Kochanka mojego męża Mila siedziała w samochodzie i wpatrywała się w ekran nawigacji. Wszystko się zgadzało – przyjechała dokładnie pod wskazany adres. Teraz pozostało już tylko zebrać w sobie całą odwagę i wykonać to, co zaplanowała. Głęboko odetchnęła, wysiadła z auta i ruszyła w kierunku niewielkiej kawiarni. Na szyldzie widniał napis: „Kawowy Raj”. „No proszę, nazwa strasznie ‘rajowa’”, przemknęło jej przez głowę. Wiedziała, iż zaraz będzie musiała tam wejść, ale w tej chwili niemal zabrakło jej siły woli. Może jednak wsiąść do samochodu i uciec jak najdalej? Nie, nie po to tu przyjechała. Wzięła za klamkę i otwierając drzwi weszła do środka. Teraz zobaczy JĄ – kochankę swojego męża, tę, która rozbiła im rodzinę. Co adekwatnie wie o tej dziewczynie? adekwatnie, to nie za dużo. Kiedyś zobaczyła jej zdjęcie przy kontakcie „Kociak” – tak nazywa ją jej mąż. Pracuje tu jako kelnerka. Mila zajęła stolik przy oknie i czekała, aż ktoś do niej podejdzie z kartą. Wreszcie zjawiła się kelnerka. Poznała ją od razu – to ta sama dziewczyna ze zdjęcia. Kilka sekund wydało się Mili całą wiecznością, przez głowę przebiegały jej dziesiątki myśli, które mogłyby się zmieścić w grubej powieści. – Dzień dobry! – powiedziała kelnerka, a wzrok Mili padł na jej identyfikator. „Kasia”. No tak, jej mąż nie grzeszy wyobraźnią, nazywać Kasię „kociakiem”. Tymczasem Kasia, nieświadoma szalejących w głowie klientki myśli, podała menu: – Proszę się zapoznać z kartą. Jak będzie pani gotowa, proszę zawołać. Mila posłała jej najszerwszy uśmiech i zaczęła analizować konkurentkę. Jak to się stało, iż właśnie teraz siedzi twarzą w twarz z kochanką męża? To cała historia… Ale zacznijmy od początku. Od dziesięciu lat Mila była szczęśliwą lub przynajmniej tak jej się wydawało – żoną Jacka. Mają ośmioletnią córkę, Marysię, która jest oczkiem w głowie ojca – ciągle ją rozpieszcza, a na pytania Mili dlaczego kupuje jej pięćdziesiątą lalkę, tylko się uśmiecha. Marysia kocha tatę, chwilami Mila ma wrażenie, iż bardziej niż ją samą, ale nie ma o to żalu. Mila jest psycholożką, pracuje jako terapeutka, doskonale wie, jak ważna jest dla dziewczynki miłość i obecność ojca. Stara się rozmawiać z mężem o wszystkich problemach, więc między nimi nie ma awantur ani konfliktów. Ich życie jest zupełnie zwyczajne: mieszkanie na kredyt, samochód, mały domek letniskowy pod Warszawą. Aż tu nagle – jak grom z jasnego nieba – kochanka! Dowiedziała się o niej przypadkiem kilka dni temu. Jacek był pod prysznicem, gdy zadzwonił jego telefon. – To pewnie tata, miał zadzwonić wieczorem! Odbierz, ja nie mogę – zawołał. Nigdy nie odbierała za niego, ale skoro sam poprosił… Już sięgała po telefon, gdy zobaczyła, iż to nie teść dzwoni, a „Kociak”. Na zdjęciu młoda dziewczyna w objęciach jej męża. Jak to rozumieć? Zakręciło jej się w głowie. Odpowiedzieć na połączenie czy nie? Zanim zdążyła zareagować, połączenie się przerwało. Chciała odejść od telefonu, jakby był jadowity, gdy przyszła wiadomość: „Jacku, w przyszłym tygodniu pracuję poniedziałki i czwartki. Wpadnij do ‘Kawowego Raju’ pod koniec zmiany, poczęstuję cię naszą kawą firmową. Kocham, tęsknię…” Dalej były emotki. Mila w tamtej chwili po prostu zamarła. To nie mógł być przypadek. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – jej mąż ma kochankę. Od kiedy? Czy to tylko przygoda czy coś poważnego? Tak czy inaczej – to cios, który ją powalił. Jacek wyszedł z łazienki, spytał, czy rozmawiała z ojcem. Powiedziała, iż nie zdążyła, i wyszła pod pretekstem kupna leków. Zamiast tego usiadła w parku niedaleko domu i zaczęła analizować całe ich życie, krok po kroku. Kiedy pojawiła się rysa w ich małżeństwie? Postanowiła jednak nie robić awantury. Zawsze wszystko stara się wyjaśniać spokojnie. Pierwsza myśl – po prostu zapytać Jacka wprost, ale musiałaby się przyznać, jak się dowiedziała… W końcu jednak przypomniała sobie nazwę kawiarni, grafik i wygląd „Kociaka”. Może powinna tam pojechać i raz na zawsze spojrzeć prawdzie w oczy? Przez kolejne dni prawie nie spała, nie jadła. Udawała przed mężem i dzieckiem, iż nic się nie dzieje. W końcu zdecydowała: pojadę do tej kawiarni i zobaczę ją na własne oczy. *** – Poproszę latte i jakiś deser, co pani poleca? – spytała Mila. – Nasz miodownik jest pyszny – odpowiedziała Kasia. – Dobrze, poproszę miodownik. Gdy „kochanka