Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio mi się przytrafiło i co siedzi mi w głowie. Wyobraź sobie siedzę w samochodzie na obrzeżach Warszawy, patrzę w ekran GPS-a i próbuję zebrać się na odwagę. Adres się zgadza. To właśnie tutaj wszystko się rozstrzygnie, nie ma odwrotu. Biorę głęboki wdech, przekręcam kluczyk, jednym ruchem wysiadam z auta i idę jakieś pięćdziesiąt metrów w stronę kawiarni, na której szyldzie widnieje Raj Kawowy. No, cóż za nazwa, naprawdę cudownie ironiczna przemknęło mi przez głowę.
Zaraz mam wejść i spojrzeć w oczy TEJ kochance mojego męża, kobiecie, która rozwaliła nasz dom. Co o niej wiem? Prawdę mówiąc, niewiele. Wiem, iż nazywa ją Kociakiem (tak nazywa ją mój mąż), pracuje tu jako kelnerka. Siadam przy stoliku pod oknem i czekam, aż ktoś podejdzie, by przyjąć zamówienie. I widzę ją tak, to ona! Poznałam ją z fotki w telefonie. Idzie prosto do mnie. Minuty ciągną mi się jak wieczność serio, mogłabym z tych myśli książkę napisać.
Dzień dobry! mówi kelnerka. Zerkam na plakietkę. Kasia. Typowo choćby na imię mojego męża stać tylko na Kociak. Nie wiedząc, co czai się w mojej głowie, Kasia uśmiecha się i grzecznie kontynuuje:
Może podać Pani menu? Jak będzie Pani gotowa, proszę machnąć ręką.
Uśmiecham się najserdeczniej jak potrafię, cały czas śledząc ją wzrokiem jak pod jakimś mikroskopem. Jak to się stało, iż siedzę twarzą w twarz z dziewczyną mojego męża? Długa historia. Ale od początku…
Jestem z Marcinem od dziesięciu lat. Wydawało mi się, iż szczęśliwie. Mamy córkę Zosię, osiem lat. Marcin skoczyłby za nią w ogień, rozpuszcza ją jak śnieg na wiosnę. Ile razy mówiłam Po co jej kolejna lalka? Przecież już ma ich całą armię, on zawsze tylko się uśmiechał. Zosia kocha tatę nad życie, momentami wydaje mi się, iż bardziej niż mnie. Ale nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów z wykształcenia jestem psycholożką, pracuję jako psychoterapeutka i dobrze wiem, jak ważna jest dla dziewczynki miłość ojca. To podstawy zdrowych relacji w przyszłości.
Zawsze rozmawiałam z Marcinem o problemach, tłumaczyłam wszystko, szukaliśmy rozwiązań bez kłótni i afer. Przeciętna polska rodzina: mieszkanie na kredyt, samochód, działkowy domek pod Warszawą. A potem jak grom z jasnego nieba kochanka.
Dowiedziałam się przypadkiem. Kilka dni temu Marcin siedział pod prysznicem, gdy zadzwonił jego telefon. Krzyknął tylko:
To pewnie tata, odbierz, bo jestem w łazience!
Nigdy nigdy nie odbierałam za niego, ale tym razem sam się o to prosił. Podeszłam do komody, patrzę dzwoni ktoś inny, przez WhatsApp kontakt Kociak, a na zdjęciu młoda dziewczyna w objęciach mojego męża. Autentycznie zakręciło mi się w głowie. Zastanawiałam się, odebrać? Pogadać z nią? Zanim cokolwiek zrobiłam, dzwoniąca osoba się rozłączyła.
Już chciałam odłożyć telefon, gdy przyszła wiadomość: Marcinku, w przyszłym tygodniu mam grafik 2/2 od poniedziałku. Wpadnij pod koniec mojej zmiany do Raju Kawowego, chcę Cię poczęstować naszym najlepszym latte. Kocham Cię, tęsknię. No i jeszcze stos serduszek.
Odsunęłam się od tego telefonu, jakby to nie był Samsung tylko żmija. Niby nie chciałam wierzyć, ale zdjęcie, wiadomość wszystko jasne. Pozostaje pytanie: od kiedy? To przelotna znajomość czy coś poważniejszego? W sumie nie ma to znaczenia i tak dla mnie to był cios prosto w serce. Musiałam to przemyśleć.
