Kilka miesięcy temu zaczęłam tworzyć treści do mediów społecznościowych. Nie dlatego, iż pragnę być sławna. Nie dlatego, iż szukam uznania czy podziwu. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Lubię nagrywać przepisy, pokazywać codzienne chwile z moją córką Zosią, drobne momenty z naszego domu. Wszystko naturalnie, bez upiększania, bez reżyserii, kompletnie nieprofesjonalnie. To zwykłe filmiki z kuchni czy salonu, gdy robię codzienne rzeczy.
Od samego początku mój mąż, Paweł, zaczął się czuć z tym nieswojo. Najpierw rzucał aluzje po co mi to, kto chciałby mnie oglądać, czemu adekwatnie wrzucam te nagrania. Tłumaczyłam mu, iż nie oczekuję niczego konkretnego, iż zwyczajnie mnie to odpręża. Ale on nie mógł tego zrozumieć.
Pewnego dnia powiedział mi wprost, iż chcę w ten sposób zwrócić na siebie uwagę innych mężczyzn. Żeby mnie podziwiali, oglądali. Zamilkłam, bo nie pojmowałam, skąd ten pomysł. Przecież moje filmy to głównie gotowanie, śniadaniówka Zosi lub przepis, który mi się szczególnie udał. Nie występuję w bikini, nie tańczę, nie pokazuję swojego ciała.
Najbardziej absurdalne jest to, iż mam tylko 99 obserwatorów. Dziewięćdziesiąt dziewięć! Połowa z nich to rodzina kuzynki, ciocie, przyjaciele ze szkoły. Pokazałam mu to. Pokazałam komentarze. Miałam nadzieję, iż to go uspokoi, ale w jego oczach nie chodziło o liczbę, tylko o motywację. Powtarzał, iż czegoś szukam.
Zaczęły się kłótnie. Za każdym razem, gdy sięgałam po telefon, by coś nagrać, Paweł patrzył na mnie podejrzliwie. jeżeli dodałam coś nowego, zaraz pytał, kto to obejrzał. Gdy ktoś zostawił buźkę, traktował to jak flirt. Kiedyś zażądał, żebym pokazała mu swoje prywatne wiadomości, choć nie miałam nic do ukrycia. Stwierdził, iż to brak szacunku wobec niego jako męża.
Doszło do tego, iż przestałam nagrywać z radością. Zaczęłam zastanawiać się dwa razy, zanim cokolwiek wrzuciłam w sieci. Ciągle czułam się obserwowana. Moje hobby stało się źródłem stresu i napięcia. Paweł powtarzał, iż się zmieniam, iż już nie jestem tą samą kobietą, iż teraz chcę się wystawiać. A ja po prostu czułam, iż cokolwiek zrobię, i tak będzie źle odbierane.
Nadal wrzucam coś od czasu do czasu. Nie dlatego, iż nie chcę robić tego częściej, tylko dlatego, iż każda publikacja to pretekst do kolejnej awantury.
Nie wiem, co zrobić.












