkrytej chciała czegoś innego. Nie tak jak wszyscy. Konsultantki w salonie łapały się za głowę. Jak dogodzić takiej pannie młodej? Pomogła właścicielka salonu, Karina.

Wydaje mi się, iż mam coś w sam raz dla Ciebie powiedziała.

Wyszła i po chwili wróciła z kolejnym pokrowcem na suknię. Zanim Karina ją odpakowała, Zuzka oniemiała to jest to!

Prosta linia, żadnych ozdób. Luksusowa tkanina. Zuzka spojrzała w lustro. Nie miała żadnych wątpliwości. Suknia leżała jakby była szyta na nią. Nic nie trzeba było przerabiać.

I jak się podoba?

Biorę!

Karina uśmiechnęła się z lekkim smutkiem w oczach. Po co pozwalać dziewczynie wiedzieć, iż sama zamówiła tę suknię dla siebie. Tyle iż jej ślubu nie będzie. Nie wolno brać ślubu bez miłości i zaufania. jeżeli zabraknie jednego, nie będzie też drugiego. Ach, Szymonie, dlaczego tak postąpiłeś? Przecież kochałam, chciałam założyć rodzinę, dzieci No cóż, teraz już wszystko jasne. Karina potrząsnęła głową, odganiając przykre myśli. Trzeba żyć dalej.

Do tej sukni mam przepiękny welon. Przyniosę go zaraz.

Zuzka porozumiewawczo mrugnęła do mamy.

Mówiłam, iż znajdę to, czego szukam?

Jolanta kiwnęła córce głową. Była taka szczęśliwa Będzie wspominać te dni jako najpiękniejsze w życiu. Jolanta przypomniała sobie swój własny ślub. Wtedy nie można było tak po prostu kupić dowolnej sukni. Albo się przyjmowało to, co było w salonie, albo szyło się samemu. Przyjaciółka mamy pracowała krawcową i szyła Jolancie jedyną w swoim rodzaju kreację. Ciotka zdobyła materiał, znajomi dodatki, co wcale nie było łatwe. Suknia wyszła rewelacyjna. Ale szczęścia Jolancie nie przyniosła. Rozeszli się z mężem, gdy Zuzia miała dwa lata. Pojawiła się nowa miłość, nowa rodzina Jolanta stała się niepotrzebna, jak i dziecko, które urodziła. Zuzka wychowywała się bez ojca, który co miesiąc wpłacał alimenty. Jeszcze by brakowało, żeby ktoś uznał, iż nie jest porządnym człowiekiem. Wszystko było więc na swoim miejscu. Po prostu zmiany w życiu, po prostu inna rodzina. Niestety, Grzegorz nie chciał kontaktu z córką.

Nie potrzebuję zbędnych problemów.

Jolanta nie nalegała. Lepiej żaden ojciec, niż taki, który nie kocha.

Starała się ułożyć życie tak, żeby Zuzka miała godną namiastkę ojca. Ale z ojczymem się nie udało. Człowiek, z którym Jolanta była ponad rok, nie znosił dzieci. Jolantę bardzo lubił, kochał ją na swój sposób, ale cudzej córki wychowywać nie chciał. Po jednej rozmowie, w której zasugerował, by oddać dziecko do jej ojca, Jolanta spakowała jego rzeczy i wyprosiła z mieszkania.

Damy sobie radę, córeczko. My sobie same świetnie poradzimy. Nikt nam nie jest potrzebny.

Zuzka kilka wtedy rozumiała, poza tym, iż mama wybrała ją. Dobrze to zapamiętała. Może dlatego w okresie dojrzewania i potem Jolanta nie miała z córką żadnych problemów. Mama była dla Zuzki najważniejsza na świecie.

Zuzko, czas! Bo się spóźnicie Jolanta poprawiła delikatnie welon i ucałowała córkę w czoło. Bądź szczęśliwa, córeczko!

Zuzka rozłożyła ręce i roześmiała się.

