Mój brat nie zgadza się, by mama trafiła do domu opieki, ale sam nie chce jej wziąć do siebie – twierdzi, iż nie ma dla niej miejsca w mieszkaniu żony!

newsempire24.com 10 godzin temu

Z perspektywy czasu, gdy wracam wspomnieniami do tamtych dni, wszystko wydaje się jeszcze trudniejsze, niż wtedy, gdy działo się naprawdę. Od wielu miesięcy spierałam się z bratem o naszą mamę. Po udarze nie wróciła już do pełnej sprawności zapominała o najprostszych rzeczach, wymagała stałej opieki. Zostałam z tym wszystkim sama, choć przecież miałam własną rodzinę i pracę. Czułam się, jakbym znów stała się matką, ale tym razem dla dorosłej osoby. Jak miałam pogodzić wszystko dom, dzieci, pracę i opiekę nad mamą?

Zaproponowałam umieszczenie mamy w domu opieki, ale Bartosz od razu się rozgniewał. Twierdził, iż to nieludzkie i okrutne, a zarazem nie zamierzał wziąć jej do siebie w końcu mieszkał z żoną, Magdą, w Poznaniu, w jej niewielkim mieszkaniu.

Jeszcze nie tak dawno stanowiliśmy typową polską rodzinę mama, tata, brat i ja. Tylko rok różnicy dzieli mnie od Bartosza. Nasza mama, Zofia, miała nas w późnym wieku. Teraz ma już 72 lata, a ja skończyłam 36, Bartosz 35. Dopóki żył tata, wszystko się układało. Po jego śmierci Bartosz wyjechał do Poznania na studia, tam się ożenił i został. Ja pozostałam w Łodzi. Najpierw mieszkałam z rodzicami, potem z mężem wynajęliśmy mieszkanie i budowaliśmy własne życie, planując dzieci.

Gdy niecałe dwa lata temu odszedł tata, mama bardzo się załamała. Często siedziała cicho, zamyślona, wyraźnie podupadając na zdrowiu. Pół roku temu przeszła udar myśleliśmy, iż jej nie uratują. Na początku choćby mówić nie mogła i była niesprawna ruchowo. Z czasem trochę lepiej, ale psychika mocno ucierpiała lekarze orzekli, iż nie ma już szans na całkowitą poprawę.

Musiałam przeprowadzić się z mężem do mieszkania mamy. Pracę zmieniłam na zlecenia, by móc być przy niej cały czas. Sama w domu absolutnie nie mogła zostać. Z czasem zaczęła chodzić, ale było jeszcze trudniej plątała się, błądziła, uciekała z mieszkania szukając taty. Raz choćby w środku nocy biegałam za nią po osiedlu. Spałam niespokojnie, wyczerpana, wiecznie w napięciu. Praca stawała się nierealna wciąż coś odrywało moją uwagę. Mąż, Adam, sam zaproponował dom opieki.

Ośrodek kosztował ponad trzy tysiące złotych miesięcznie, ale przy odrobinie oszczędności dałoby radę. Adam przypomniał mi, iż mamy przecież brata to nasz wspólny obowiązek.

Długo się wahałam. W końcu uznałam, iż tak będzie najlepiej całodobowa opieka, fachowa pomoc, bezpieczeństwo. Odwiedziłam kilka domów spokojnej starości, pytałam o wszystko, dopytywałam. Drogo, ale wiedziałam, iż sama dłużej nie dam rady.

Zadzwoniłam do Bartosza i wyłożyłam mu całą sprawę. Liczyłam, iż zrozumie. Zamiast tego wybuchł: Czy ty oszalałaś? Zamierzasz oddać własną matkę obcym ludziom? Przez telefon krzyczał, iż jestem bez serca, iż chcę się jej pozbyć.

Próbowałam tłumaczyć, ale nie chciał słuchać. Zostałam z tym wszystkim sama. Opiekowałam się mamą, ale siły coraz częściej mnie opuszczały. Znowu poruszyłam temat z bratem. Nic się nie zmieniło.

Przecież mama nas wychowała, nigdy nie narzekała! powtarzał. Jesteśmy jej winni wdzięczność. jeżeli nie zamierzasz się zajmować, przywiozę ją do siebie powiedział, ale zaraz dodał, iż Magda nigdy się na to nie zgodzi, iż nie ma miejsca w jej kawalerce i ciągle pracuje.

Adam też pracuje, a nasza matka mieszka z nami odparłam. Może ty byś spróbował okazać trochę zaangażowania?

Ale Bartosz nie chciał się zgodzić. Cały czas wymawiał się obowiązkami. Czułam się, jakby to był koszmar bez końca. W głębi duszy wiedziałam, iż dom spokojnej starości to jedyne sensowne rozwiązanie, chociaż czułam się przez to okropnie. Mąż próbował mi dodać otuchy. Zosia będzie tam zaopiekowana mówił. Musisz pomyśleć o sobie i dzieciach.

Dałam Bartoszowi tydzień na decyzję. Powiedziałam, iż jeżeli nie przyjedzie, zrobię po swojemu. Musiałam w końcu zadbać o swoje życie. Prawda jest taka, iż dopóki nie przejdzie się tego samej, nie wyobraża się, jak trudna jest opieka nad chorym bliskim. Wszyscy wiedzą lepiej tylko ja dzień za dniem zmagałam się z rzeczywistością. A wymówki brata już dawno przestały mnie obchodzić.

Idź do oryginalnego materiału