Nie da się zrobić wszystkiego

wybudzeni.com 3 godzin temu

Nie da się zrobić wszystkiego

15 październik 2024

Tekst na poziomie meta o tym, dlaczego poziom meta jest bezużytecznym rozpraszaczem

Krytyka jałowych dyskusji na poziomie „meta”, które zastępują praktykę sporami o idee, grupy i wizerunek. Zamiast debatować, kto ma rację, lepiej skupić się na własnym działaniu, przejściu z punktu A do B i poprawie życia, bo jedyną osobą, którą możemy zmienić, jesteśmy my sami.

Mogę pracować albo mogę występować. Nie mogę robić obu rzeczy naraz. Możesz uprawiać seks albo możesz rozmawiać. Tego też nie możesz robić jednocześnie. Na tym polega strategia seksualna.

To jest mój własny raport z terenu dotyczący osobistych doświadczeń, zmian społecznych i dynamiki relacji, szczególnie przez pryzmat czerwonej pigułki. Poprzednie pokolenia, które znosiły zewnętrzne trudności, pozostawały razem. Współczesne pokolenia, w których łatwiejsze życie prowadzi do rozpadu rodzin i rozbitych domów. Posłużę się przykładem z mojego okresu służby w marynarce wojennej, aby pokazać, jak trudne warunki tworzą silne więzi, podczas gdy łatwiejsze okoliczności prowadzą do podziałów. Podobnie w społeczności Czerwonej Pigułki przejście od autentycznych rozmów o relacjach i rozwoju osobistym zostało zastąpione abstrakcyjnymi dyskusjami o „meta” i plemiennością.

I właśnie w ten sposób wszystko wraca do tego, czym było wcześniej, czyli staje się bezużyteczne. Faceci skupiają się teraz na samodoskonaleniu z oczekiwaniem, iż zmienią innych, konkretnie swoje żony, zamiast zaakceptować, iż zmiana musi zacząć się od nich samych i iż można poruszać się w ramach tego, co jest dostępne, a nie tworzyć utopię niczym w idei „Sekretu”. Praca nad sobą służy osobistemu rozwojowi, a nie manipulowaniu innymi. Obecny cyrk wokół Czerwonej Pigułki jest nastawiony na własne korzyści i granie pod publiczkę, oderwany od praktycznych porad, które kiedyś definiowały ten ruch.

Ostatecznie jedynym przesłaniem, które ma znaczenie, jest samodzielność i odrzucenie iluzji utopii, to nie podlega negocjacji.

Wszyscy jesteśmy gdzieś i to „gdzieś” nigdy nie jest utopią. Nie sądzę, żeby ludzie byli w stanie znieść utopię. Gdyby wszystko było idealne, po prostu pracowalibyśmy jeszcze ciężej, żeby znaleźć jakąś katastrofę. Moi dziadkowie mieli lepiej. Nie mieli kanalizacji zewnętrznej aż do trzydziestki, ale ich cierpienie było oczywiste, było zewnętrzne, a rozwiązanie znajdowali razem.

Żeglowanie na okręcie flagowym podczas mojej służby w marynarce nauczyło mnie, iż najłatwiej nawiązywać więzi z ludźmi wokół siebie właśnie w trudnych czasach. Dobre czasy sprawiają, iż wszyscy zaczynają cię nienawidzić, a ty zaczynasz być na nich zły, iż tak robią. Służyłem na fregacie, oni służyli na niszczycielu. Na fregatach w mesie było po 12 osób. Na Algonquin było ich 50. Musiałeś pilnować swoich rzeczy, bo inaczej znikały. Nikt w mesie nie był złodziejem, ale mimo to rzeczy znikały. Fregaty były wygodne. Pomieszczenie miało klimatyzację. Woda miała podgrzewacz. Instalacja wodno-kanalizacyjna działała. Algonquin nie miała niczego z tych rzeczy.

Woda stała na pokładzie, prysznice były lodowato zimne. Ściany skrzypiały razem z falami. W ścianach była pleśń, a kadłub reagował na każdą falę. Okręt został zbudowany w latach 70. Nie wiedzieliśmy jeszcze, jak tworzyć kadłuby bardziej stabilne na wodzie. Fregaty zostały zbudowane w latach 90. Były Cadillacami mórz, stojącymi obok morskiego traktora.

