Matka idealna? Raczej przeciętna – czyli jak teściowa próbowała odebrać Annie syna i męża, mama-strażniczka kontra babcia-uwodzicielka dobrą radą

newsempire24.com 12 godzin temu

Mama z nas taka sobie

Justyna, znowu zostawiłaś mokry ręcznik na wieszaku w łazience?

Głos teściowej rozległ się z korytarza, ledwo Justyna zdążyła przekroczyć próg po pracy. Halina stała z założonymi rękami i patrzyła na synową wzrokiem, który mógłby przeszyć stal.

On tam schnie Justyna zsunęła czółenka. Od tego jest wieszak.
W porządnych domach ręczniki wiesza się na suszarce, ale skąd ty możesz to wiedzieć

Justyna przeszła obok, nie zaszczycając teściowej odpowiedzią. Dwadzieścia osiem lat, dwa magistry, kierownicze stanowisko, a słucha uwag o ręcznikach. I tak dzień w dzień.

Halina odprowadziła ją wzrokiem pełnym niezadowolenia. Ta jej maniera milczeć, ignorować, zachowywać się jakby była tu królową. Pięćdziesiąt pięć lat życia nauczyło Halinę rozpoznawać ludzi i tej dziewczyny nie lubiła od początku. Lodowata. Wyniosła. Marcinowi potrzebna była ciepła, domowa kobieta, a nie ta marmurowa figura.

Przez kolejne dni Halina obserwowała. Notowała. Zapisywała w głowie

Tomek, posprzątaj zabawki przed kolacją.
Nieee chcę.
Nie pytam, czy chcesz, tylko posprzątaj.

Sześcioletni Tomek zrobił nadąsaną minę, ale poszedł zbierać rozrzucone klocki. Justyna nie spojrzała w jego stronę, dalej siekała warzywa.

Halina podglądała z salonu. No właśnie. To ten chłód, który ciągle widziała. Ani uśmiechu, ani ciepłego słowa. Tylko rozkazy. Biedny chłopak.

Babciu Tomek wskoczył jej na kanapę, kiedy Justyna poszła do sypialni rozwieszać pranie. Czemu mama zawsze jest taka zła?

Halina pogłaskała wnuka po głowie. Okazja idealna.

Wiesz, kochanie Są tacy ludzie. Niektórzy nie umieją pokazywać miłości. Smutne, co nie?
A ty umiesz?
Pewnie, złotko. Babcia cię bardzo kocha. Babcia nie jest zła.

Tomek przytulił się mocniej. Halina się uśmiechnęła.

Za każdym razem, gdy zostawali sami, dorzucała małe ziarenko w obraz. Ostrożnie. Powoli.

Mama mi dzisiaj nie pozwoliła oglądać bajek poskarżył się Tomek tydzień później.
Ojejku. Mamy bywają surowe, prawda? Czasem babci też się wydaje, iż mama aż przesadza. Ale wiesz, jakbyś chciał się wyżalić, zawsze przyjdź do babci.

Chłopiec kiwał głową. Babcia dobra, babcia rozumie. A mama

Wiesz Halina ściszała głos do spiskowego szeptu niektórzy po prostu nie potrafią być ciepli. Ale to nie twoja wina, Tomku. Ty jesteś super chłopak. Mama no, mama taka jest, jaka jest.

Tomek tulił się do babci. W środku budziło się jakieś zimne, niezrozumiałe uczucie wobec mamy.

Po miesiącu Justyna zauważyła zmiany.

Tomek, synku, chodź, tulaska!

Dziecko odsunęło się.

Nie chcę.
Dlaczego?
Po prostu nie chcę.

Uciekł do babci. Justyna została samotnie pośród pokoju z wyciągniętymi rękoma. Coś w ich domu się złamało, chociaż nie wiedziała kiedy.

Halina patrzyła na to z korytarza. Kąciki ust uniosły się z satysfakcją.

Tomku Justyna przysiadła przy synku wieczorem obrazisz się na mnie?
Nie.
To czemu nie chcesz się ze mną bawić?

Wzruszył ramionami. Oczy miał nieobecne i odległe.

Wolę iść do babci.

Justyna go puściła. Bezradność rozlewała się jej w piersiach.

