Mój brat nie chce oddać mamy do domu opieki i ani jej zabrać do siebie – twierdzi, iż w mieszkaniu żony nie ma dla niej miejsca!

newskey24.com 4 dni temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo mam już wszystkiego po dziurki w nosie. Od trzech miesięcy ciągle kłócę się z Bartkiem o naszą mamę. Po tym, jak jej się przytrafił udar, wszystko wywróciło się do góry nogami. Mama ma już 72 lata, jest po prostu zagubiona, potrzebuje opieki niemal non stop. Już nie ogarnia rzeczywistości, ma luki w pamięci jakbym miała pod dachem małe dziecko, tylko iż dorosłe. No a przecież mam swój dom, dzieci, pracę, obowiązki.

Powiedziałam Bartkowi, iż czas pomyśleć o porządnym domu opieki, bo nie mogę być w rozkroku, a on się wścieka, iż jestem bezduszna. Tylko, iż sam do siebie jej nie weźmie. Bartosz mieszka z Magdą w ich mieszkaniu na Pradze choćby nie ma miejsca. Ja zostałam w naszym rodzinnym mieście pod Warszawą. Z Bartkiem zawsze byliśmy blisko, rok różnicy ja, Jagoda i on. Rodzice mieli nas późno, więc nie to, iż młodzi i pełni energii. Po śmierci taty wszystko siadło Najpierw Bartek poszedł na studia do Krakowa, potem został tam na stałe, założył rodzinę. Ja zostałam tutaj, wyszłam za Pawła i początkowo mieszkaliśmy z mamą, ale potem przenieśliśmy się na wynajem i marzyliśmy o własnym mieszkaniu, dwójce dzieci. Zwyczajne życie.

Dwa lata temu tata umarł, a mama stoczyła się była przygnębiona, nie miała na nic siły, tęskniła za nim strasznie. Potem ten nieszczęsny udar Pół roku temu, myślałam, iż nie przeżyje. Przez pierwsze tygodnie nie mówiła składnie, miała sparaliżowaną stronę ciała, potem fizycznie doszła do siebie, ale psychika już nie ta Lekarze powiedzieli wprost: stanu nie da się całkiem odwrócić. Musiałam więc podjąć wyzwanie zostaliśmy z Pawłem w jej mieszkaniu, a ja zmieniłam pracę, by mieć elastyczny grafik i być z mamą blisko. Sama w domu nie zostawała nigdy.

I powiem Ci, to była jazda bez trzymanki. Mama plątała się po domu, wychodziła na zewnątrz bez powodu, czasami próbowała choćby uciec, płakała, wykrzykiwała, iż tata czeka na nią gdzieś po drugiej stronie ulicy Rzadko spałam, byłam ciągle spięta, praca leżała, bo nie umiałam się skupić dłużej na niczym. Paweł zaczął przebąkiwać o domu seniora, bo przecież to kosztuje, ale dałoby się zapłacić z tego, co zarabiamy razem. Powiedział: Macie z Bartkiem dwójkę, niech on też dorzuci się do kosztów. Tak jest uczciwie. Przemyślałam to długo, bo decyzja nie była łatwa. Bo ile ja jeszcze wytrzymam? W takim domu mama miałaby całodobową opiekę i leczenie. Pojechałam zobaczyć taki dom pod Warszawą ceny były wysokie, choćby 56 tysięcy złotych miesięcznie, ale nie widzę innej opcji. Muszę chronić siebie, rodzinę i mamę.

Zadzwoniłam do Bartka, opowiedziałam mu wszystko. Myślałam, iż zrozumie, iż dostrzeże, ile mnie to kosztuje. Ale nie wybuchł, jakby go ktoś ugryzł. Zaczął na mnie krzyczeć, iż jestem bez serca, iż jak to matkę oddać do obcych ludzi, gdzie nie wiadomo, jak będzie traktowana? Że może po prostu chcę się jej pozbyć Jakbym robiła coś strasznego.

Próbowałam wyjaśniać, ale nie chciał słuchać. Zostałam więc sama z problemem, opiekowałam się mamą dalej. Aż w końcu stwierdziłam, iż nie mam już siły znowu próbowałam pogadać z Bartkiem, ale nic się nie zmieniło. Jagoda, nie można tak traktować mamy. To przecież ona nas tyle lat nauczała, wychowała, dbała, nigdy nie narzekała, choć było jej trudno. No to ja: skoro tak bardzo zabrania, niech sam ją zabierze do siebie, skoro jego żona taka wspaniała.

A on się tłumaczy, iż Magda przecież nie mieszka w dużym domu, tylko w bloku i nie chce zajmować się teściową, bo praca i dzieciaki. No to u mnie Paweł opiekuje się teściową, a u niego nie może? Przecież oboje jesteśmy jej dziećmi. I zgadnij co Bartosz znów się miga, twierdzi, iż pracuje po godzinach, nie może się rozpraszać, żebym przestała zrzucać na niego obowiązki

Serio, czuję się już jak w jakimś piekle. Z jednej strony wiem, iż nie mam wyjścia mama musi trafić do profesjonalnego ośrodka. To jej zapewni bezpieczeństwo, a mi pozwoli wrócić do normalnego życia. Z drugiej: mam ogromne wyrzuty sumienia, bo przecież jestem jej córką, powinnam o nią dbać do końca. Paweł wspiera mnie na maksa i mówi: Zrobisz dobrze. Tam są ludzie od pomagania, a my też musimy żyć. Powiedziałam sobie daję Bartkowi tydzień. jeżeli się nie ruszy, załatwię wszystko sama.

Tak po prostu trzeba. Ludzie mogą doradzać, a ty wiesz najlepiej, jak to wygląda. A Bartosz niech tłumaczy kolegom swoje sumienie, ja mam tego już dosyć.

Idź do oryginalnego materiału