Ale mesa młodszych rangą była pełna. Wszyscy siedzieli tam i pili. Dwóch bosmanów wyciągało kapitana do mesy, co było czymś niespotykanym, tylko po to, żeby postawić mu drinka. Ich kapitan był kapitanem „dolnych pokładów”, człowiekiem bliskim załodze. Nasz kapitan miał problem z alkoholem. Siedział w swojej kajucie i pił. Rozkazał oficerowi wykonawczemu, żeby dotrzymywał mu towarzystwa. I tak nikt by go nie zaprosił. Widziałby każde drobne przewinienie. Po co przymykać oko, skoro można dostać awans kosztem biednego sukinsyna, który przez to ucierpi?

Ich załoga była zżyta. W każdym zagranicznym porcie przemieszczali się jak jedna wielka grupa ludzi. W naszych portach rozchodziliśmy się każdy w swoją stronę. Wokół okrętu istniała dziesięcio kilometrowa strefa, do której nikt nie zaglądał. Po przekroczeniu dziesięciu kilometrów szansa na spotkanie współpracownika wynosiła zero, więc można było robić swoje bez obawy o konsekwencje. Nikt nigdy nie robił niczego pochopnego, nielegalnego ani choćby podejrzanego. Każdy na naszym okręcie miał własny biznes na boku, rodzinę, inwestycje. Ludzie na Algonquin mieli tylko siebie nawzajem.

To jest prawdziwa historia, te rzeczy naprawdę się wydarzyły. Ale ten tekst nie jest o okrętach ani o załodze. Jest o relacjach, małżeństwie i luźnej grupie dupków, którzy lubią rozmawiać o naszych kutasach, żebyśmy mogli lepiej ich używać.

Jest lepiej, kiedy jest gorzej

Moi dziadkowie byli małżeństwem przez ileś tam dekad, nie potrafiłbym powiedzieć dokładnie ile. Oboje byli wcześniej po ślubach, owdowiali. Mówili do siebie „mamo” i „tato”. Miałem 20 ciotek i wujków. 10 dzieci z tego małżeństwa i 10 adoptowanych. Gdybyś przyłożył mi broń do głowy, nie potrafiłbym wymienić imion wszystkich, ale gdybyś zamknął pięcioro z nas w jednym pokoju, potrafilibyśmy rozwiązać każdą zagadkę.

Każda z tych ciotek i wujków była po rozwodzie. Moja mama rozwodziła się dwa razy. Pierwszy raz po 7 latach, drugi po 20. Ciotka Doris była po rozwodzie. Odie po rozwodzie. Leon po rozwodzie. Donnie po rozwodzie. Chyba Barb też była po rozwodzie, ale miała również raka. Tyrone siedział w więzieniu, kiedy jego syn Harley doprowadził do jego aresztowania za bójkę, nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek był żonaty. Orville co roku pojawiał się na zjeździe rodzinnym z nową indiańską dziewczyną i nowym leasingowanym samochodem.

I tutaj dochodzimy do sedna. Moja rodzina to pobożna rodzina południowych baptystów. Mój dziadek szkolił kiedyś innych pastorów. Na jego pogrzeb przyjechało kilkunastu z różnych części Stanów, żeby śpiewać i tańczyć podczas ceremonii. Nikt w tym domu nie wypowiedziałby słowa na „Cz[arnuch]”, choćby dźwięk „cz” podczas rozmowy był przez nich tłumiony. Nie przeklinali, w domu nie było kości do gry ani kart. A mimo to każdy z nich pochodził z rozbitego domu.

Wszyscy mieli wewnętrzną instalację wodno-kanalizacyjną; nie było żadnej wojny, do której trzeba było się zaciągać. Życie było dobre. Byli pokoleniem wyżu demograficznego [baby boomersów]. Jasne, wszyscy mieli historie o Albercie i rasizmie w latach 50., ale każdy radził sobie całkiem dobrze. Jedyne, czego nie potrafili zrobić, to pozostać razem. Było jak w zagranicznym porcie… Rozproszyli się przy pierwszej okazji. Wszyscy byli dobrymi ludźmi, a mimo to wszystkie rodziny były rozbite. Nie znam większości swoich kuzynów. Ci, którzy nie siedzieli w więzieniu albo nie byli całkowicie spłukani, wyjechali i nigdy nie wrócili.

