Leonard Peikoff: Uniwersalia i Indywidualizacja u Arystotelesa oraz przegląd jego Metafizyki – Historia Filozofii Zachodniej (część 19 z 50)

wybudzeni.com 3 godzin temu

Leonard Peikoff: Uniwersalia i Indywidualizacja u Arystotelesa oraz przegląd jego Metafizyki – Historia Filozofii Zachodniej (część 19 z 50)

Leonard Peikoff: Arystoteles: Filozof dla Życia tu, na Ziemi – Historia Filozofii Zachodniej (część 13 z 50)
Leonard Peikoff: Epistemologia Arystotelesa: Pojęcia, Wyjaśnianie i Istota Nauki – Historia Filozofii Zachodniej (część 14 z 50)
Leonard Peikoff: Arystoteles: Ojciec Logiki – Historia Filozofii Zachodniej (część 15 z 50)
Leonard Peikoff: Metafizyka Arystotelesa: Materia, Forma i Przyczynowość – Historia Filozofii Zachodniej (część 16 z 50)
Leonard Peikoff: Teleologia Arystotelesa: Ruch, Działanie Ukierunkowane na Cel i Nieruchomy Poruszyciel – Historia Filozofii Zachodniej (część 17 z 50)

Leonard Peikoff: Psychologia Arystotelesa: Natura Duszy, Percepcja Zmysłowa i Myślenie – Historia Filozofii Zachodniej (część 18 z 50)

Zanim dokończymy podsumowanie jego podstawowej filozofii, chcę na chwilę wrócić do rozróżnienia, jakim jest materia i forma. Gdy Arystoteles zastosował je do pytania o to, co ogólne i jednostkowe, chcę wskazać poważny problem, do którego go to doprowadziło. Ten problem musicie znać, bo to wielka DZIURA w filozofii Arystotelesa.

Pamiętajcie, wszystko składało się z dwóch elementów: materii i formy, substancji i struktury. Pamiętajcie dom zbudowany z cegieł. A materia, jak mówiliśmy, była zasadą indywiduacji, to jest tym, co czyni daną rzecz właśnie tą oto rzeczą. Ten dom, w przeciwieństwie do wszystkich innych, został zbudowany z tych cegieł. A forma była zasadą uniwersalności, tym, co czyniło rzecz taką, jaką jest, oraz tym, co sprawiało, iż uniwersalne pojęcie miało do niej zastosowanie. Dlaczego te cegły ułożone w określony sposób nazywane są domem, a nie mostem, ścianą itd. Tak więc, gdy używamy abstrakcji, uniwersalnego pojęcia, odnosimy się do formy rzeczy.

Teraz przeanalizujmy to dalej i zobaczmy, gdzie skończymy, bo wpakujemy się w poważne kłopoty. Załóżmy, iż ktoś ci mówi: dlaczego twierdzisz, iż to, co czyni ten dom tym jednym, to to, iż jest zbudowany z tych cegieł, a nie tamtych. Ale co sprawia, iż te cegły są tymi cegłami? Albo skupmy się na konkretnej, co sprawia, iż ta konkretna cegła jest tą jedną? Cóż, znowu dzielimy to na materię i formę. I mówimy, iż ta cegła jest zrobiona z tej bryły cementu, i to czyni ją tą konkretną. Więc ten dom jest jednostkowy, ponieważ jest zbudowany z tych cegieł, z których każda jest jednostkowa, bo jest zrobiona z własnej konkretnej bryły cementu.

Ale zadajemy wciąż to samo pytanie. Co czyni tę bryłę cementu tą konkretną, w przeciwieństwie do każdej innej? I znowu dokonujemy podziału. Załóżmy teraz, iż skracamy ten proces i w końcu docieramy do końca. Załóżmy, iż zgodnie z prymitywną fizyką Arystotelesa powiemy, iż ostatecznymi nieredukowalnymi elementami są ziemia, powietrze, woda i ogień. I załóżmy, iż powiemy, iż cement to pewna forma, którą nadajemy ziemi. A zatem to, co czyni tę bryłę cementu cementem, to fakt, iż jest to ten kawałek ziemi, powiedzmy, zorganizowany w określony sposób.