jej męża” przyniosła zamówienie, Mila prawie nie tknęła. Kawa przeciętna, miodownik jak wszędzie. Specjalnie przyszła rano, kiedy ruch jest mały i mogła zamienić z Kasią kilka słów. Po dziesięciu minutach Kasia podeszła: – Prawie nie ruszyła pani deseru. Nie smakuje? Przynieść coś innego? – Nie, to nie wina ciasta. Po prostu nie mam apetytu, dużo myślę – powiedziała Mila. – Przepraszam, nie będę przeszkadzać. – Ależ przeciwnie… – powiedziała Mila. – Właśnie się zastanawiam, co powinnam teraz zrobić. Czy zjeść deser, czy złożyć pozew o rozwód… Co by pani zrobiła? Kasia z jakimś niepokojem spojrzała na Milę. – Nigdy nie musiałam wybierać… – Ale gdyby się pani dowiedziała, iż mąż panią zdradza? Kasia zamilkła, a Mila zmieniła temat: – Długo tu pani pracuje? – Od roku – odpowiedziała ostrożnie Kasia. – Studiuje pani? – Tak, na Uniwersytecie Warszawskim. Kierunek: sztuka. – dodała cicho. – A łatwo pani wczuć się w rolę zdradzonej żony albo… kochanki? Kasia spuściła wzrok, wyraźnie spięta. Mila nagle pojęła, iż nie powinna tu przychodzić. Zobaczyła ją, i co z tego? Może powinna zrobić tu awanturę? Oblać kogoś kawą? Czy to coś zmieni? Na pewno nie. Poprosiła o rachunek. Kasia wróciła, a Mili już nie było. Na stole zostawiła pieniądze i… hojne napiwki. Kasia patrzyła przez okno i westchnęła. *** W kawiarni Mila podjęła decyzję. Świętują ich dziesiątą rocznicę, jak planowali, dla Marysi. Dziecko nie może tracić święta. Wiedziała, iż Marysia już wszystko zaplanowała, narysowała plakat na tę okazję. Potem, po święcie, porozmawia z Jackiem o wszystkim. W ulubionej włoskiej restauracji w centrum Warszawy świętują razem: ona, Jacek, Marysia – dziesięć lat razem. Biesiada dobiegała końca, gdy Jacek puścił oko do córki: – Co to za uroczystość bez tortu? – Chcę największy kawałek! – zawołała Marysia. Alek zawołał kelnerkę i… tort pojawił się przed nimi. Mila nie mogła uwierzyć własnym oczom: tort przyniosła Kasia, sama „Kociak”, kochanka jej męża. Nie mogła się mylić. Kasia postawiła tort i pozostawiła go na stole. Jacek się uśmiechnął i powiedział: – Kochanie, z okazji naszej rocznicy – ten tort jest dla ciebie. Zbliżył się animator i zabrał Marysię. Alek spojrzał na Milę i powiedział: – Jak widzę, znasz już Kasię. Kasia kiwnęła głową. – Wiesz, z naszą miłością przetrwamy wszystko. Dziękuję, iż jesteś. – próbował ją przytulić. – O co tu chodzi? – zapytała Mila. – To był żart, głupi kawał – powiedział Jacek. – Wynająłem agencję od nietypowych uroczystości. Piszą scenariusze, zatrudniają aktorów. W naszym przypadku – moja „zdrada”. Ale jesteś niezwykłą kobietą, podziwiam twoją siłę! – To znaczy, iż nie masz kochanki? – Nie! – A Kasia to aktorka? – Jeszcze studentka, dorabia w tej kawiarni i w agencji – odpowiedziała „kochanka”. – Ale mało która żona reaguje z taką klasą jak pani! Jedna raz wylała mi kawę na głowę, inna na cały lokal, a pani spokojnie, pogadała i jeszcze napiwek zostawiła. Mila była zdruzgotana. – To miałoby być śmieszne, Jacek? Uważasz, iż takie żarty są na miejscu?! – jej głos się załamał, prawie krzyczała. – Za co ty mnie tak ukarałeś?! Kasia chciała odejść, ale Mila gestem ją zatrzymała. Jacek po raz pierwszy widział swoją żonę taką roztrzęsioną. – Wiesz, jak przeżywałam te dni?! Jak ci przyszło do głowy robić taki żart przed naszym jubileuszem?! – Właśnie przez to, iż jesteś taka… powściągliwa. Brakuje w nas… pikanterii. Chciałem coś zmienić, ożywić nasze relacje. Wyszło głupio, przepraszam. Mila wzięła talerz z tortem i rozsmarowała go na twarzy Jacka. – Tu masz swoją pikanterię i nadzienie, wszystko naraz! Jacek nieporadnie próbował wytrzeć krem z twarzy. – Zwariowałaś? – Nie, kochanie – zaśpiewała Mila słodkim głosem – po prostu dodałam ci trochę emocji, jak chciałeś! I ruszyła do wyjścia. – O co ci chodzi?! Przecież cię nie zdradziłem! – krzyczał Jacek. Mila zatrzymała się, spojrzała na niego – Lepiej byś zdradził! Podeszła do córki, złapała ją za rękę i wyszły z kawiarni. Na ulicy Mila głęboko odetchnęła i nagle wybuchła śmiechem. – Mamo, co cię tak rozbawiło? – Ach, wspomniałam sobie kawałek. Ale najpierw musimy poważnie pogadać. Bo przez jakiś czas będziemy mieszkać oddzielnie od taty… – Na zawsze? – Marysia zrobiła wielkie oczy. – Nie wiem, czas pokaże. Jesteś ze mną? – Marysia przytaknęła. I ruszyły przed siebie wieczorną warszawską ulicą.