♦♦♦

Kiedy służyłem na okrętach, jednostka z najgorszymi warunkami życia miała najbardziej zgraną załogę. Kiedy dorastałem, ludzie, którzy mieli najcięższe życie, pozostawali razem najdłużej. A kiedy miałem najwięcej do zaoferowania i kiedy Czerwona Pigułka dawała mi najwięcej wartości, było wtedy, gdy wszyscy byli w gównianych małżeństwach albo żyli jako samotni kawalerowie bez życia seksualnego, a na opowiadaniu o swojej sytuacji nie dało się zarobić ani grosza.

Nie wiem, kto tam jeszcze walczy. Wszyscy już słyszeli o subreddicie MarriedRedPill. Jest pełen świeżo upieczonych, pozbawionych seksu chrześcijańskich mężczyzn, którzy rozmawiają o rytuałach przejścia i dają sobie nawzajem twarde słowa mądrości. Nikt nie dzieli się żenującymi rzeczami, bo może stracić szacunek swoich anonimowych kolegów. Tworzą dodatkowe konta, żeby zapewnić sobie jeszcze większą anonimowość. Throwaway420.69 mówi rzeczy, których Trumplover1983 nigdy by nie powiedział. Wszyscy są zajęci próbami przedefiniowania Ramy, żeby w ogóle go posiadać, kłóceniem się o moralność Przerażenie, mimo iż sami go nie stosują, oraz spieraniem się o zasady, strukturę i wzniosłe ideały tego, czym wszystko mogłoby być, gdybyśmy tylko zjednoczyli się jak wesoła drużyna kompanów i stanęli przed królem Anglii.

Postawa odzwierciedla przywództwo.

Co w tej chwili otrzymujesz od ludzi, którzy rozmawiają o czerwonej pigułce? Dostajesz dyskusje o „meta”, obronę własnych poglądów, przeprosiny i udostępnianie linków, dokładnie tak samo, jak kiedyś działacze praw mężczyzn przekazywali sobie infografiki ze statystykami. Wygrywamy serca i umysły, jeden nic nieznaczący spór naraz. Mam pomysł dlaczego tak się dzieje, ale jeszcze nie chcę tego powiedzieć, mównica ma jeszcze trochę życia przed sobą.

Jeśli śledzisz mnie od ostatnich 5 lat, widziałeś praktycznie wszystko, co wiem, wszystko, co zobaczyłem i wiele rzeczy, których nie widziałem. Widziałeś wszystko, co zrobiłem w swoim życiu, żeby wygładzić ostre krawędzie, które [wstaw tutaj straszaka] we mnie zostawił. Mama zrobiła ze mnie jednego z Dotrzymywacza Obietnic. Feminizm sprawił, iż przy kobietach stałem się bezsilny. Telewizja tworzyła gówniane komedie sytuacyjne, w których mężczyźni mieli aspiracje do bycia niezdarnymi przegrywami. Nie było ani jednej zmiany w żadnym filmie, która umożliwiłaby mi to osiągnięcie i wątpię, żeby zrobiła to dla ciebie. Wściekłość na mamę albo na kobiety tak naprawdę nie sprawiła, iż zaczęły zachowywać się lepiej. jeżeli mam być szczery, nigdy też nie sprawiła, iż ktokolwiek z nas poczuł się lepiej. Była jednak oczyszczająca. W zeszłym tygodniu jakaś feministka została zwolniona za bycie suką i świat się nie zmienił.

Liczyło się tylko to, co zrobiłem ja. Dr Robert Glover często mówił o ukrytych kontraktach, więc skupiam się właśnie na nich. Mógłbym teraz i przez całą wieczność pisać o ukrytych kontraktach. Kiedy faceci po raz pierwszy trafiają na Czerwoną Pigułkę, zaczynają widzieć je wszędzie.

„Dlaczego żona nie chce uprawiać ze mną seksu, skoro pierścionek kosztował 10 tysięcy dolarów?”
„Dlaczego nie chce mnie słuchać, skoro w końcu przeczytałem Racjonalnego Mężczyznę?”
„Dlaczego nikt nie wie, iż teraz jestem świadomy czerwonej pigułki i nie zaczyna wreszcie zachowywać się adekwatnie?”

Potem, gdy idę dalej, pojawiają się ukryte kontrakty drugiego poziomu.

„Jeśli będę w świetnej formie, nauczę się dobrej gry i będę umiał odpowiednio uwodzić, wtedy ona na pewno zacznie zachowywać się adekwatnie”.

