Michalinka: Uciekaj tak gwałtownie jak tylko możesz – z toksycznym nie dasz rady

goniec.net 14 godzin temu

Mam przyjaciółkę. Jeszcze z Polski. Całe jej życie to wybory jakichś łajz zatruwających jej po kolei życie. A ona się ciągle zastanawia co robi nie tak? Mni chodzi o zrozumienie dlaczego moja przyjaciółka ciągle zawzięcie i z wytrwałością kopie pod sobą takie same doły? Coś w tym wzorze musi być! Nie dawało mi to przez te wszystkie lata spokoju, szczególnie kiedy była ponownie rozbita przez jakąś łajzę. A oni mieli wszyscy coś wspólnego – byli toksyczni, Jeden był alkoholikiem, nie takim leżącym pod płotem, ale takim polskim, który lubił sobie wypić. I takiego też szukał towarzystwa, co w naszej grupie wcale nie jest trudne. Początkowo to szemrane, ach przepraszam jestem złośliwa, biesiadne towarzystwo, ją akceptowało. No ale piła za mało, nie opowiadała tłustych kawałów i nie malowała się jak stara pudernica. Tak, wiem, iż znów jestem złośliwa, ale to o moją przyjaciółkę chodzi, więc chyba mam prawo do osądzania tych, którzy ją skrzywdzili? Poza tym pijak, to choroba, i jest się chorym choćby wtedy kiedy nie jest się pijanym – cała osobowość się zmienia. Najważniejsze to biesiadny stół i aby się napić.

Pijaczek, coraz częściej chodził na biesiady sam, najczęściej do podstarzałych prukiew – bo częstowali go wódką, domowym jedzeniem, i czymś tam jeszcze o czym się nie mówi. No i niedługo została sama, bo kochaś przeprowadził się do jednej takiej, co mu gotowała flaki pod koniaczki. niedługo jednak już nie miała siły. Kochaś chciał wrócić do mojej przyjaciółki, twierdząc, iż jej wszystko wybaczy. Oczywiście zostawił ją najpierw, obwiniając ją za wszystko, choćby za to, iż nie gotowała flaków. Ha, ha, ha! Głęboka to miłość, mierzona śmierdzącymi flakami w garze na kuchni. Moja przyjaciółka była zbyt zraniona po upokorzeniu jakie jej zgotował i na całe szczęście go nie przyjęła z powrotem.

Drugi kochaś pijaczkiem nie był, ale wszystko konsultował z mamuśką. Mamuśka była byłą nauczycielką, więc wiedziała wszystko najlepiej. I celem jej życia była zmiana nie synka na dojrzałego, a tym samym samodzielnego mężczyznę, ale wykluczenie jego kobiety z rodziny. Co robiła? Gdy moja przyjaciółka była w pracy, przedstawiała jej meble, zmieniła ustawienie naczyń w szafkach – żeby było lepiej, ale przede wszystkim, żeby pokazać jaką nieodpowiednią kobietę wybrał sobie jej syn – oczywiście przez pomyłkę. W końcu synuś wrócił się do mamuśki.

Takie życiowe opowieści można mnożyć. To są opowieści o toksycznych związkach i o próbie naprawienia ich przez jedną tylko stronę. Co więc robić z takimi toksycznymi? Po pierwsze, najlepiej nie wchodzić w relacje z toksycznymi. Jest to trudne, bo oni są mistrzami w maskowaniu się. Na początku są szarmanccy i czarujący, Łatwo więc wpaść w zasadzkę, szczególnie jeżeli jest się obciążonym toksycznymi relacjami z dzieciństwa. jeżeli jednak już w takiej toksycznej relacji się znajdziemy, to trzeba uciekać – tak gwałtownie jak się tylko da. Z toksycznym nie masz szans wygrać. Zawsze i tak i tak zostaniesz obwiniona, bo to przecież nie jest wina pijaczka, iż pije. Także nie jest winą nieporadnego starego faceta, iż jest nieporadny, tylko jego kochanki, bo jest zbyt energiczna. I tak, dalej i tym podobnie.
Ciekawe skądże tyle toksycznych się bierze? Ale to już inny frapujący temat.

Michalinka, Toronto, 9-ty stycznia, 2026

Idź do oryginalnego materiału