twojacena.pl 5 godzin temu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co ostatnio mi się przytrafiło i co siedzi mi w głowie. Wyobraź sobie siedzę w samochodzie na obrzeżach Warszawy, patrzę w ekran GPS-a i próbuję zebrać się na odwagę. Adres się zgadza. To właśnie tutaj wszystko się rozstrzygnie, nie ma odwrotu. Biorę głęboki wdech, przekręcam kluczyk, jednym ruchem wysiadam z auta i idę jakieś pięćdziesiąt metrów w stronę kawiarni, na której szyldzie widnieje Raj Kawowy. No, cóż za nazwa, naprawdę cudownie ironiczna przemknęło mi przez głowę.

Zaraz mam wejść i spojrzeć w oczy TEJ kochance mojego męża, kobiecie, która rozwaliła nasz dom. Co o niej wiem? Prawdę mówiąc, niewiele. Wiem, iż nazywa ją Kociakiem (tak nazywa ją mój mąż), pracuje tu jako kelnerka. Siadam przy stoliku pod oknem i czekam, aż ktoś podejdzie, by przyjąć zamówienie. I widzę ją tak, to ona! Poznałam ją z fotki w telefonie. Idzie prosto do mnie. Minuty ciągną mi się jak wieczność serio, mogłabym z tych myśli książkę napisać.