Każdy też przez to przechodzi. Okazuje się, iż ich żona przez cały czas jest tą samą suką, która wcześniej miała dość jego jęczenia i narzekania. Jedyna różnica to plan żywieniowy. Potem przechodzę dalej, wszyscy w końcu to robimy. Na każdej platformie społecznościowej można znaleźć setki tych samych argumentów, które sprowadzają się do pytania:

„Czyli twierdzisz, iż jeżeli zacznę ćwiczyć, będę dobrze jadł, lepiej się ubierał, nauczę się mieć charyzmę, to moja żona znowu zacznie uprawiać ze mną seks i przestanie być taką suką?”

Nie. Nic z tego nie jest gwarantowane.

„Zaraz. To dlaczego mam robić wszystkie te rzeczy, skoro ona i tak nie zmieni się tak, jak tego chcę?”

Bo nie możesz w ten sposób manipulować ludźmi. To jest zachowanie typowe dla „miłego faceta”. Robisz coś ukradkiem, żeby zmanipulować drugą osobę i sprawić, żeby zrobiła coś dla ciebie. A ludzie negatywnie reagują na manipulację. Więc albo twoja żona nie wie, iż robisz to wszystko dla niej, albo wie i odmawia udziału w tej grze.

„No dobrze. To dlaczego w ogóle mam to wszystko robić, skoro ona i tak nie zacznie zachowywać się adekwatnie?”

Cóż, czy ona teraz zachowuje się adekwatnie?

„Oczywiście, iż nie”.

To dlaczego przez cały czas jest przy tobie?

„Bo jest świetną matką dla dzieci, dobrze gotuje i dobrze sprząta”.

Sprzątaczka jest tania. Ona jest matką w twoim domu albo w swoim. Gotowanie też jest proste.

„Więc do czego zmierzasz?”

Cóż. Możesz zatrudnić sprzątaczkę. Możesz zatrudnić opiekunkę do dzieci. Możesz sam gotować sobie posiłki. Ćwiczysz, dobrze się odżywiasz i jesteś przyjemnym towarzystwem dla znudzonej kobiety, która szuka seksu. Seks jest łatwy w 2024 roku. Dziewczyny po prostu go rozdają i traktują jako formę wyzwolenia.

„To jest niemoralne!”

Czyją moralnością?

„Moją!”

Kto ci ją dał? Twoja matka? Rozwiodła się z twoim ojcem i oskarżyła go o przemoc. Twój kościół? Wepchnął cię w małżeństwo z samotną matką, kiedy miałeś 22 lata. Telewizja? Ona po prostu chciała sprzedać przestrzeń reklamową dla ubezpieczeń samochodowych. To naprawdę są zasady moralne, czy może tylko uczucia wynikające z porzucenia?

„Co masz na myśli?”

Cóż, jeśli odejdziesz od żony, zostaniesz sam. Zostaniesz porzucony i będzie to bolało. Będziesz się czuł jak pięciolatek, który zgubił matkę i umrze w lesie. Dlatego się tego boisz. To jak pająki. W rzeczywistości nie mogą cię skrzywdzić, ale kiedy je widzisz, tracisz nad sobą kontrolę.

„Nie, wcale tak nie jest!”

Tak ci się wydaje, ale właśnie tak działają instynkty. Gdybyś potrafił to rozumowo i logicznie wyjaśnić, nie byłoby to instynktem. A choćby gdyby tak nie było, czy wyglądałoby to inaczej?

„Ale statystyki mówią, iż dzieci radzą sobie lepiej, kiedy…”

Jedna kreska na wykresie i zmieniasz całe swoje życie? Stary. Stajesz się lepszy, lepiej wyglądasz i lepiej się zachowujesz, ponieważ sam siebie nie lubisz. Jesteś gotów znosić gówniane zachowanie, bo boisz się samotności. Nie ćwiczysz i nie odżywiasz się dobrze po to, żeby zmanipulować żonę i sprawić, żeby cię lubiła. Robisz to po to, żeby zmanipulować samego siebie i zacząć siebie lubić.

