Mój chłopak obiecał mi dom na wsi – ale gdy tam dotarłam, poczułam, iż ziemia usuwa mi się spod nóg.

polregion.pl 1 dzień temu

Dzisiaj zapisuję to, co wydarzyło się niedawno czuję, jakby ziemia usuwała mi się spod nóg.

Nazywam się Stanisław i mam 78 lat. Nigdy nie myślałem, iż będę szukał rady u obcych, ale oto jestem. Potrzebuję waszej perspektywy.

Większość dorosłego życia spędziłem jako samotny ojciec. Moja żona, Halina, zmarła na raka, gdy nasz syn, Jakub (dziś ma 35 lat), miał zaledwie dziesięć lat.

To był trudny czas dla nas obu, ale przetrwaliśmy go razem. Od tamtej pory byliśmy tylko my przeciwko całemu światu. Starałem się być dla niego i matką, i ojcem, pracując ciężko, by dać mu wszystkie możliwości w życiu.

Jakub wyrósł na dobrego chłopaka. Oczywiście, miał swoje bunty, ale w gruncie rzeczy był pracowity, życzliwy i rozsądny. Dobrze się uczył, dostał się na studia z częściowym stypendium, a po nich znalazł solidną pracę w finansach.

Zawsze byłem z niego dumny, widząc, jak staje się dorosłym człowiekiem. choćby gdy się wyprowadził, pozostaliśmy blisko regularnie dzwoniliśmy, a przynajmniej raz w tygodniu jedliśmy razem obiad.

Tato powiedział, nie patrząc mi w oczy. Przepraszam. Mówiłem ci, iż to dom na wsi, ale… to będzie dla ciebie lepsze. Tutaj ktoś się tobą zaopiekuje.

Zaopiekuje? Nie potrzebuję, żeby ktoś się mną opiekował! Jestem w pełni samodzielny. Dlaczego mnie okłamałeś?

Tato, proszę. W końcu spojrzał na mnie, a w jego oczach była błagalna prośba.

Ostatnio coraz częściej zapominasz. Boję się, iż mieszkasz sam. To miejsce ma świetne warunki i zawsze będzie tam ktoś, kto ci pomoże.

Zapominam? Każdy czasem coś zapomina! krzyknąłem, łzy wściekłości spływając mi po policzkach.

To nieprawda, Jakub. Zabierz mnie natychmiast do domu.

Jakub pokręcił głową i rzucił bomby:

Nie mogę, tato. Ja… już sprzedałem dom.

Ziemia zawirowała mi pod nogami.

Wiedziałem, iż zgodziłem się na sprzedaż, ale myślałem, iż mam jeszcze czas. Chciałem poznać nowych właścicieli, wybrać porządną rodzinę, wytłumaczyć im, jak dbać o stary dąb w ogrodzie.

Dlatego to, co wydarzyło się ponad rok temu, było dla mnie szokiem. Pewnego wtorkowego wieczoru Jakub przyszedł do mnie, wyraźnie podekscytowany.

Tato powiedział mam świetną wiadomość! Kupiłem ci domek na wsi!

Domek? Jakub, o czym ty mówisz?

To idealne miejsce, tato. Cichy, spokojny zakątek dokładnie to, czego potrzebujesz. Spodoba ci się!

Byłem zaskoczony. Miałem się wyprowadzić gdzieś daleko? To wydawało mi się zbyt radykalne.

Jakub, nie musiałeś tego robić. Dobrze mi tu jest.

Ale on nalegał:

Nie, tato, zasługujesz na to. Ten dom jest dla ciebie za duży. Czas na zmiany. Uwierz mi, będzie wspaniale.

Przyznaję, byłem sceptyczny. Dom, w którym mieszkałem, był naszym rodzinnym gniazdem przez ponad 30 lat. Tam wychował się Jakub, tam budowaliśmy z Haliną wspólne życie. Ale syn wydawał się tak pewny, tak przekonany, iż to adekwatna decyzja. A ja zawsze mu ufałem.

W końcu zawsze byliśmy ze sobą szczerzy.

Więc mimo wątpliwości zgodziłem się na przeprowadzkę i sprzedaż domu. W kolejnych dniach pakowałem swoje rzeczy, a Jakub zajmował się formalnościami. Zapewniał mnie, iż wszystko jest pod kontrolą. Był tak troskliwy, iż w końcu przestałem się martwić.

W końcu nadszedł dzień wyjazdu. Gdzieś po drodze Jakub opowiadał o zaletach nowego miejsca, ale im dalej od miasta, tym bardziej rosło moje zaniepokojenie.

Okolica stawała się coraz bardziej opustoszała. To nie była sielska wieś, którą sobie wyobrażałem nie było zielonych pagórków ani malowniczych widoków. Zamiast znajomych sąsiadów i tętniących życiem ulic tylko puste pola i opuszczona stodoła.

Te domki, które kiedyś podziwiałem, gdy Halina jeszcze żyła, były przytulne, otoczone naturą. To miejsce było zupełnie inne.

Jakub zapytałem na pewno dobrze jedziemy? To nie wygląda na wieś, którą mi obiecywałeś.

Zapewnił, iż wszystko jest w porządku, ale unikał mojego wzroku.

Po godzinie skręciliśmy w długą, krętą drogę. Na jej końcu stał ponury, wielki budynek. Serce zamarło mi w piersi, gdy przeczytałem tablicę: *Złoty Zmierzch*.

To nie był dom. To był dom opieki.

*Dzięki tej sytuacji zrozumiałem, iż choćby najbliżsi czasem podejmują decyzje za nas i nie zawsze są to te, których byśmy chcieli.*

Idź do oryginalnego materiału