Klientka restauracji apeluje o czujność. W WC znalazła kamerę. "Ścisnęło mnie w żołądku"

kobieta.gazeta.pl 1 godzina temu
Zwykła kolacja, wyjście do toalety i odkrycie, którego nikt się nie spodziewał. Klientka restauracji zauważyła kamerę pod deską sedesową. Urządzenie było podłączone do sieci, a sprawa gwałtownie trafiła na policję. "Chcę, by ludzie myśleli, gdy są w miejscach publicznych" - teraz apeluje do innych.
Są takie miejsca, w których automatycznie czujemy się bezpiecznie. Restauracyjna toaleta zwykle do nich należy. Wchodzimy tam bez zastanowienia i bez czujności, bo niby co mogłoby się wydarzyć. Historia pewnej 32-letniej Brytyjki pokazuje jednak, jak złudne bywa poczucie komfortu i jak cienka potrafi być granica prywatności.

REKLAMA







Zobacz wideo "Nie lubię ścianek i całego tego shitu. Chcę po prostu grać w filmach i robić muzę". Helena Englert w "Z bliska"



Czy kamera w toalecie jest legalna? Restauracja naruszyła prawa klientów
Wieczór w restauracji miał przebiegać spokojnie. Kolacja, rozmowa, randkowa atmosfera. Nic, co zapowiadałoby problem. Kobieta spędzała czas z partnerem w tajskiej restauracji Giggling Squid, mieszczącej się przy St Martin's Square w Leicester, w samym centrum miasta. Po posiłku postanowiła skorzystać z toalety. Dopiero gdy skończyła, jej wzrok przyciągnął drobny, ciemny element pod deską sedesową. Kontrast z białą ceramiką był na tyle wyraźny, iż trudno było go zignorować.
Odwróciłam się i spojrzałam w dół. Zobaczyłam czarną, okrągłą kropkę. Nie pasowała tam, bo toaleta była biała
- przyznała w rozmowie z BBC. Pod deską znajdowała się niewielka kamera. Była częściowo zamaskowana, ale wprawne oko mogło dostrzec ją bez większego problemu. Obiektyw urządzenia był skierowany wprost na osobę korzystającą z toalety.
Po prostu tam była, mała kamera, jakieś wystające przewody, a do tego powerbank owinięty papierowym ręcznikiem. W jednej chwili ścisnęło mnie w żołądku
- wspominała Brytyjka.


Jak później ustalono, kamera miała połączenie z internetem, co oznaczało możliwość transmisji obrazu na żywo. Zszokowana klientka natychmiast zgłosiła sprawę obsłudze lokalu, a następnie powiadomiono policję hrabstwa Leicestershire. Funkcjonariusze zabezpieczyli urządzenie do dalszej analizy, sprawdzili monitoring restauracji i rozpoczęli rozmowy z personelem. Na tym etapie nie dokonano żadnych zatrzymań, a postępowanie wciąż trwa.



Dla poszkodowanej nie był to jednak wyłącznie incydent techniczny. Odkrycie kamery wywołało silne poczucie naruszenia prywatności i trudne emocje, które pojawiły się już po opuszczeniu restauracji i nie zniknęły wraz z upływem czasu.
To sprawia, iż źle się czuję. Próbowałam się od tego zdystansować, ale ktokolwiek to zrobił, wygrał
- żaliła się.






Co grozi za nagrywanie nagości? W polskim prawie mówi o tym paragraf
Historia kobiety pokazała, jak łatwo w przestrzeni publicznej przekroczyć granicę prywatności, zwłaszcza gdy technologia staje się coraz mniejsza i trudniejsza do zauważenia. W tej sytuacji szczególnie niepokojąca jest skala potencjalnego problemu. Z toalety mogło korzystać wiele osób, zupełnie nieświadomych, iż są obserwowane.
Właśnie dlatego Brytyjka zdecydowała się opowiedzieć o swoim doświadczeniu. Nie chodziło o rozgłos, ale o ostrzeżenie innych i zwrócenie uwagi na coś, co do tej pory pozostawało poza czujnością. Jak podkreślała, zagrożenie może pojawić się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.



Chcę, by ludzie myśleli, gdy są w miejscach publicznych. By rozglądali się wszędzie, choćby tam, gdzie nigdy nie przyszłoby im do głowy, iż może być niebezpiecznie
- wyjaśniła.


Gdyby do podobnej sytuacji doszło w Polsce, nie zostałaby potraktowana jako incydent bez konsekwencji. Ukryte nagrywanie w toalecie podlega pod art. 191a Kodeksu karnego, który dotyczy utrwalania wizerunku osoby nagiej lub podczas czynności intymnych bez jej zgody. Za takie działanie grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Co ważne, odpowiedzialność karna nie zależy od tego, czy nagranie zostało później rozpowszechnione, czy też nie. Już samo jego wykonanie może stanowić przestępstwo. Dodatkowo w grę wchodziłoby także naruszenie prywatności i dóbr osobistych, co otwierałoby drogę do roszczeń cywilnych. Czy rozglądasz się za ukrytymi kamerami w miejscach publicznych? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału