Moja mama i tata Moja mama była piękna. Piszę „była”, bo pół roku temu odeszła, przeżywszy tatę …

newskey24.com 10 godzin temu

Moi mama i tata

Moja mama była bardzo piękną kobietą. Piszę była, bo pół roku temu odeszła, przeżywszy tatę tylko o dwa tygodnie. Chociaż oboje mieli już grubo po osiemdziesiątce, ja wciąż czuję, iż przeżyli razem zbyt krótko. Bo przecież to byli m o i m a m a i t a t a.

Mama była prawdziwą ślicznotką, co sam mogłem często zauważyć bo mimo iż byłem jej synem, byłem też przecież mężczyzną. Tata nie przestawał mi o tym powtarzać przez całe życie. choćby gdy mama karciła mnie za szkolne niepowodzenia czy inne głupoty, tata przychodził do mojego pokoju, siadał obok, ciężko westchnął, wciskając dłonie między kolana i znów westchnął, po czym długo milczał. Nasza niemal bezsłowna rozmowa kończyła się jego cichym głosem:

Nie złość się na nią, synku… No nakrzyczała, nagadała, ale przecież my też nie jesteśmy aniołami, a ona nasza… no wiesz, dziewczyna. I tak bardzo nam obu potrzebna, jak powietrze. Powinieneś pójść i ją przeprosić.

A ja! Nabierałem powietrza w płuca, gotów wybuchnąć, oczy aż błyskały na niego ze złości. Ale on tylko wyciągał w moim kierunku dłoń, jakby chciał mi zamknąć usta, i mówił spokojnie, ale stanowczo:

I nie waż się powiedzieć złego słowa o mojej żonie!…

I spuszczałem z tonu, nie śmiałem choćby mruknąć. Bo bardzo kochałem tatę. I mamę też, bardzo.

A wszystko dlatego, iż znałem ich historię jak zostali razem. Tata mi ją zdradził w sekrecie, nie mówiąc mamie. A mama, w tajemnicy, opowiedziała mi ją tylko beze mnie przy tacie.

Mama studiowała wtedy na Uniwersytecie Warszawskim, na pierwszym roku. Była zaręczona z jakimś tam Edkiem. Pewnego wieczoru Edek przyszedł na spotkanie i przyprowadził ze sobą swojego kolegę Bogusia, bo ten dopiero co przyjechał do Warszawy i nie miał pojęcia, co robić przez długie, wieczorne godziny. Więc Edek zaprosił go na rendez-vous… czyli na spotkanie ze swoją dziewczyną, która już prawie była jego narzeczoną.

Edek przedstawił Bogusia mojej przyszłej mamie. Boguś jak pewnie już się domyślacie był później moim tatą.

We trójkę spędzili cały wieczór. Byli w Łazienkach, potem zamiast kupować bilet, weszli na dach amfiteatru, by obejrzeć film na letnim seansie kina plenerowego to był genialny pomysł mojego taty (Edek by sam na to ni wpadł!). Tata wciągnął mamę na dach, bo już wtedy był silny i szerokobarkowy. Nie to co Edek, którego nigdy choćby nie widziałem, ale czułem, iż był… no, jak to młodzież mówi, chuchro zupełnie nie jak mój tata.

Edek przez cały wieczór błaznował, recytował wiersze, opowiadał o tym, jak będą z mamą razem żyć, kiedy skończą studia. Tata zaś milczał, słuchał i cicho pochrapywał (jak mawiała mama). A kiedy doszło do pożegnania, tata trzymając w swoich wielkich, ciepłych dłoniach drobną dłoń mamy powiedział:

Wiesiu! Nie on jest dla ciebie. Wyjdź za mnie, proszę.

Mama przestraszyła się i zapytała szeptem:

Kiedy?

Tata był maksymalnie skupiony (tak mi się wydaje), więc natychmiast odpowiedział:

Jutro…

A by bardziej zbić z tropu mamę (i Edka przy okazji), dodał:

Będziesz miała ze mną syna. Pokochamy go mocniej niż cokolwiek, a dzięki temu będziemy kochać się jeszcze bardziej. Nazwiemy go Jacek jak ten książę piastowski…

Dobrze odpowiedziała mama, i zaraz potem się pobrali.

Edek był drużbą od pana młodego na ich weselu.

Potem rodzice skończyli razem studia i wyjechali na Śląsk, bo oboje w dyplomach mieli wpisane: geolog-geodeta. Tam, w górach, dostali swoje pierwsze w życiu mieszkanie urządzili je w starej komórce przy lokalnym domu kultury, którą szef kopalni kazał im przerobić i posprzątać ze zbędnych rupieci.

Po odpowiednim czasie przyszedłem na świat ja, Jacek, jak obiecał tata. Oboje pokochali mnie mocniej niż wszystko, zgodnie z obietnicą.

Tata zorganizował ze stajni starą klacz Helenę, żeby pojechać z mamą po mnie do szpitala.

Kiedy nasza trójka dotarła do naszego „mieszkania” (to już z opowieści taty), na progu domu kultury czekał Edek, trzymając w objęciach ocynkowaną wanienkę dla niemowląt. Załatwił ją przez jakieś znajomości. Ta wanienka została moją pierwszą kąpielówką, a na początku choćby łóżeczkiem (to już od mamy). W wanience mama układała wielką pierzynę prezent od swej mamy, przykrywała ją prześcieradłem i tam mnie kładła. Gdy zbliżał się czas do kąpieli, poduszka lądowała na rodzicielskim łóżku, a ja zażywałem wodnych rytuałów. Tata z pracy leciał jak na skrzydłach, żeby nie przegapić kąpania… nie, nie czerwonego konia, ale właśnie syna. Podtrzymywał moją głowę (tak wspominała mama), a ona obmywała ciało książęce.

No księcia ze mnie nie było, ale zostałem, jak rodzice, niezłym geologiem.

Co najciekawsze, moja żona też jest geologiem. Poznaliśmy się w pracy, zaraz po studiach. Moja Kasia mega spodobała się mamie, tacie zresztą też. Kiedy do nas przychodzili w gości, a ja z ojcem wychodziliśmy na balkon zapalić, tata mówił:

Nooo… Synu, wiesz, chyba w życiu miałem szczęście dwa razy: pierwszy, gdy poznałem naszą mamę, drugi, gdy ty ożeniłeś się z Kasią. Dbaj o nią, bo ona tak jak i nasza mama jest przecież dziewczyną…

Tata odszedł nagle, w nocy. Mama od razu zrozumiała, iż już go nie ma, i obudziła się…

Po jego śmierci zaczęła gwałtownie starzeć się i zapominać wiele rzeczy. Często nie pamiętała, iż taty już nie ma. choćby kiedy zabraliśmy ją do siebie, potrafiła godzinami siedzieć przy oknie, wypatrując taty wracającego z pracy. A do ostatnich dni smażyła swoje wyborne kotlety mielone, takie, jakie Boguś uwielbia…

Idź do oryginalnego materiału