Mamo! Zaraz się popłaczę, a Kinga mnie udusi! Godzinę mnie malowała, żeby nie było widać makijażu! Wszystko spłynie.

Przytuliła mamę i szepnęła:

Postaram się

Dzień ślubu przemknął w mgnieniu oka. Jolanta wróciła do pustego mieszkania, zamknęła drzwi i usiadła na ławce w przedpokoju. To już wszystko. Została sama. Zuzka zamieszka z mężem w mieszkaniu po babci, które Jolanta oddała młodym. Olek teraz już jej zięć nie miał własnego lokum, a gdy Zuzka zaczęła mówić, iż zamieszkają z jego rodzicami, Jolanta choćby nie protestowała. Wieczorem, gdy przyszły zięć wyszedł, wręczyła córce klucze.

Nie trzeba, dziecko. Mieszkajcie sami. Bez nikogo.

Mamo, a co z lokatorami?

Już dawno się umówiliśmy. Wyprowadzą się przed waszym weselem.

Ale to przecież pieniądze Twoje. A my mieliśmy wynajmować na razie.

A ile mi potrzeba? Poradzę sobie. Pracuję przecież. Najważniejsze, żebyście byli razem. Po co wynajmować, jeżeli można mieszkać u siebie?

Zuzka podskoczyła z kluczami w rękach.

Mamusiu, dziękuję! Moje marzenie o własnym domu właśnie się przybliżyło.

O domu?

Tak! Duży, jasny, żeby dla wszystkich było miejsce. Trzy dziecięce pokoje, nie mniej! zawstydziła się i przytuliła do mamy. Za dużo?

Zuzka, nigdy nie za dużo! Bylebyście byli wszyscy zdrowi!

Dobrze, iż mnie rozumiesz

A najlepsze, iż twoje dzieci będą miały młodą babcię Jolanta zaśmiała się i pocałowała córkę w głowę. Masz dom. Żyj po swojemu, tak jak chcesz!

Jolanta nie powiedziała córce o spotkaniu z przyszłymi teściami, które miało miejsce dzień wcześniej.

Postanowiono, iż zaręczyny odbędą się zgodnie z tradycją, w domu panny młodej. Jolanta spędziła cały dzień w kuchni. Gotowanie sprawiało jej radość, ale dla niej i Zuzki nie robiła wyszukanych dań, więc możliwość pochwalenia się swoimi kulinarnymi zdolnościami zdarzała się rzadko.

Rodzice Olka wydali się jej na pierwszy rzut oka w porządku. Ale pierwsze wrażenie gwałtownie się rozwiało, gdy przyszła teściowa Zuzki, Lucyna, po kilku kęsach zniesmaczona skrzywiła usta.

Dziwne Wszystko jakieś nie nasze

Jolanta aż uniosła brwi ze zdziwienia. Ryba po babcinemu nigdy nie zostawiała nikogo obojętnym, podobnie jak mięso, które pieściła przez całą dobę. Ojciec Olka jadł bez komentarzy, dokładkował sobie to jedno, to drugie. Ewidentnie mu smakowało.

A Zuzka też nie umie gotować? Lucyna odsunęła talerz. Będę musiała jej wszystkiego nauczyć. Ale damy radę. Dom mamy duży, dla wszystkich starczy miejsca. Może to i lepiej, iż na początku będą mieszkać z nami. Zuzka się wdroży, nauczy się opiekować Olkiem. On taki rozpieszczony, jedynak. A Zuzia to pani też jedynaczka?

Tak.

I wychowywała ją pani sama, bez ojca?

Tak wyszło.

Wie Pani, pełna rodzina to podstawa. Jak dziewczynka się nauczy prawidłowo zachowywać w domu bez mężczyzny? Zuzka nam się podoba, ale odnoszę wrażenie, iż wychowana wyłącznie przez matkę może mieć trudności z wejściem w rodzinę.