Marcin, nie poznaję Tomka mówiła mężowi późną nocą, gdy dom spał. Unika mnie. Nigdy tak nie było.
Oj tam. Dzieci już takie są. Dziś jedno, jutro co innego.
To nie wybryki. Patrzy na mnie tak, jakbym jakby coś mu zrobiła.
Przesadzasz, Justyna. Mama się nim opiekuje, jak pracujemy. Przylgnął po prostu.

Justyna chciała powiedzieć coś więcej, ale Marcin już był oddany telefonowi.

Mama cię kocha mówiła w tym czasie Halina, układając wnuka do snu, kiedy rodzice wracali późno. Ale mama jest chłodna, taka poważna. Nie wszystkie mamy są czułe, rozumiesz?
Dlaczego tak jest?
Tak bywa, słoneczko. Babcia cię nigdy nie skrzywdzi. Będzie chronić. Inaczej niż mama.

Tomek zasypiał z tymi słowami. Każdego ranka patrzył na Justynę coraz mniej ufnie.

Wkrótce nie ukrywał już, kogo woli.

Tomek, idziemy na spacer? Justyna podała mu rękę.
Ja wolę z babcią!
Tomku
Z babcią!

Halina natychmiast złapała go za rączkę.

Oj, zostaw dziecko, widzisz przecież, iż nie chce. Chodź, Tomku, kupię ci loda.

Odeszli. Justyna patrzyła za nimi, a coś ciężkiego ściskało jej serce. Własny syn oddalał się od niej i leciał do teściowej, a ona nie rozumiała, kiedy to się stało?

Wieczorem Marcin znalazł żonę w kuchni. Siedziała nad zimną herbatą i gapiła się w ścianę.

Jutro z nim pogadam, obiecuję.

Skinęła głową. Nie miała już siły choćby mówić.
Marcin wszedł do pokoju dziecięcego, przysiadł przy synu.

Tomku, powiedz tacie czemu nie chcesz być z mamą?

Chłopiec mruknął pod nosem.

Po prostu.
Po prostu to nie odpowiedź. Mama cię uraziła?
Nie
To o co chodzi?

Milczał. Sześcioletni maluch nie potrafił wytłumaczyć tego, co czuł. Babcia mówiła: mama jest zimna, zła. To pewnie prawda. Babcia przecież nie kłamie.

Marcin wyszedł z pokoju z niczym

Halina już planowała następny ruch. Synowa totalnie zgasła było to widać. Jeszcze chwila i sama się wyniesie. Marcin zasługuje na lepszą żonę niż ta lodówa.

Tomku zaczepiła wnuka w korytarzu, gdy Justyna była pod prysznicem wiesz, iż babcia cię kocha najbardziej na świecie?
Wiem.
A mama sama wiesz, jaka jest. Nie przytuli, nie rozpieści, tylko mierzi. Biedny mój chłopiec.

Nie usłyszała kroków za plecami.

Mamo.

Halina obróciła się gwałtownie. Marcin stał w progu, twarz miał białą jak ściana.

Tomku, idź do siebie powiedział bardzo cicho, ale takim tonem, iż dziecko natychmiast zniknęło.
Marcin, ja tylko
Wszystko słyszałem.

Zapadła cisza.

Ty Marcin przełknął ślinę. Ty nastawiałaś Tomka przeciwko Justynie? Cały ten czas?
Ja tylko o wnuka się troszczę! Ona jest jak klawisz!
Zwariowałaś?

Halina cofnęła się krok do tyłu. Syn jeszcze nigdy nie patrzył na nią z taką odrazą.

Marcin, posłuchaj
Nie. Teraz ty słuchaj. Zbliżył się. Grałaś przeciwko mojej żonie, nastawiałaś syna przeciwko matce. Wiesz, co zrobiłaś?
Chciałam dobrze!
Dobrze?! Tomek ucieka przed własną matką! Justyna nie może sobie miejsca znaleźć! To twoje dobrze?!

Halina uniosła dumnie podbródek.

Bardzo dobrze. Ona ci nie pasuje. Jest zimna, nieznośna, oschła
Dość!

