Kasia patrzyła przez okno na szary świt. Trzy miesiące temu była szczęśliwą mężatką.
Dziś czuła się jak sprzątaczka we własnym mieszkaniu.
Poranek znów zaczął się od pukania do drzwi sypialni.
„Długo jeszcze będziesz leżeć?” – zawołała teściowa. „Marcin, synku, pora wstawać!”
Kasia westchnęła. Halina Nowak jak zwykle mówiła tylko do syna.
Marcin przeciągnął się i powoli wstał z łóżka.
„Co dziś na obiad mu dałaś?” – pytała teściowa w kuchni. „Znów te sałatki? Mężczyzna potrzebuje zupy!”
„Taką jak wczoraj” – pomyślała Kasia, ale milczała.
Przez trzy miesiące nauczyła się łykać upokorzenia bez słowa.
„Mamo, przestań” – mruknął Marcin, wiążąc krawat.
„Jak to przestań?” – oburzyła się Halina. „Martwię się o ciebie. A ona choćby gotować nie umie.”
Kasię ścisnęło w gardle. Dziesięć lat pracy, doktorat, a teraz cień w kącie.
„Może już dość?” – szepnęła, sama zdziwiona swoją odwagą.
„Co powiedziałaś?” – teściowa odwróciła się gwałtownie.
Marcin udawał, iż szuka teczki.
„Mówię, iż dość udawania, iż mnie tu nie ma. To nasz dom, mój i Marcina.”
„Twój?” – zaśmiała się Halina. „Ja budowałam ten dom trzydzieści lat temu. Ty jesteś tu tymczasowo.”
Te słowa bolały bardziej niż policzek.
Kasia spojrzała na męża, czekając na wsparcie.
Marcin już pędził do przedpokoju.
„Muszę lecieć, spóźnię się!” – krzyknął i zatrzasnął drzwi.
W ciszy Kasia usłyszała cichy triumfalny śmiech teściowej.
Halina zaczęła myć czyste naczynia, demonstrując pogardę.
„Dziś przychodzą moje koleżanki” – dodała. „Posprzątaj salon porządnie.”
Kasia wyszła bez słowa. W sypialni wzięła telefon i zadzwoniła do Anety.
„Miałaś rację” – szepnęła. „Już nie wytrzymam.”
„Nareszcie!” – odpowiedziała Aneta. „Trzy miesiące patrzę, jak znikasz. Pamiętasz to mieszkanie?”
„Pamiętam. pozostało wolne?”
„Tak, czekałam na ciebie. Przyjdź dziś.”
Cały dzień Kasia robiła, co kazała teściowa, ale w głowie miała już plan.
Wieczorem, gdy Halina bawiła się z koleżankami, Kasia wymknęła się po cichu.
„Dokąd idziesz?” – krzyknęła teściowa.
„Do sklepu, po składniki.”
„Nie zwlekaj!” – to były ostatnie słowa, jakie usłyszała.
Mieszkanie było małe, ale jasne i ciche.
„Biorę je” – powiedziała agentce. „Kiedy mogę się wprowadzić?”
„Kiedy chcesz. Wystarczy kaucja.”
Gdy wróciła, z salonu dobiegały głosy.
„Ona nie jest tą, której Marcin potrzebował” – mówiła Halina. „Nie umie gotować, nie zna się na domu.”
„A nie mówiłam, Halu” – wtrąciła Grażyna. „Te wykształcone kobiety do niczego się nie nadają.”
Kasia stała w przedpokoju, ściskając torbę z zakupami.
Każde słowo było jak ukłucie.
Nie weszła do salonu. Spakowała walizkę w milczeniu.
Następnego dnia, gdy Marcin wrócił z pracy, zastał pustą sypialnię.
Na stole leżała kartka: „Mieszkam teraz sama. Rozwód załatwimy przez prawnika.”
Halina wpadła do pokoju, krzycząc, iż to nie może być prawda.
Marcin milczał, trzymając kartkę w drżącej ręce.
Kasia siedziała już w swoim nowym mieszkaniu, pijąc herbatę w ciszy.
Telefon dzwonił bez przerwy, ale nie odebrała.
W końcu była u siebie.