Marcin wyszedł spod prysznica, spytał, czy jego tata dzwonił. Odpowiedziałam, iż nie zdążyłam odebrać, nie wiem kto, głowa mnie boli, muszę wyjść do apteki.
Ale do żadnej apteki nie dotarłam. Usiadłam na ławce w parku pod domem i myślałam, co robić. Jak prześledziłam nasze wspólne lata, nie umiałam wskazać momentu, kiedy coś się zaczęło psuć. Ale nie zamierzałam udawać, iż nic się nie stało. Jednocześnie nie jestem typem kobiety, która robi dzikie awantury czy roztrząsa wszystko na forum sąsiadów. Wolę usiąść i spokojnie pogadać, choćby miało mnie to drogo kosztować.
Moim pierwszym odruchem było po prostu zapytać Marcina, kim jest ta Kociak, ale wtedy musiałabym tłumaczyć, jak przeczytałam jego wiadomości. To nie jest mój styl.
Nagle przypomniało mi się, iż wiem, gdzie ona pracuje i kiedy jest w pracy. Widziałam choćby jej twarz na zdjęciu! Więc może pojadę, zobaczę ją na żywo, a może choćby spróbuję pogadać?
Następne dni były dla mnie koszmarem. Spałam po trzy godziny, zero apetytu. Udawałam, iż wszystko gra. Zosia patrzyła na mnie z troską, Marcin wzrokiem oceniającego śledczego. Na pytania odpowiadałam, iż mam masakryczny przypadek w pracy i jak przejdę superwizję, będzie lepiej. Zosia mnie tuliła, Marcin jakoś nie dowierzał.
W końcu nie wytrzymałam sama ze sobą i kiedy tylko przyszła odpowiednia chwila pojechałam do tej kawiarni. Musiałam.
***
Poproszę latte i jakiś deser powiedziałam, kiedy podeszła do mnie Kasia. Co polecasz?
Mamy świetny miodownik poleciła z uśmiechem.
W porządku, niech będzie miodownik.
Przyniosła zamówienie, prawie nie tknęłam kawy, miodownik taki sobie. O tej porze ludzi praktycznie brak. Wybrałam godzinę celowo, licząc, iż będzie okazja zamienić z Kasią kilka słów. Po dziesięciu minutach podeszła z delikatnym pytaniem:
Pani prawie nie ruszyła deseru. Coś nie tak? Może przynieść coś innego?
Nie, deser w porządku, po prostu brak mi apetytu. Za dużo myśli na raz.
Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać.
Nie przeszkadza pani, Kasiu. Właśnie się zastanawiam, co dalej. Zjeść ten deser, czy pójść złożyć pozew o rozwód? A pani, co by wybrała?
Zrobiła wielkie oczy. Przez chwilę myślałam, iż wybiegnie do kuchni.
Nigdy nie miałam takiego dylematu
A gdyby pani mąż panią zdradzał?
(Zamilkła, nie odpowiedziała.)
Postanowiłam zmienić temat.
Długo tu pani pracuje?
Prawie rok odpowiedziała niepewnie.
Studentka?
Tak.
Na jakim kierunku?
Warszawski Uniwersytet Kultury, kierunek artystyczny…
Fajnie. To pewnie wyobraźnia u pani działa bez zarzutu?
Hm nie wiem, czy rozumiem.
Mogłaby się pani wczuć w rolę zdradzonej żony? Albo kochanki?
Wyraźnie się spięła. I wtedy poczułam, iż nie powinnam tu przyjeżdżać. Zobaczyłam ją, no i co? Mam rzucać w nią zimnym latte albo wyciągnąć za kosmyk blond włosów? Przyniesie mi to ulgę? Nie. Uśmiechnęłam się krzywo.
Może rachunek, poproszę.
Zostawiłam na stole gotówkę, choćby hojny napiwek. Kasia popatrzyła przez okno nieco smutno.