Jolanta słuchała ze zdziwieniem, starając się nie wybuchnąć, bo Zuzia już trzeci raz delikatnie szturchnęła ją nogą pod stołem. Mamo, nie odzywaj się. Przed spotkaniem uprzedziła Jolantę, iż Olek bardzo się różni od rodziców.

Jest dobrym człowiekiem, mamo. Potem to zrozumiesz. I nie przejmuj się tym, co usłyszysz. Jemu z nimi też ciężko, ale nie ma wyjścia

Zrozumiała, co córka miała na myśli. Miała ochotę wstać, uderzyć dłonią w stół i wygonić tych ludzi z domu. Ale Zuzka zawsze była bardzo rozsądną dziewczyną i Jolanta ufała jej wyborom.

Sprzątając po kolacji, Jolanta została w kuchni i aż podskoczyła, gdy usłyszała za sobą głos Lucyny:

To teraz możemy porozmawiać bez dzieci?

Jej mąż, Stanisław, stał z tyłu i spojrzał na Jolantę z czymś jakby przeprosiną w oczach. Widać było, iż nie do końca popiera żonę, ale nie miał odwagi się przeciwstawić. Jolanta więc przytaknęła, przygotowując się na rozmowę.

Jolanta Bez paniowania, nie będziemy się już tytułować. Wie Pani, jestem matką, pewnie Pani mnie zrozumie. Martwię się, jaka przyszłość czeka mojego syna. Muszę mieć pewność, iż ułoży sobie życie. Teraz podejmuje najważniejszą decyzję w życiu. Chociaż może nie jedyną, marzę, żeby więcej takich nie musiał podejmować

Lucyna się zacięła, bo nie widziała reakcji. Jolanta już dawno doszła do wniosku, iż jak się komuś nie przerywa, to powie dużo więcej, niż chciałby. To się sprawdzało w jej pracy, bo jako kierowniczka przychodni wiedziała, jak słuchać ludzi.

Nie pomyśli Pani źle o mnie, Zuzka nam się bardzo podoba Lucyna jednak kontynuowała monolog Ale jest wiele pytań i mogę odpowiedzi uzyskać tylko od pani.

Słucham Jolanta stłumiła ochotę zakończyć rozmowę. Wiedziała, iż nie tylko Lucynie zależy na szczęściu dziecka.

Pani w separacji z ojcem Zuzi od lat i nie ma kontaktu, ale na pewno wie Pani coś o jego rodzinie?

Oczywiście.

Czy były tam jakieś poważne choroby? Dlaczego się rozstaliście? Pił? Był patologiczny?

Nic podobnego.

Ale konkretnie? Musimy znać dziedziczność Zuzi, czy jej dzieci będą zdrowe, czy syn powinien mieć z nią dzieci. Pani najlepiej wie jako medyk, jak to ważne. Ja przymknę oko na to, iż Zuzka wychowana była przez samotną matkę i nie miała Pani wystarczająco czasu w wychowanie. Rozumiem. Ale proszę mnie również zrozumieć. Dziewczyna staje się częścią naszej rodziny i muszę wiedzieć, czego się spodziewać.

Jolanta poczuła, iż jej cierpliwość jest na wyczerpaniu, a wewnętrzny opór zaraz eksploduje i może zniszczyć wszystko, o czym córka marzyła. Głęboko odetchnęła, gotowa odeprzeć atak tej kobiety. Ale wtedy zobaczyła w drzwiach przerażoną twarz Zuzi, która kręciła głową byle tylko nie wybuchać. Nie wiedziała, o czym mowa, ale wystarczyło jedno spojrzenie na Jolantę: szykowała się kłótnia.

Mamo?

Tak, Zuziu. Jolanta kiwnęła głową do córki. Już kończę. Nastaw wodę na herbatę i wyjmij ze szafki serwis babci, dobrze?

Jolanta uspokoiła się i gdy Zuzia wyszła, zwróciła się do Lucyny:

Zuzka ma bardzo dobrą dziedziczność. jeżeli chce Pani się przekonać, przygotuję Pani wszystkie dokumenty. Nie ma powodów do obaw. I nie zapytam Pani o rodowód rodzinny sądzę, iż młodzi sami zdecydują, co jest dla nich ważne. Lucyno gestem przerwała próbującą odpowiedzieć przyszłej teściowej rozumiem Pani troski, ale nie chciałabym, żeby przez nie państwa syn stał przed trudnymi decyzjami, o których Pani mówiła.

Jolanta wzięła domowej roboty sernik i wskazała Lucynie drzwi:

Nie każmy dzieciom czekać. Pomoże mi Pani?

Z pomocą Lucyny przeniosła sernik. Zaparzyła herbatę i zauważyła wdzięczne spojrzenie Stanisława. Do końca wieczoru jasno dała Lucynie do zrozumienia rozmowa zakończona.

Do ślubu już się nie widziały. Zuzka i Olek oboje mieli pracę i wszelkie wydatki pokrywali sami. Nie prosili rodziców o pomoc przy organizacji.

Budowę domu Zuzka i Olek zaczęli dwa lata później. Mieszkanie po babci sprzedali, za otrzymane pieniądze kupili działkę budowlaną. Ciężarna Zuzka, która przez lata zbierała informacje o budowie, stała się takim kierownikiem budowy, iż i doświadczeni robotnicy śmiali się, ale robili, co kazała pani kierownik. Oczywiście przed porodem domu nie skończyli i prosto z porodówki Olek przywiózł żonę i nowo narodzoną córeczkę do mamy Jolanty, choć Lucyna protestowała.

Proszę wybaczyć, iż do Pani, nie do siebie Olek delikatnie odłożył zawiniątko ze śpiącą córeczką na łóżko w pokoju Jolanty, którą odstąpiła młodym. Zuzka, a i mi też, tak lepiej.

Dobrze zrobiłeś, Olku Jolanta uśmiechnęła się na widok jego niepewności. Czego się boisz, tato? Odkrywaj, bo dziecku gorąco.

Boję się wyszeptał Olek, zawieszony nad maleństwem.

Niepotrzebnie. To twoje dziecko, niedobrze jej nie zrobisz. Instynkt, Olku. Próbuj.

Jolanta przytrzymała córkę za rękę i szepnęła:

Nie przeszkadzaj!

Olek poradził sobie zarówno przy pierwszej kąpieli, jak i przy pierwszym spacerze. Następnego dnia Lucyna przyszła do szpitala.

Taka opieka to nie jest męska robota.

Stereotypy zgasiła ją Jolanta z uśmiechem, patrząc jak zięć bierze na ręce córeczkę.

Nie przyznała się, jak bardzo chciałaby przejąć opiekę nad małą Hanią, bo każda babcia wie lepiej, jak wszystko zrobić, choć sama kiedyś była zielona z bezradności.

Hanusia była zdrowym, silnym dzieckiem. Udało się urządzić parapetówkę w nowym domu. Zuzka po półtora roku zamarzyła o drugim dziecku, ale przyszła choroba.

Mamo, Hania ma gorączkę ton córki przez telefon zwiastował panikę, jakiej Jolanta dotąd nie słyszała.

Wysoką?

Tak. Nic nie działa.

Dzwoń po karetkę. Jadę!

Jolanta prowadziła przez nocny Kraków i modliła się, żeby to nie było nic poważnego.

Ale modlitwa nie pomogła albo odpowiedź została odłożona.

Pogotowie, OIOM i dwa dni oczekiwania z informacją od lekarza:

Robimy wszystko, co można. Proszę czekać

Zuzka zamarła na korytarzu pod drzwiami, nie pozwalano tam wejść. Jolanta nie próbowała jej odciągać, tylko przynosiła kawę czy herbatę i zmuszała do jedzenia.

Musisz mieć siłę, jak Hania wróci na oddział, będziesz jej potrzebna.

Olek kursował między pracą a szpitalem. Jolanta pocieszała zięcia, kiedy widziała, iż zaczyna się rozsypywać.

Trzymaj się! Bo jak Ty nie dasz rady, Zuzka nie przetrwa.

Lucyna też przyjechała zaraz po przyjęciu Hani do szpitala.

Skąd to? Czemu dziecko chore? Dziedziczne czy infekcja?

Lucyno, daj spokój Jolanta po raz pierwszy nie wytrzymała. Jaka to różnica?

No jak to Lucyna popatrzyła na Zuzkę osuwającą się po ścianie i Olka, kurczowo ściskającego jej rękę, i poczuła, iż przesadziła. Przepraszam

Jolanta tylko przytaknęła. Nie wszyscy od razu wiedzą, co wolno mówić, a czego lepiej nie.

Po dwóch dobach Hania wróciła do siebie i zaraz zawołała mamę. Przeniesiono ją na zwykły oddział, Jolanta odetchnęła z ulgą. Resztę już przejdą.

Kilka dni później odwiedziła wnuczkę w szpitalu. Po zabawie z Hanią i dopilnowaniu, by Zuzka zjadła obiad, zbierała się do domu, gdy córka ją zatrzymała.

Mamo, poczekaj, zaraz przyjedzie Olek. Chcemy pogadać.

Gdy usłyszała, o czym chcą rozmawiać, zamknęła oczy z radością.

Mamuś, pomożesz nam?

Jasne! choćby nie musisz pytać!

Dzięki! Zuzka wyraźnie odetchnęła. Dwoje dzieci, Hani szczególnie teraz trzeba dużo uwagi Sama nie dam rady.

Poradziłabyś sobie, masz świetnego męża!

Olek wysunął spod kocyka głowę, którą nakryła go Hania, bawiąc się z tatą w chowanego.

Czy to nie jest problem?

Zamieszkać u was? Wolę nie, ale trzeba zażartowała Jolanta. Ale tylko na trochę. Dopóki Hania całkiem nie dojdzie do siebie. Jestem babcią sezonową.

Mamo!

A co? Inaczej nie umiem tego nazwać. Pomogę wam, ale nie będę z wami cały czas mieszkać. To nie jest zdrowe.

Ja bym chciała, żebyś była zawsze blisko

Jolanta ucałowała wnuczkę i się podniosła.

I tak jestem blisko. Zawsze będę. Ale jestem już trochę starej daty samotniczka, a wy musicie mieć swoją rodzinę. Pomóc tak, mieszkać nie. Temat zamknięty. Prawda, Haniu? uśmiechnęła się, całując wnuczkę.

W domu zaczęła się pakować, gdy zadzwonił telefon.

Jolanta? Nie sądzisz, iż to dziwne? Lucyna jak zwykle mówiła wprost. Myślę, iż moja pomoc byłaby bardziej przydatna. Przecież też mam czas, wiem więcej o dzieciach.

Lucyno, to nie ja wybierałam. Może zapytaj młodych? Ja po prostu pomagam, jak proszą.

Olek choćby nie chciał mnie słuchać! Co on u Ciebie znajdzie? Rodzoną matkę ma w nosie, jak to?…

Nie wiem. Może warto z nim porozmawiać?

Z Tobą nie da się rozmawiać! Powinnaś im odmówić.

Lucyno, Ty siebie słyszysz? Kiedy ostatnio byłaś u Hani?

Po co? Ty ciągle tam siedzisz. choćby obiadu nie mogę jej przynieść, bo wszystko robisz Ty.

I masz odpowiedź. Muszę kończyć. Do usłyszenia.

Jolanta położyła telefon i zamyśliła się. Zepsuć rodzinę to drobiazg. Odbudować ją to czasem niemożliwe. Może Lucyna nie rozumie, ale ona rozumie doskonale. Zdecydowana, wybrała numer Olka.

Olku, musimy pogadać.

Trzy lata później.

Babciu, dzisiaj Ty mnie zawieziesz na taniec, czy babcia Lucyna?