Dzień dobry! mówi kelnerka. Zerkam na plakietkę. Kasia. Typowo choćby na imię mojego męża stać tylko na Kociak. Nie wiedząc, co czai się w mojej głowie, Kasia uśmiecha się i grzecznie kontynuuje:
Może podać Pani menu? Jak będzie Pani gotowa, proszę machnąć ręką.

Uśmiecham się najserdeczniej jak potrafię, cały czas śledząc ją wzrokiem jak pod jakimś mikroskopem. Jak to się stało, iż siedzę twarzą w twarz z dziewczyną mojego męża? Długa historia. Ale od początku…

Jestem z Marcinem od dziesięciu lat. Wydawało mi się, iż szczęśliwie. Mamy córkę Zosię, osiem lat. Marcin skoczyłby za nią w ogień, rozpuszcza ją jak śnieg na wiosnę. Ile razy mówiłam Po co jej kolejna lalka? Przecież już ma ich całą armię, on zawsze tylko się uśmiechał. Zosia kocha tatę nad życie, momentami wydaje mi się, iż bardziej niż mnie. Ale nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów z wykształcenia jestem psycholożką, pracuję jako psychoterapeutka i dobrze wiem, jak ważna jest dla dziewczynki miłość ojca. To podstawy zdrowych relacji w przyszłości.

Zawsze rozmawiałam z Marcinem o problemach, tłumaczyłam wszystko, szukaliśmy rozwiązań bez kłótni i afer. Przeciętna polska rodzina: mieszkanie na kredyt, samochód, działkowy domek pod Warszawą. A potem jak grom z jasnego nieba kochanka.

Dowiedziałam się przypadkiem. Kilka dni temu Marcin siedział pod prysznicem, gdy zadzwonił jego telefon. Krzyknął tylko:
To pewnie tata, odbierz, bo jestem w łazience!

Nigdy nigdy nie odbierałam za niego, ale tym razem sam się o to prosił. Podeszłam do komody, patrzę dzwoni ktoś inny, przez WhatsApp kontakt Kociak, a na zdjęciu młoda dziewczyna w objęciach mojego męża. Autentycznie zakręciło mi się w głowie. Zastanawiałam się, odebrać? Pogadać z nią? Zanim cokolwiek zrobiłam, dzwoniąca osoba się rozłączyła.

Już chciałam odłożyć telefon, gdy przyszła wiadomość: Marcinku, w przyszłym tygodniu mam grafik 2/2 od poniedziałku. Wpadnij pod koniec mojej zmiany do Raju Kawowego, chcę Cię poczęstować naszym najlepszym latte. Kocham Cię, tęsknię. No i jeszcze stos serduszek.

Odsunęłam się od tego telefonu, jakby to nie był Samsung tylko żmija. Niby nie chciałam wierzyć, ale zdjęcie, wiadomość wszystko jasne. Pozostaje pytanie: od kiedy? To przelotna znajomość czy coś poważniejszego? W sumie nie ma to znaczenia i tak dla mnie to był cios prosto w serce. Musiałam to przemyśleć.

