Mikołaj przyjechał na wezwanie. Otworzył mu chłopiec w wieku około dziesięciu lat i dziewczynka. – Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran w kuchni cieknie, – powiedział chłopiec.

newsempire24.com 1 dzień temu

Mikołaj właśnie kończy kolejne zlecenie wymienia kran w łazience u starszej pani.

Już zbiera się do domu, gdy dzwoni telefon z pracy: proszą, żeby zajrzał jeszcze pod jeden adres sprawdzić cieknący kran w kuchni.

Pracuje już od pół roku w niewielkiej firmie z Warszawy, zajmującej się naprawą hydrauliki, sprzątaniem, drobnymi remontami.

Pod wskazanym adresem drzwi otwiera mu poważny chłopiec, może dziesięcioletni. Obok stoi jasnowłosa dziewczynka, trochę młodsza.

Czy nie ma kogoś dorosłego w domu? dziwi się Mikołaj.

W pracy nie zalecają, by wchodzić do mieszkań bez obecności dorosłych.

Mama zaraz wróci, proszę wejść! Kran w kuchni cieknie i kapie. Próbowałem zakleić taśmą, ale dalej przecieka. Proszę się nie martwić mamy pieniądze, szybkim głosem zapewnia chłopiec.

Mikołaj jednak wchodzi. Uwierzył, iż mama zaraz będzie. Rozkręca kran, wymienia uszczelkę.

A jeszcze mam nierówny stół, noga się chwieje, a włącznik światła nie działa niespodziewanie mówi dziewczynka.

Tata by to naprawił, ale nasz tata jest pilotem. Lata bardzo daleko i nie może do nas przyjechać, opowiada, wyraźnie powtarzając słowa mamy.

W tym momencie wraca ich mama.

Kobieta kilka ponad trzydziestoletnia, sympatyczna, ale w oczach zmęczenie. Widać, iż marzy tylko o chwili spokoju.

Jest szczerze zaskoczona inicjatywą dzieci.

Nie mogliśmy się ciebie doczekać syn sam zadzwonił po pana, bo ty ciągle mówisz, iż wezwiesz fachowca, a stale odkładasz, wyjaśnia wyższy z rodzeństwa.

Rozlicza się z Mikołajem, a dziewczynka przypomina o stole i włączniku.

Umawiają się na jutro. Mikołaj zostawia wizytówkę.

Chłopiec imię już zna, Maks wychodzi razem z nim, żeby wyrzucić śmieci.

Nie mamy żadnego taty-pilota! Mama zmyśla. Myśli, iż jesteśmy mali i niczego nie rozumiemy. Gdyby był, to by nas choć raz odwiedził, jak pan uważa? I prezenty sama kupuje udaje, iż od taty. Widziałem, jak wybierała lalkę dla Hani na urodziny, a potem powiedziała, iż tata przysłał, opowiada smutno Maks.

Może jednak nie może przyjechać, różnie to w życiu bywa, odpowiada Mikołaj.

Chłopiec tylko smutno spogląda i nic nie mówi.

W domu Mikołaj długo nie może o tym zapomnieć. Pilot to słowo rozbudziło wspomnienia. On także był pilotem kiedyś.

Mieszkał w dużym mieście, latał do różnych krajów.

Żona piękność. On wciąż w powietrzu, a ona chciała, żeby w końcu zszedł na ziemię. Dzieci nie mieli.

Jasne, masz bujać w obłokach, a ja zostanę z pampersami? Nie ma mowy!

Pewnego dnia teść z teściową przenieśli się za granicę, mieli tam rodzinę. Poukładali życie, zaczęli zapraszać ich oboje.

Mikołaj odmówił stanowczo. Żona rozstała się z nim i wyjechała…

On latał dalej, ale po pewnym czasie poważnie się rozchorował i musiał przejść na emeryturę.

Wylatał setki godzin, staż, doświadczenie

Został emerytem.

Przeniósł się do matki, do miasteczka na Mazowszu.

Zdążył pobyć z nią pół roku odeszła nagle, szybko

Mikołaj popadł w smutny stan. Nigdy nie miał pociągu do alkoholu, ale w tamtym czasie wszystko się nawarstwiło. Znalazło się grono przyjaciół.

Balował przez miesiąc z krótkimi przerwami, aż pewnej nocy przyszła do niego we śnie mama… patrzyła z żalem i płakała.

Następnego ranka wyrzucił towarzystwo za drzwi, wziął się za siebie. Zrobił drobny remont mieszkania… i znów poczuł pustkę.

Pewnego dnia, przeglądając lokalną gazetę, dostrzegł ogłoszenie szukali fachowców z własnym autem.

Spróbował jakieś zajęcie, dodatkowe pieniądze nigdy nie zaszkodzą.

Polubił elastyczny grafik, wolne wtedy, gdy tylko chce.

Następnego dnia w końcu trafia pod znajomy adres. Zakładał, iż mama Maksa i Hani wróci późno, a tu jest już w domu.

Mikołaj naprawia nogę stołu, włącznik, poprawia półkę w korytarzu i prostuje chwiejące się drzwiczki kuchenne.

Zagląda jeszcze do łazienki i zamiera.

Tu trzeba by zrobić generalny remont mówi.

Jestem za, jeżeli pan się tego podejmie odpowiada kobieta, która okazuje się mieć na imię Luba. Trochę oszczędności mamy, myślę, iż wystarczy, żeby panu zapłacić.

W trakcie pracy lepiej się poznają. Luba pracuje jako nauczycielka w przedszkolu.

Zjedz z nami kolację, tyle pan dziś pracował, pewnie jest pan głodny nieśmiało zaprasza gospodyni.

Dzieci także go namawiają i ciągną do stołu.

Mikołaj się zgadza.

Kolacja przeciąga się. Dzieci zasypiają, a oni rozmawiają i rozmawiają.

Mikołaj nigdy nikomu nie opowiadał tak szczerze o swoim życiu. Luba słucha. Siedzi z łokciem na stole, głowę podpiera dłonią w jej oczach tyle kobiecej mądrości i współczucia…

Oczywiście nie ma męża. Dwie nieudane próby ułożenia sobie życia, dwoje dzieci w trzyletnim odstępie.

Historię o tacie-pilocie wymyśliła i zamierza ją kiedyś wytłumaczyć dzieciom, gdy dorosną.

Gdy Mikołaj wraca do siebie, jest już prawie północ.

Obiecuje, iż przyjdzie jutro wieczorem pracy jeszcze sporo.

Następnego dnia, gdy Luba otwiera drzwi, nieruchomieje ze zdziwienia. Do mieszkania wchodzi Mikołaj w stroju pilota, z bukietem kwiatów i tortem.

Tato! Nasz tata-pilot wrócił! krzyczy Hania i rzuca mu się w ramiona.

Wróciłem, po prostu na początku was nie poznałem, tak dawno was nie widziałem. Prawda, Luba? pyta Mikołaj i tak patrzy na Lubę, iż ta nie ma wyjścia, tylko potwierdzić.

Od tego dnia niepełna, samotna rodzina Lubki znów jest cała i szczęśliwa.

Maks z początku nie wierzy, ale powoli przekonuje się, iż tata naprawdę wrócił.

Mikołaj przysposabia Maksa, adoptuje Hanię, a po półtora roku rodzi im się kolejny chłopiec

Przyjaciele, jeżeli chcecie czytać więcej naszych historii piszcie komentarze i nie żałujcie polubień. To dla nas wielka motywacja!

Idź do oryginalnego materiału