Dzisiaj ja. A babcia Lucyna z Bartusiem idzie na spacer. Mama musi do pracy.

To znaczy, iż obiad dzisiaj u Ciebie?

Tak.

Hurra! Będą bułeczki? Takie, jak ostatnio piekłaś?

Smakowały? To oczywiście będą Jolanta zerknęła w lusterko na wnuczkę w foteliku.

Babciu

Co, kochanie?

A do zoo pojedziemy z Tobą czy z babcią Lucyną?

Wszyscy razem pójdziemy. Dziadek też się przejdzie, jemu dobrze zrobi spacer.

I kupisz mi baloniki?

I lody, i watę cukrową.

Super! rozmarzyła się Hania. Tylko Bartusiowi też trzeba balonik.

Jasne, kochanie Jolanta się uśmiechnęła.

Babciu

Tak?

Mogę Ci powiedzieć sekret? Najbardziej sekretny?

Jasne!

Będę miała jeszcze siostrę albo brata.

Jolanta uniosła brwi ze zdziwieniem. Zuzka ostatnio tajemniczo się uśmiechała, ale nic nie powiedziała. Od kiedy Jolanta odmówiła przeprowadzki do córki i trwała na swoim jako babcia długodystansowa, Zuzka szanowała to jeszcze bardziej, a sekrety przekazywała najpierw mężowi, potem mamie.

Na początku łatwo nie było i bez kłótni się nie obyło, ale dali radę. Trzeba było się dostosować, czasem ugryźć w język. Najważniejsze było zdrowie Hani i życie przyszłego malucha. I w efekcie Hania i Bartek mieli dwie babcie i wspaniałego dziadka.

Skąd wiesz? Jolanta ściszyła radio.

Mama z tatą gadali wczoraj, myśleli, iż śpię. Babciu a mogę chcieć siostrę?

Dlaczego pytasz?

Bo jeżeli będzie brat, to jemu byłoby przykro, iż nie chciałam braciszka

Jolanta uśmiechnęła się do siebie. Dobre dziecko rośnie!

Haniu, a Bartka kochasz?

Bardzo!

To i kolejnego brata, gdyby był chłopiec, pokochasz. Tak?

Tak!

To poczekajmy, aż mama się dowie, kto będzie. A wiesz co?

Co?

Ja zawsze marzyłam, żeby mieć brata. Albo dwóch.

Serio?

Naprawdę.

To dobrze Hania poprawiła misie i króliczka, którego dostała od Jolanty, a misia od Lucyny. Poczekam więc i na braciszka.

Wiesz Jolanta skręciła w boczną ulicę pod dom Zuzi i Olka to jak prezent na Gwiazdkę. Dopóki nie otworzysz, nie wiesz, co tam jest.

A prezent świąteczny już kupiłaś? Hania z błyskiem w oku spojrzała na babcię, która odpinała jej pasy.

Na święta? Jeszcze nie, za wcześnie. Ale na urodziny już mam. Chcesz wiedzieć, jaki?

No!

Babcia Lucyna też kupiła. Ale nie powiem co!

Ojej! Hania udawała obrażoną.

Przestań się dąsać. Urodziny tuż tuż. Dowiesz się.

Dobrze! chwyciła królika za uszy i pobiegła przez furtkę.

Jolanta wyjęła z bagażnika plecak z rzeczami na basen i kiwnęła głową na powitanie idącej z Bartkiem Lucyny.

Dzień dobry, babciu!

Witaj, kochanie! Lucyna się uśmiechnęła. My idziemy na spacer.

A my na taniec, ale najpierw się przebierzemy.

Jolanta patrzyła, jak Hania wtula się w Lucynę i opowiada coś pospiesznie, połyka słowa, i myślała, jak bardzo proste i skomplikowane jest życie. Kochać tych, którzy są blisko, słuchać i słyszeć, po prostu być razem Być rodziną.

Idź do oryginalnego materiału