Marcin wyszedł spod prysznica, spytał, czy jego tata dzwonił. Odpowiedziałam, iż nie zdążyłam odebrać, nie wiem kto, głowa mnie boli, muszę wyjść do apteki.
Ale do żadnej apteki nie dotarłam. Usiadłam na ławce w parku pod domem i myślałam, co robić. Jak prześledziłam nasze wspólne lata, nie umiałam wskazać momentu, kiedy coś się zaczęło psuć. Ale nie zamierzałam udawać, iż nic się nie stało. Jednocześnie nie jestem typem kobiety, która robi dzikie awantury czy roztrząsa wszystko na forum sąsiadów. Wolę usiąść i spokojnie pogadać, choćby miało mnie to drogo kosztować.

Moim pierwszym odruchem było po prostu zapytać Marcina, kim jest ta Kociak, ale wtedy musiałabym tłumaczyć, jak przeczytałam jego wiadomości. To nie jest mój styl.

Nagle przypomniało mi się, iż wiem, gdzie ona pracuje i kiedy jest w pracy. Widziałam choćby jej twarz na zdjęciu! Więc może pojadę, zobaczę ją na żywo, a może choćby spróbuję pogadać?

Następne dni były dla mnie koszmarem. Spałam po trzy godziny, zero apetytu. Udawałam, iż wszystko gra. Zosia patrzyła na mnie z troską, Marcin wzrokiem oceniającego śledczego. Na pytania odpowiadałam, iż mam masakryczny przypadek w pracy i jak przejdę superwizję, będzie lepiej. Zosia mnie tuliła, Marcin jakoś nie dowierzał.

W końcu nie wytrzymałam sama ze sobą i kiedy tylko przyszła odpowiednia chwila pojechałam do tej kawiarni. Musiałam.

***
Poproszę latte i jakiś deser powiedziałam, kiedy podeszła do mnie Kasia. Co polecasz?
Mamy świetny miodownik poleciła z uśmiechem.
W porządku, niech będzie miodownik.

Przyniosła zamówienie, prawie nie tknęłam kawy, miodownik taki sobie. O tej porze ludzi praktycznie brak. Wybrałam godzinę celowo, licząc, iż będzie okazja zamienić z Kasią kilka słów. Po dziesięciu minutach podeszła z delikatnym pytaniem:
Pani prawie nie ruszyła deseru. Coś nie tak? Może przynieść coś innego?
Nie, deser w porządku, po prostu brak mi apetytu. Za dużo myśli na raz.
Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać.
Nie przeszkadza pani, Kasiu. Właśnie się zastanawiam, co dalej. Zjeść ten deser, czy pójść złożyć pozew o rozwód? A pani, co by wybrała?

Zrobiła wielkie oczy. Przez chwilę myślałam, iż wybiegnie do kuchni.
Nigdy nie miałam takiego dylematu
A gdyby pani mąż panią zdradzał?
(Zamilkła, nie odpowiedziała.)

Postanowiłam zmienić temat.
Długo tu pani pracuje?
Prawie rok odpowiedziała niepewnie.
Studentka?
Tak.
Na jakim kierunku?
Warszawski Uniwersytet Kultury, kierunek artystyczny…
Fajnie. To pewnie wyobraźnia u pani działa bez zarzutu?
Hm nie wiem, czy rozumiem.
Mogłaby się pani wczuć w rolę zdradzonej żony? Albo kochanki?

Wyraźnie się spięła. I wtedy poczułam, iż nie powinnam tu przyjeżdżać. Zobaczyłam ją, no i co? Mam rzucać w nią zimnym latte albo wyciągnąć za kosmyk blond włosów? Przyniesie mi to ulgę? Nie. Uśmiechnęłam się krzywo.
Może rachunek, poproszę.

Zostawiłam na stole gotówkę, choćby hojny napiwek. Kasia popatrzyła przez okno nieco smutno.

***
Siedząc w tej kawiarni, podjęłam decyzję. Zorganizuję z Marcinem rocznicowy wieczór tak, jak planowaliśmy. Przecież Zosia czekała na ten dzień, malowała laurki. Nie odbiorę jej tej radości. A potem pogadam z Marcinem o wszystkim.