Krzyk otrzeźwił oboje. Marcin dyszał ciężko.

Pakuj się. Dziś.
Wyrzucasz matkę?
Chronię swoją rodzinę. Przed tobą.

Halina otworzyła usta i zamknęła. W oczach syna zobaczyła wyrok. Żadnych negocjacji. Żadnych drugich szans.

Godzinę później wyjechała. Bez pożegnania

Marcin znalazł Justynę w sypialni.

Wiem, czemu Tomek się zmienił.

Justyna podniosła zapłakane oczy.

To mama wmawiała mu, iż jesteś zła, iż go nie kochasz. Cały czas nastawiała go przeciwko tobie.

Justyna zastygła. Potem długi wydech.

Myślałam, iż zwariowałam. Że jestem złą matką.

Marcin objął ją mocno.

Jesteś cudowną matką. Mama nie wiem, co jej odbiło. Ale więcej Tomek już jej nie zobaczy.

Następne tygodnie były trudne. Tomek pytał o babcię, nie rozumiał, czemu zniknęła. Rodzice tłumaczyli spokojnie, cierpliwie.

Synku Justyna gładziła go po głowie to, co mówiła babcia to nieprawda. Kocham cię bardzo mocno.

Tomek patrzył z nieufnością.

Ale ty jesteś zła.
Nie zła, tylko wymagająca. Bo chcę, żebyś był fajnym chłopakiem. Wymaganie to też miłość, rozumiesz?

Chłopiec myślał. Długo.

Czy możesz mnie przytulić?

Justyna ścisnęła go, aż Tomek parsknął śmiechem

Powolutku dzień po dniu wracał prawdziwy Tomek. Ten, co biegł do mamy z rysunkiem. Ten, co zasypiał pod jej kołysanką.
Marcin patrzył na żonę i syna bawiących się w salonie i myślał o matce. Dzwoniła kilka razy. Nie odbierał.

Halina została sama w swoim mieszkaniu. Bez wnuka. Bez syna. Chciała tylko, żeby Marcin nie utknął z nieodpowiednią kobietą. Na końcu straciła ich obu.

Justyna położyła głowę na ramieniu Marcina.

Dzięki, iż to naprawiłeś.
Przepraszam, iż tak długo nie widziałem, co się dzieje.

Tomek przybiegł, wskoczył ojcu na kolana.

Mamo, tato, a pójdziemy jutro do zoo?

W życiu widocznie jednak się układaMarcin spojrzał na Justynę. W jej oczach zobaczył lekki uśmiech i cień dawnych zmartwień, ale też coś jeszcze ciepło, którego kiedyś nie zauważał.

Pewnie, synku. Jutro pójdziemy wszyscy razem odpowiedział, przyciągając chłopca do siebie.

Tego wieczoru, kiedy dom już ucichł, Justyna usiadła na łóżku obok śpiącego Tomka i przez chwilę patrzyła, jak mruży oczy przez sen, szepcząc coś niewyraźnie. Dotknęła jego policzka, czując powrót delikatnej więzi, która łączyła ich od pierwszego dnia.

Gdzieś z kuchni dobiegło delikatne tykanie zegara ich wspólny dom powoli odzyskiwał rytm.

W końcu Justyna zamknęła na chwilę oczy i westchnęła głęboko, jakby zmywając z siebie ciężar wszystkich niesprawiedliwych słów, które przez te miesiące niosła na plecach.

Czuła, jak jej serce powoli przesiąka spokojem.

Rano, gdy w kuchni pachniało już tostem, a za oknem mgła rozwiewała się nad placem zabaw, Tomek wbiegł do niej z rozczochranym włosem i śmiechem, który zawsze był jej największą nagrodą.

Mama, chodź zobacz! Wyskoczył mi mleczak!

Zaśmiała się, chwyciła go w ramiona i zatańczyli razem po kuchni, gubiąc resztki dawnych nieporozumień gdzieś pomiędzy chlebem i kubkiem kakao.

A potem, wychodząc całą trójką na słoneczną ulicę, Justyna spojrzała jeszcze raz na syna i już nie miała wątpliwości.

Była całkiem dobrą mamą.

I to w zupełności wystarczyło.

Idź do oryginalnego materiału