Teraz dotarliśmy do nieredukowalnego pierwiastka pierwotnego. Zdejmowaliśmy formę za formą, aż w końcu osiągnęliśmy podstawowe elementy. Załóżmy, iż za Arystotelesem powiemy, iż to ziemia jest tym, do czego w końcu doszliśmy. Cóż, znów mamy to samo pytanie. Co sprawia, iż ten kawałek ziemi jest tym jednym? Cóż, znowu będzie musiało być to połączenie formy i materii. Jej ziemistość wynika z formy. To właśnie dzieli z wszystkimi innymi kawałkami ziemi. To jest to, co uniwersalne. Ale co sprawia, iż to jest ten kawałek ziemi? No cóż, powiesz, iż materia, substancja ziemi.

Ale teraz pytanie brzmi, jaka jest natura materii? Mówiąc teraz o ziemi jako pierwiastku nieredukowalnym, jej materia będzie najbardziej pierwotną materią. Jakie ma cechy? Materia najbardziej pierwotnego pierwiastka. Teraz powinieneś widzieć, iż nie możesz pytać o cechy tej pierwotnej materii. Ponieważ pytać o cechy to pytać, jakiego jest rodzaju. A to znaczy pytać, jakie uniwersalia ucieleśnia. Innymi słowy, pytasz o formę.

Wszystkie terminy uniwersalne odnoszą się do formy. Więc kiedy dochodzimy do ostatecznej materii, nie można do niej zastosować żadnych terminów uniwersalnych. Nie samo w sobie. Musi to być materia, która sama w sobie nie ma żadnych cech. Pamiętaj, iż wszystkie cechy pochodzą z formy, ze sposobu, w jaki materia jest zorganizowana. Materia jest źródłem tego, a nie takiego. Zatem kiedy dochodzimy do podstawowej materii, samej w sobie, niezależnie od organizacji, nie ma ona cech. Sama w sobie musi być nieokreślona, tj. absolutnie wyjątkowa, pozbawiona jakichkolwiek adekwatności, bez tożsamości.

Tę ostateczną materię Arystoteles nazywa materią pierwszą. Nie może istnieć sama. Tylko z formą. A najprostsza forma, odciśnięta w materii pierwszej, daje podstawowe elementy: ziemię, powietrze, wodę i ogień. Widzisz teraz, jak Arystoteles do tego doszedł. To wynika bardzo logicznie z całej jego analizy.

Ale to stwarza najpoważniejszy, najbardziej nie do rozwiązania problem dla całej jego teorii uniwersaliów. Jeśli materia pierwsza nie ma tożsamości, musi być niepoznawalna. I Arystoteles rzeczywiście dokładnie to mówi. Mówi, iż materia sama w sobie, ostateczny czynnik indywiduujący, jest niepoznawalna. Ale jeżeli tak, jak możesz poznać jednostki, partykularia? jeżeli to, co ostatecznie czyni je jednostkami, to nieokreślona, niepoznawalna substancja, to wszystko, co możesz wiedzieć o jednostkach, to ich nieunikalne cechy. Ich nieindywidualne cechy. Cechy, które dzielą z innymi rzeczami.

Jednym słowem, wszystko, co możesz poznać, to ich formy. Jednym słowem, wszystko, co możesz poznać, to uniwersalia. Tak więc w ten sposób Arystoteles wydaje się, wbrew sobie, zmierzać do platońskiego wniosku, iż w ostatecznej analizie, patrząc z tego punktu widzenia, jedynie formy lub uniwersalia są poznawalne, gdyż zasada indywiduacji jest sama w sobie niepoznawalna.

Ten problem, będący tylko jednym z wielu problemów, jakie stawia teoria uniwersaliów Arystotelesa, wskazuje na zasadniczy błąd w całym jego podejściu do kwestii uniwersaliów. Jego podstawowym błędem jest uznanie uniwersaliów i partykulariów za dwa odrębne składniki rzeczywistości. To ten błąd prowadzi go do wniosku, iż ilekroć posługujemy się pojęciem, terminem uniwersalnym, skupiamy się wyłącznie na uniwersalnym elemencie rzeczy, na formie, w efekcie czego partykularność rzeczy staje się niekonceptualizowalna, niepoznawalna.

Obiektywizm utrzymuje natomiast, iż podstawowym błędem jest próba dzielenia rzeczy na dwa takie elementy, a pytanie o to, co czyni rzecz jednostkową, jest pytaniem bezpodstawnym. Bezpodstawna jest również próba znalezienia jakiegoś szczególnego elementu w rzeczach, który metafizycznie odpowiadałby za jednostkowość. I widzicie, iż zadanie to jest z góry skazane na porażkę. jeżeli szukasz czynnika indywiduującego, musisz ponieść klęskę. Bo jeśli ten element jest nieokreślony, nie jest niczym konkretnym, jak sugeruje Arystoteles, to jak może cokolwiek zdziałać, w tym indywiduować? Jak coś, co nie jest niczym konkretnym, może mieć taki skutek, iż właśnie ty jesteś niepowtarzalny i jednostkowy?