***
Siedząc w tej kawiarni, podjęłam decyzję. Zorganizuję z Marcinem rocznicowy wieczór tak, jak planowaliśmy. Przecież Zosia czekała na ten dzień, malowała laurki. Nie odbiorę jej tej radości. A potem pogadam z Marcinem o wszystkim.
No i przyszedł ten dzień. Wspólna kolacja w naszej ulubionej restauracji, Zosia podskakuje z radości: dziesięć lat razem. To jaka to rocznica cynowa, drewniana? Sama nie wiem. Do końca trzymałam fason tylko dlatego, żeby nie popsuć Zosi święta. Kolacja się kończy, a Marcin, cały rozpromieniony, mówi do Zosi:
No to co, kto chce kawałek tortu?
Ja, ja! Największy krzyczy Zosia.
Kucharz wynosi tort ale nie, kelnerka prowadzi tort i aż wstrzymałam oddech. Przecież to Kasia Kociak, kochanka, jak zwał, tak zwał już nie miałam choćby wątpliwości. Kasia zostawiła tort i została przy stole. Marcin uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym odwrócił się do mnie:
Kochanie, z okazji rocznicy! Ten tort jest dla ciebie.
Do Zosi podszedł animator i zaprosił ją do zabawy. Spróbowałam się odezwać, ale głos utknął w gardle. Marcin spojrzał na mnie i oznajmił:
Wiem, iż już się z Kasią poznałyście.
Ta skinęła głową.
Nasza miłość przetrwa wszystko. Dziękuję, iż jesteś powiedział i próbował mnie objąć, ale się odsunęłam.
Możesz mi wytłumaczyć, o co tu chodzi?
To był żart. No taki głupi, wiem, może nieśmieszny. Wynajęliśmy agencję, która organizuje nietypowe imprezy zależało mi na czymś oryginalnym. Napisałem im scenariusz, obsadzili kochankę. Miała być lekka prowokacja, żeby trochę rozruszać nasze życie Ale ty, kochanie, masz taką klasę, tyle spokoju. Podziwiam cię!
Spojrzałam to na niego, to na Kasię byłam osłupiała.
To żart?! Ty nazywasz TO żartem?!
No tak Widzisz, Kasiu, to profesjonalna aktorka. Marcin zrobił zachęcający gest w jej stronę.
W sumie jeszcze się uczę wtrąciła się dziewczyna. Pracuję tu dorywczo, także w tej agencji. Pani, Pani Mileno, zachowała się Pani z klasą. Inne żony różnie reagują, bywa ostro. A Pani choćby napiwek dała!
Ja nie mam słów powiedziałam, już prawie krzyczałam. To ci się wydaje zabawne? Przed naszą rocznicą?
Kasia już niemal ulotniła się do kuchni, ale ją zatrzymałam.
Tobie brakuje pikanterii, tak? Proszę bardzo! złapałam tort i wysmarowałam nim Marcina po twarzy. Masz swoją niespodziankę!
Marcin próbował się wytrzeć. Ledwo potrafił złapać oddech.
Zwariowałaś?!
Nie, kochanie, po prostu trochę ożywienia! rzuciłam z uśmiechem, po czym wstałam i wyszłam z lokalu.
Milena! Co ty wyprawiasz? Przecież cię nie zdradziłem! wołał za mną Marcin.
Stanęłam w drzwiach i odwróciłam się z tą całą swoją złością:
Lepiej by było, gdybyś zdradził!
Podeszłam do Zosi, wzięłam ją za rękę i wyszłyśmy razem. Na dworze pogodne powietrze, chłodny wieczór. Wyciągnęłam płaszcz, roześmiałam się nagle, choć przez łzy.
Mama, co cię tak rozśmieszyło?
Nic, po prostu przypomniał mi się głupi żart.
Opowiesz mi?
Opowiem. Ale najpierw musimy poważnie porozmawiać. Przez jakiś czas będziemy mieszkać osobno od taty
Na zawsze? Zosia wbiła we mnie wielkie oczy.
Tego jeszcze nie wiem odpowiedziałam szczerze. Zobaczymy. Jesteś ze mną?
Jestem skinęła głowa Zosia.
I tak poszłyśmy przed siebie, ulicą oświetloną latarniami, każda z własnymi myślami, ale razem.