A kiedy lubisz samego siebie, nie tolerujesz gówna. Kiedy coś idzie źle, patrzysz na siebie i zastanawiasz się, co mogłeś zrobić, żeby nigdy nie znaleźć się w takiej sytuacji. Uczysz się, iż twoje dzieci mogą mieć się lepiej, jeżeli będziesz dobrym ojcem co drugi weekend, niż jeżeli będziesz stale obecny, ale będziesz kiepskim ojcem. Czy to idealne rozwiązanie? Nie. Ale takie jest życie, nie możesz wybrać utopii, możesz wybrać najlepszą spośród dostępnych opcji. Twoja żona też. A jeżeli nie jesteś jej najlepszą opcją, to w porządku, bo gwałtownie przekonasz się, iż ona również nie jest twoją.

„Co?”

Nie rozmawiałem jeszcze z żadnym rozwiedzionym facetem, który nie znalazłby kobiet o dekadę młodszych od swojej żony, bardziej chętnych, przyjemniejszych i bardziej skłonnych do przygód. Tak to po prostu działa. A kiedy żonaci faceci zaczynają się rozglądać, również to zauważają. Muszą to zobaczyć, bo inaczej nie zdają sobie sprawy, iż mają jakieś opcje. Nie musisz znosić rzeczy, których nie musisz znosić i to zmienia wszystko.

„A co jeżeli nie chcę, żeby cokolwiek się zmieniło?”

To po co w ogóle zacząłeś ćwiczyć albo zdrowo jeść?

„Żeby być lepszym”.

Chyba iż to „bycie lepszym” oznacza poprawę twojego życia kosztem kogoś, komu tak naprawdę na tobie nie zależy?

Ćwiczysz, dobrze się odżywiasz, uczysz się gry, stosujesz Przerażenie, budujesz Ramę nie dlatego, iż chcesz, żeby twoja żona bardziej cię kochała, ale dlatego, iż musisz zaakceptować, iż nie możesz zmieniać ludzi i nie możesz mieć utopii. Masz takie opcje, jakie sam dla siebie tworzysz. Miłym efektem ubocznym jest to, iż ludzie w twoim życiu zaczynają traktować cię lepiej, kiedy widzą, iż ich nie potrzebujesz. Nie potrafię tego wyjaśnić, ludzie po prostu tak działają.

„Czyli twierdzisz, iż jeżeli wykonam tę pracę nad sobą, moja żona będzie mnie lepiej traktować?”

Może tak. Ale do tego czasu przestanie cię to obchodzić.

Poziom Meta

Tak wiele elementów czerwonej pigułki, jego modeli mentalnych i strategii, polega na przejściu z punktu A do punktu B. A szuka akceptacji kobiet, A jest uległy, A unika konfliktów, A jest gruby, A ubiera się jak idiota, A jest grzecznym chłopcem wściekłym, iż nie wolno mu zjeść lodów po kolacji. B jest mężczyzną, B dostaje to, czego chce, B nie boi się wyciąć raka ze swojego życia. B to człowiek, przy którym inni zachowują się lepiej, bo chcą mieć go w swoim życiu. A jest miły do posiadania, dopóki przestaje taki być.

Rama oznacza przejście z A do B. Przerażenie oznacza przejście od A do B. Gra oznacza przejście z A do B. Rynek seksualny polega na zrozumieniu, czym w ogóle jest przejście z A do B.

Nikt nie rozmawia o A, B ani o drodze pomiędzy nimi. Wszyscy uwielbiają rozmawiać o „metach”, rysować granice na piasku i walczyć z wrogami, jednocześnie wychwalając swoich przyjaciół. To jest żałosne i to nie w tym dobrym znaczeniu tego słowa.

Każdy twórca treści będzie mówił o „Meta”. Jakiś idiota polujący na zaangażowanie odbiorców będzie obwiniał (albo „spalał”) muffinki, pogodę czy Czerwoną Pigułkę. Ludzie z czerwonej pigułki, którzy również polują na zaangażowanie [wyświetlenia], odpowiedzą, nazywając ich sukami, wdając się w kłótnie albo wysyłając zdjęcia wykresów, statystyk i infografik, przedstawiając wielką argumentację, dlaczego to, co robią faceci z czerwonej pigułki, jest dobre, adekwatne i użyteczne oraz iż „gdybyście tylko wiedzieli, co próbujemy osiągnąć, zgodzilibyście się ze mną i wygrałbym tę dyskusję”.