Z drugiej strony, jeśli element jest określony, jeżeli jest czymś konkretnym, to można go pojąć. Innymi słowy, reprezentuje on formę, uniwersalium, to, co wspólne wielu rzeczom, a zatem nie jest elementem indywiduującym. Sytuacja jest więc taka: element nieokreślony nie może indywiduować, a element określony również nie może indywiduować. Jedynym racjonalnym wnioskiem jest to, iż zasada indywiduacji nie istnieje i iż błędem jest jej szukać.

Indywidualność, czyli partykularność, jest według obiektywizmu niepodważalnym atrybutem wszelkiego istnienia. Istnieć znaczy być bytem jednostkowym. Każdy aspekt tego, co jednostkowe, jest jednostkowy. W tym sensie nie można metafizycznie zejść poniżej jednostkowości i próbować odkryć, co jest za nią odpowiedzialne, tak samo jak nie można zejść poniżej ruchu i próbować odkryć, co jest za niego odpowiedzialne. Partykularność, czyli jednostkowość, jest nieodłączna od faktu istnienia. Nie potrzebujemy zatem specjalnego elementu w rzeczach, który byłby odpowiedzialny za ich jednostkowość.

To znowu jest oczywista spuścizna platonizmu u Arystotelesa. Ma on poczucie, iż skoro uniwersalia są realne, musi dodać kolejny element, aby je zrównoważyć i dać metafizyczną podstawę jednostkowości. Ale to jest wynik zaczynania jako platonik, a kończenia jako arystotelik.

Właściwa teoria uniwersaliów nie będzie zatem próbować traktować uniwersaliów jako elementów w poszczególnych rzeczach. Zamiast tego usunie uniwersalia z metafizyki i uczyni z nich kwestię epistemologii. Innymi słowy, ujmie uniwersalia nie jako elementy rzeczy, ale jako ludzką metodę organizowania i integrowania materiału percepcyjnego. Metodę, która z pewnością opiera się na rzeczywistości i odpowiada rzeczywistości, ale która jest ludzką formą ujmowania relacji w rzeczywistości, a nie specjalnymi elementami czy formalnymi strukturami tkwiącymi w rzeczach.

Oczywiście, szczegółowe opracowanie tej teorii jest niezwykle złożone. To najbardziej złożone pytanie filozoficzne. Czas nie pozwala mi powiedzieć na ten temat choćby słowa w tym kursie. Dla obiektywistycznej teorii uniwersaliów, pojęć i tworzenia pojęć, odwołam się do dwóch źródeł: Wprowadzenia do epistemologii obiektywistycznej Ayn Rand lub kursu, który zamierzam prowadzić na temat wprowadzenia do filozofii obiektywistycznej gdzieś w 1974 roku, który będzie zawierał co najmniej jeden, a być może dwa wykłady na ten temat, wraz z resztą materiału.

Na razie chcę po prostu zwrócić uwagę, iż chociaż obiektywizm zgadza się z Arystotelesem w kluczowej kwestii, iż uniwersalia mają obiektywną podstawę w rzeczywistości i podstawę nienadprzyrodzoną, to obiektywizm nie pojmuje tej podstawy jako tego, iż uniwersalia są odrębnymi elementami lub strukturami w jednostkach, i w tym sensie istnieją fundamentalne różnice między obiektywistyczną a arystotelesowską teorią uniwersaliów.

— Teraz, podsumowując metafizykę Arystotelesa, przyjrzyjmy się ostatniemu przeglądowi wszechświata jako całości, widzianego oczami Arystotelesa, aby wydobyć ostatni punkt. Zauważcie, iż wszechświat Arystotelesa jest hierarchią, strukturą hierarchiczną, serią wznoszących się poziomów, każdy poziom jest materią dla wyższego i formą w stosunku do niższego.

Na najniższym poziomie, oczywiście, znajduje się materia pierwsza, która, jak wspomniałem, nigdy nie istnieje samodzielnie. To czysta materia bez formy, czysta potencjalność bez żadnych aktualnych cech. Arystoteles opisuje ją jako samą możliwość bycia czymś. Potem następuje pierwsze realne istnienie, pierwotne, nieredukowalne elementy rzeczy, którymi, jak wiecie, Arystoteles uznaje ziemię, powietrze, wodę i ogień. Na tym etapie mamy pierwsze realne istnienie, ponieważ mamy formę, prostą formę, ale mimo to formę odciśniętą na materii pierwszej.

