Miałem wtedy jakieś pięć albo sześć lat, jeszcze przed szkołą, na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy do naszej wioski przyjechało mieszkać z miasta dwoje emerytów babcia Zofia i dziadek Władysław. Kupili dom dokładnie naprzeciwko naszego niski, z dwoma oknami wychodzącymi na ulicę, za to z ogromnym warzywnikiem, którego nie chcieli już uprawiać ze względu na wiek. […]