Czy kiedykolwiek wcześniej kłóciłeś się z kobietą? Możecie spierać się choćby o to, czy woda jest mokra, a ona prędzej umrze, niż przyzna ci choćby jedną kroplę racji. Nie możesz dyskutować z kobietami. Nie możesz wygrać z kobietami. Już samo próbowanie wygrania oznacza, iż przyznajesz, iż jesteś takim samym kawałkiem gówna jak ona. A choćby większym. Przynajmniej inni ludzie chcą się z nią bzykać i są gotowi ją okłamywać, żeby poczuła się lepiej.

Nikt nie jest obrońcą czerwonej pigułki. Nikt nie jest jego chorążym. Nie ma żadnego lidera. Nazywanie Rollo Tomassi „ojcem chrzestnym” miało być obelgą, z którą on się zgodził, ponieważ było to ironiczne. Uwierz mi. Jestem częścią tej społeczności i powinienem wiedzieć, jak głupio to brzmi.

Wszyscy tak bardzo martwią się o wizerunek. Kto jest dobrym facetem, kto jest złym facetem. Kto należy do grupy wewnętrznej, a kto do zewnętrznej, i jaka jest najlepsza grupa docelowa pod względem marketingowym, tylko iż przecież potrzebujemy masowego odbiorcy, a ten twórca treści albo tamten twórca treści sprawia, iż wyglądamy źle, bo wyciąga rzeczy z kontekstu. Ale nie możemy go wyrzucić, bo nie ma żadnych składek członkowskich, a Twitter zapłacił mi w tym miesiącu 70 dolarów, więc walczymy w słusznej sprawie.

Kiedy ostatni raz ktoś uprawiał seks z dziewczyną, a potem o tym napisał? Kiedy ostatni raz ktoś przeanalizował własne działania i doszedł do wniosku, czy były skuteczne, zamiast wygłaszać kazania niczym sekta Kultu Cargo, w której faceci są dobrymi bohaterami walczącymi ze złymi ludźmi i wykonującymi dzieło Ojca Chrzestnego?

Powiedziałbym, iż w 2016 roku. Wtedy wszyscy stracili rozum i całkowicie pogrążyli się w plemiennej polityce tożsamości. Feminizm wygrał, pakujcie manatki. Gra w Dwa Ognie jest o siódmej, albo zostańcie rogaczami [kukoldami].

Pisałem książki Fuccfiles, Frame i Dread od 2018 do 2023 roku. Nie uważam, żeby były czymś nowym albo przełomowym w przestrzeni czerwonej pigułki. To bardziej książki historyczne niż instrukcje obsługi. Gdybym ich nie napisał, nikt nie wiedziałby, czym jest ukryty kontrakt, „miły facet”, Przerażenie czy cokolwiek podobnego. Kiedy przestanę kłócić się online z feministkami i Mattem Walshem, ludzie powoli zaczną o tym zapominać. Muszę zaakceptować ten ukryty kontrakt: niezależnie od tego, ile się nauczysz, zastosujesz, udostępnisz albo napiszesz, jedyną osobą, którą każdy z nas może naprawić, jesteśmy my sami.

Ale nienawidzę tego całego omawiania zagadnienia z poziomu „meta”. Znudzone, ciężarne neurotyczne laski i ich armie starych panien rzucające jadem, żeby zabić nudę i dopełnić fundusz na wino, przeciwko drugiej fali Aktywistów na rzecz Praw Mężczyzn [MRA] udającej Czerwonej Pigułki. Mam tylko nadzieję, iż reszta z was uprawia seks, a internet jest fałszywy i żałosny.

Dla uczciwości, wiem, iż wielu z was tak robi. Dużo mówię o moim Patreonie i o facetach, którzy są tam ze mną. Nie pobieram tyle, ile powinienem i nie reklamuję tego tak mocno, jak powinienem. Mogłoby to być dobre źródło dochodu i mogłoby być znacznie większe. Ale nie po to istnieje. Jest po to, żeby wykonywać prawdziwą pracę… wiecie, uprawiać seks i być w tym dobrym.

To, co oni dają mnie, jest więcej warte niż to, co ja dałem wam wszystkim. Dają mi nadzieję, iż ludzie przez cały czas wymieniają się doświadczeniami, przez cały czas uczą się od siebie nawzajem, przez cały czas próbują nowych rzeczy i albo naprawiają swoje życie seksualne z żonami, albo zastępują je kimś bardziej chętnym.