A teraz, ponad elementami znajdują się różne związki nieorganiczne. Te związki są bardziej złożonymi organizacjami elementów, więc nadają nową formę materii pochodzącej z elementów. Związki są więc aktualnością, wobec której elementy stanowią potencjalność. Jak wiemy z psychologii Arystotelesa, te związki, odpowiednio przetworzone, czyli o jeszcze bardziej złożonej strukturze, dają początek istotom żywym. Związki są więc potencjalnie roślinami, stanowią materię dla roślin, a gdy ta potencjalność się urzeczywistnia, otrzymujemy nową formę, nową aktualność, następny poziom, rośliny, duszę wegetatywną.

A następnie, oczywiście, pojawia się dusza zwierzęca, dusza zmysłowa, która, jak widzieliśmy, stanowi urzeczywistnienie potencjalności ustanowionych przez duszę roślinną. A następnie pojawia się człowiek, rozumna dusza, która jest aktualizacją potencjalności ustanowionych przez duszę zmysłową. Wciąż jednak mamy przed sobą jeszcze trochę miejsca. pozostało kilka rzeczy wyżej na metafizycznej skali.

Według Arystotelesa, następnymi wyżej od człowieka są inteligencje poruszające sferami. Dlaczego są wyżej od człowieka? Ponieważ są bliżej czystej aktualności, czystej formy. Pozostała im tylko jedna potencjalność. To potencjalność ruchu kołowego, podczas gdy człowiek jest oczywiście siedliskiem wielu niezrealizowanych potencjalności.

Teraz wreszcie trafiamy w dziesiątkę: czysta forma, czyste urzeczywistnienie, szczyt hierarchii, dokładne przeciwieństwo materii pierwszej, to jest Bóg, Nieruchomy Poruszyciel. Mamy więc szereg warstw rzeczywistości: materię pierwszą, żywioły, związki, rośliny, zwierzęta, człowieka, inteligencje, Poruszyciela Nieruchomego, przy czym każdy stopień odnosi się do poprzedniego jak urzeczywistnienie do możności, czyli forma do materii.

Ta doktryna jest oczywiście pod wpływem Platona. Pamiętacie drabinę bytów Platona, gdzie każdy poziom jest wyższy od poprzedniego, aż do szczytu, którym jest idea dobra. Skoro Arystoteles był teleologiem, uważał, iż wszystko w jakiś sposób dąży do dobra, do doskonałości, co w jego terminach oznaczało, iż wszystko dąży do formy, do aktualności. Innymi słowy, aktualność jest lepsza, bliższa doskonałości niż potencjalność. I dlatego niestety, podobnie jak u Platona, tak i u Arystotelesa, każdy poziom piramidy uważa za wyższy, za wartościowo lepszy od poprzedniego.

Istnieją, jednym słowem, stopnie doskonałości, metafizyczne stopnie doskonałości, wznoszące się od najniższego, najmniej doskonałego poziomu, którym jest materia pierwsza, aż do Boga, czystej formy, absolutnie doskonałego. Pod tym względem Arystoteles przyjmuje pogląd, iż forma jest metafizycznie dobrem, a materia źródłem niedoskonałości i braków.

Tutaj znowu widoczny, wysoce niefortunny platoński spadek, ponieważ oznacza to, iż mimo jego naturalizmu i doczesności, Etyka i Polityka Arystotelesa zawierają wyraźny platoński antymaterialistyczny wpływ. Ponieważ nigdy nie zdołał się w pełni uwolnić od wczesnego platonizmu, etyka i polityka Arystotelesa, jak zobaczymy, nigdy nie stają się w pełni arystotelesowskie. Innymi słowy, w pełni racjonalne i doczesne.

I oczywiście, jako kolejna konsekwencja, cały ten platonizm u Arystotelesa naprawdę pomógł średniowiecznym w ich próbie przejęcia go i uznania go za chrześcijanina. Ale tę historię opowiem za kilka tygodni. Na razie zróbmy przerwę, a potem przejdziemy do etyki Arystotelesa.