No i przyszedł ten dzień. Wspólna kolacja w naszej ulubionej restauracji, Zosia podskakuje z radości: dziesięć lat razem. To jaka to rocznica cynowa, drewniana? Sama nie wiem. Do końca trzymałam fason tylko dlatego, żeby nie popsuć Zosi święta. Kolacja się kończy, a Marcin, cały rozpromieniony, mówi do Zosi:
No to co, kto chce kawałek tortu?
Ja, ja! Największy krzyczy Zosia.

Kucharz wynosi tort ale nie, kelnerka prowadzi tort i aż wstrzymałam oddech. Przecież to Kasia Kociak, kochanka, jak zwał, tak zwał już nie miałam choćby wątpliwości. Kasia zostawiła tort i została przy stole. Marcin uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym odwrócił się do mnie:
Kochanie, z okazji rocznicy! Ten tort jest dla ciebie.

Do Zosi podszedł animator i zaprosił ją do zabawy. Spróbowałam się odezwać, ale głos utknął w gardle. Marcin spojrzał na mnie i oznajmił:
Wiem, iż już się z Kasią poznałyście.
Ta skinęła głową.
Nasza miłość przetrwa wszystko. Dziękuję, iż jesteś powiedział i próbował mnie objąć, ale się odsunęłam.
Możesz mi wytłumaczyć, o co tu chodzi?
To był żart. No taki głupi, wiem, może nieśmieszny. Wynajęliśmy agencję, która organizuje nietypowe imprezy zależało mi na czymś oryginalnym. Napisałem im scenariusz, obsadzili kochankę. Miała być lekka prowokacja, żeby trochę rozruszać nasze życie Ale ty, kochanie, masz taką klasę, tyle spokoju. Podziwiam cię!

Spojrzałam to na niego, to na Kasię byłam osłupiała.
To żart?! Ty nazywasz TO żartem?!
No tak Widzisz, Kasiu, to profesjonalna aktorka. Marcin zrobił zachęcający gest w jej stronę.
W sumie jeszcze się uczę wtrąciła się dziewczyna. Pracuję tu dorywczo, także w tej agencji. Pani, Pani Mileno, zachowała się Pani z klasą. Inne żony różnie reagują, bywa ostro. A Pani choćby napiwek dała!
Ja nie mam słów powiedziałam, już prawie krzyczałam. To ci się wydaje zabawne? Przed naszą rocznicą?
Kasia już niemal ulotniła się do kuchni, ale ją zatrzymałam.
Tobie brakuje pikanterii, tak? Proszę bardzo! złapałam tort i wysmarowałam nim Marcina po twarzy. Masz swoją niespodziankę!

Marcin próbował się wytrzeć. Ledwo potrafił złapać oddech.
Zwariowałaś?!
Nie, kochanie, po prostu trochę ożywienia! rzuciłam z uśmiechem, po czym wstałam i wyszłam z lokalu.
Milena! Co ty wyprawiasz? Przecież cię nie zdradziłem! wołał za mną Marcin.

Stanęłam w drzwiach i odwróciłam się z tą całą swoją złością:
Lepiej by było, gdybyś zdradził!

Podeszłam do Zosi, wzięłam ją za rękę i wyszłyśmy razem. Na dworze pogodne powietrze, chłodny wieczór. Wyciągnęłam płaszcz, roześmiałam się nagle, choć przez łzy.

Mama, co cię tak rozśmieszyło?
Nic, po prostu przypomniał mi się głupi żart.
Opowiesz mi?
Opowiem. Ale najpierw musimy poważnie porozmawiać. Przez jakiś czas będziemy mieszkać osobno od taty
Na zawsze? Zosia wbiła we mnie wielkie oczy.
Tego jeszcze nie wiem odpowiedziałam szczerze. Zobaczymy. Jesteś ze mną?
Jestem skinęła głowa Zosia.

I tak poszłyśmy przed siebie, ulicą oświetloną latarniami, każda z własnymi myślami, ale razem.

Idź do oryginalnego materiału