Mogę z tym żyć. Chyba napiszę teraz kolejną książkę, bo co innego pozostaje, jak tylko grać piosenkę, podczas gdy Titanic tonie? Dodam fragment z nowej książki (po książce, która ukaże się tej jesieni), która ma wyjść w przyszłym roku. Roboczy tytuł: The Dog Walker.

W pierwszym szkicu zapisuję pomysły. Nie chcę zdradzać za dużo, ale jest to studium postaci z fabułą. W tym przypadku zabieram czytelnika w pewną podróż. Tak wielu facetów robi wszystko adekwatnie, przynajmniej według własnego przekonania, a mimo to zostają pokonani przez kobiety wokół nich.

To więc zwyczajne doświadczenie wyniesione do poziomu czegoś niezwykłego. W tym przypadku fragment ze środka historii, w którym bohater uczy się odpuszczać i akceptować ludzi takimi, jacy są. Scena zaczyna się od zakupu nowego kompletu pościeli, ponieważ poprzedni został zniszczony w weekend. Protagonista poznaje dziewczynę w bardziej niewymuszony, zdrowy sposób, oczekując innego rezultatu niż zazwyczaj, ale czeka go niespodzianka.

Nie zdążyłem choćby przećwiczyć otwarcia, tego przełamywacza lodów. Ona była w pracy i wszystko wydawało się pośpieszne. Jestem zdumiony, iż zaszedłem aż tak daleko. Kilka stolików jest zajętych. Grupa facetów spędzających czas po pracy, facet i dziewczyna w rogu ubrani elegancko oraz starszy mężczyzna czytający książkę przy piwie.

Prowadzę ją do baru, lekko dotykając dłonią jej dolnej części pleców. Wskakuje na stołek jak małe dziecko. Na ścianie telewizor pokazuje kobiecy tenis. Mecz właśnie się rozpoczął. Nie rozpoznaję zawodniczek.

„Nie sądziłem, iż przyjdziesz. Nie wiedziałem, iż moja dogłębna wiedza o liczbie nitek w tkaninie okaże się podniecająca”.

Muszę wiedzieć, z czym mam tutaj do czynienia. Czy ona jest zainteresowana, czy po prostu się nudzi? Czy to tylko darmowy drink, czy szansa na miłość? Po raz pierwszy od dawna jutro nic nie muszę robić. Mogę cieszyć się chwilą i przestać martwić się służbą wartowniczą, czyjąś żoną albo innymi bzdurami. Pomyśleć, iż świat w końcu przestał stawiać mnie przeciwko lwu nemejskiemu.

„Tak, zwykle kilka robię. Pracuję w sklepie i czytam w domu. Jesteś najciekawszym facetem, jakiego spotkałam od dłuższego czasu, więc pomyślałam: dlaczego nie?”

„Wielka pochwała”.

„Niekoniecznie. Po prostu się nudzę”. – Chichocze.

Nie potrafię stwierdzić, czy jest zdenerwowana, czy po prostu niespokojna. Co kilka sekund zmienia pozycję ciała. przez cały czas ma włosy związane w ten kok. Są wystarczająco długie, żeby utrzymać kształt, ale wystarczająco krótkie, żeby w kilku miejscach odstawały. Artystyczny nieład.

Kładzie rękę na barze. Kładę swoją dłoń na jej nadgarstku. Nie cofa się. Liczę do trzech i zabieram rękę.

„Czyli jesteś w wojsku?”

„Skąd wiedziałaś?”

Zawsze mówię kobietom, iż jestem księgowym. Dziewczyny, które nie cierpią wojska, nie dadzą mi szansy, co jest lepsze niż dziewczyny, które wojsko uwielbiają.

„Po fryzurze”.

Przeczesuję dłonią włosy, robiąc zakłopotany wyraz twarzy, jakbym został zdemaskowany.

„To musi oznaczać, iż dużo podróżujesz!”

„Właściwie tak. Prawie nigdy nie jestem w domu. Właśnie byłem przez miesiąc w San Diego, a niedługo wyjeżdżam do Seattle, a pod koniec roku na Hawaje i Guam”.

„To ekscytujące! Dlaczego brzmisz, jakbyś był tym zirytowany?”

Pochyla się i opiera głowę na dłoni.

Źródło: Can’t do it all

Zobacz na: Czego TY chcesz? | Rob i Chest Rockwell
Podstawowy błąd w rodzicielstwie: Jaka jest różnica między mamą tygrysicą a tatą wilkiem?

Idź do oryginalnego materiału