— Przypomnijmy, dlaczego poszukiwanie zasady indywiduacji nie ma sensu. Rozważmy to w następujący sposób. Czy zasada, którą znajdujesz, jest sama indywidualna, czy nie? jeżeli jest indywidualna, to czy jesteś gotów uznać jej indywidualność za pierwotną, czy nie? Jeśli tak, to już zaakceptowałeś indywidualność jako nieodłączny fakt istnienia, poniżej którego nie można zejść. jeżeli nie, to wpadłeś w nieskończony regres znajdowania indywidualizacji dla indywidualizatora indywidualizatora itd. Istnieją pewne fakty, poniżej których nie można zejść. A jednym z dziedzictw platonizmu u Arystotelesa jest próba zejścia poniżej tego, poniżej czego zejść się nie da.

Uniwersalia i Indywidualizacja u Arystotelesa oraz przegląd jego Metafizyki – Historia Filozofii Zachodniej (część 19 z 50)

https://rumble.com/v7ejzyc-uniwersalia-i-indywidualizacja-u-arystotelesa.html

Leonard Peikoff omawia problem uniwersaliów i indywiduacji w metafizyce Arystotelesa, rozpoczynając od jego koncepcji rzeczy jako połączenia materii i formy. Forma odpowiada za to, czym dana rzecz jest i jakie cechy dzieli z innymi przedstawicielami tego samego rodzaju. Materia ma natomiast wyjaśniać, dlaczego istnieją konkretne, odrębne jednostki.

Zdaniem Peikoffa prowadzi to do problemu. Jeśli pytamy, co czyni konkretną rzecz właśnie tą jednostką, możemy wskazywać jej określoną materię. Ta jednak również posiada własną strukturę i formę, dlatego pytanie można zadawać ponownie. Cofając się przez kolejne poziomy, dochodzimy ostatecznie do materii pierwszej, to jest czystej potencjalności, pozbawionej własnej określonej natury. W konsekwencji ostateczna materia mająca odpowiadać za jednostkowość staje się niepoznawalna.

Peikoff uważa, iż w tym miejscu w systemie Arystotelesa ujawnia się pozostałość wpływu Platona. Jeśli poznajemy przede wszystkim formę, czyli to, co wspólne wielu jednostkom, natomiast ostateczny czynnik odpowiadający za ich jednostkowość jest niepoznawalny, jednostkowe rzeczy stają się epistemologicznie problematyczne, a uprzywilejowaną pozycję uzyskują uniwersalia.

Peikoff przeciwstawia temu stanowisko obiektywistyczne. Jego zdaniem nie potrzeba żadnej metafizycznej „zasady indywiduacji”. Jednostkowość jest pierwotnym faktem rzeczywistości: istnieć oznacza istnieć jako konkretna, jednostkowa rzecz. Uniwersalia nie należą natomiast do metafizyki, ale do epistemologii, są rezultatem sposobu, w jaki ludzki umysł konceptualnie organizuje postrzegane jednostki.

Następnie Peikoff przedstawia ogólny obraz metafizyki Arystotelesa jako hierarchii bytów. Na jej najniższym poziomie znajduje się materia pierwsza, czyli niemal czysta potencjalność. Wyżej znajdują się żywioły, związki materialne, rośliny, zwierzęta i człowiek. Wraz ze wznoszeniem się po tej hierarchii wzrasta udział formy i aktualności, a maleje udział materii i potencjalności.

Ponad światem materialnym Arystoteles umieszcza inteligencje odpowiedzialne za ruch sfer niebieskich, a na szczycie hierarchii znajduje się Nieruchomy Poruszyciel, to jest byt pozbawiony materii, będący czystą formą i czystą aktualnością. W ten sposób cały system rozciąga się od czystej potencjalności materii pierwszej do czystej aktualności Nieruchomego Poruszyciela.

Na zakończenie Peikoff ponownie atakuje samą ideę zasady indywiduacji. Jeśli taka zasada istnieje, trzeba zapytać, co indywidualizuje samą zasadę indywiduacji. Jeśli jej jednostkowość przyjmujemy bez dalszego wyjaśnienia, przyznajemy tym samym, iż jednostkowość może być faktem pierwotnym. Jeśli natomiast potrzebuje ona kolejnej zasady, powstaje nieskończony regres. Dla Peikoffa jest to kolejny argument za uznaniem indywidualności za pierwotną cechę istnienia, a nie za coś wymagającego dodatkowego metafizycznego wyjaśnienia.

https://rumble.com/embed/v7cdn0u/?pub=h88ld

Idź do oryginalnego materiału