Kiedyś byłaś w porządku

twojacena.pl 3 godzin temu

– Daj, wykręć pięćdziesiątka? Nie mam kasy, a benzyna prawie w zerze skończył się głosowy od kolegi.

Daria otworzyła bankowomobilną aplikację, stuknęła w przelew i pięć złotych poleciało do Leszka w sekundę. Szybciej, niż zdążyła dokończyć wkurzoną myśl.

Dzięki, kochanie, jesteś najfajniejsza! wiadomość przybyła po minucie.

Odłożyła telefon i wpatrzyła się w sufit swojej sypialni. Najfajniejsza, tak. Kto inny prześle kasę o jedenastej w nocy, nie zadając pytań? Kto nie przypomni o tych trzechset złotych, które pożyczyli dwa tygodnie temu?

Pół roku temu było inaczej. Daria, Leszek, Łucja i Krzysiek zarabiali mniej więcej tyle samo plus minus pięć tysięcy złotych, niewiele. Dzielili się pizzą po równo, rozkładali rachunek w knajpie na czwórkę, nikt nie liczył cudzych pieniędzy. Potem Daria obroniła pracę magisterską, dostała awans i przeniosła się do innego działu.

I pensja jej poszybowała w cztery razy. Nie pół, nie dwa, cztery.

Na początku nie zauważyła, iż coś się zmieniło. Przez pierwsze dwa miesiące żyła jak dawniej: odkładała na czarną godzinę, kupowała jedzenie w promocji, liczyła każdy wydatek ponad tysiąc. Nawyk. Ale przyjaciele od razu poczuli, iż coś się zmieniło, jakby na czole jej pojawił się neon: Teraz jestem milionerką, wbijajcie.

Daria usiadła na łóżku, przyciągnęła kolana do klatki. Przypomniała sobie ten wieczór pierwsze spotkanie po podwyżce. Łucja przyniosła tani napój, Krzysiek worek chipsów. Leszek przyszedł z pustymi rękami, ale z szerokim uśmiechem.

Daria zamówiła sushi, kupiła porządne napoje, ser, owoce. Jak zwykle podzieliła koszt na cztery i wrzuciła informację do grupowego czatu. Nikt nie przelał grosza. Czekała dzień, dwa, tydzień. W końcu napisała przypomnienie: miłe, z uśmiechniętą buźką.

Daj, co ty? Teraz kury nie skubią ci pieniędzy, odparła Łucja.
Nie przejmujcie się, następnym razem się podzielimy dorzucił Krzysiek.

Kolejnego razu nie było. A przynajmniej było, ale wszystko powtórzyło się. Daria nakryła stół, przyjaciele przyszli, jedli i znowu wszystko zapłaciła ona.

W końcu Daria zapytała wprost, siedząc przy jej kuchennym stole, kiedy dopijali makaron, który gotowała dwie godziny.

Słuchajcie, jak będziemy rozdzielać koszty? Wydaję na nas wszystkich około pięciu tysięcy złotych.

Leszek zaparował się winem. Łucja szeroko otworzyła oczy. Krzysiek udawał, iż dogłębnie przygląda się wzorowi na obrusie.

Dariusiu, zaczęła Łucja tonem, jakby rozmawiała z kapryśnym dzieckiem, teraz jesteś bogata. Dla ciebie pięć tysięcy to jak dla nas pięćset złotych.
Dokładnie, podciągnął Leszek. Nie zbankrutujesz, a my i tak mamy kopa.
Daria, nie szczędź, poklepał ją Krzysiek po ramieniu. Jesteśmy kumplami.

Kumple pomyślała Daria, skinęła głową, uśmiechnęła się i zamknęła ten niewygodny temat. Nie chciała kłótni, nie chciała wyjść na skąpca, który liczy grosze przy sześciocyfrowej pensji. Po tamtym wieczorze zaczęła rzadziej zapraszać ich do siebie, wymyślając pracę, zmęczenie, plany. Czasem kłamała, tylko po to, żeby nie czuć się wykorzystywana.

Wypady na zakupy zamieniły się w torturę. Za każdym razem ktoś zapomniał portfela, nie zdążył wypłacić gotówki, zostawił kartę w domu. Dwa tysiące tutaj, trzy tysiące tam. Daria podrekała, bo odmawiać było kłopotliwe, kiedy za tobą stał kolejny.

Ale pieniądze nigdy nie wracały. Nigdy.

Nadszedł sylwester. Trzydziestego pierwszego grudnia. Daria stała pośrodku salonu, patrząc na nakryty stół. Sałatka jarzynowa, śledź pod pierzyną, pieczony kurczak, wędliny, stertę mandarynek w kryształowej misce. Wszystko piękne, świąteczne. Wszystko na jej koszt.

Nie planowała świętować z nimi. Chciała być sama, obejrzeć jakiś głupi noworoczny film, położyć się spać po drugiej. Ale przyjaciele sami się napierdzili.

Daria, co ty będziesz sama w Sylwestra? Przyjdziemy, będzie wesoło!
Twoje mieszkanie jest duże, każdy znajdzie miejsce!
Nie zostawisz nas samego?

Zgodziła się, bo wciąż miała nadzieję. Może w końcu się zmienili. Może przyniosą coś, dorzucą kasę, chociaż podziękują.

Telewizor mruczał w tle. Daria poprawiła błyszczącą bombkę na sztucznej choince i zerknęła na zegar. Jedenaście. Zaraz przyjdą. Dzwonek do domofonu rozległ się wprawie dwunastej. Łucja wpadła pierwsza, w chmurze słodkich perfum i brokatu.

Dario! Szczęśliwego Nowego! Przyniosłam prezencik!

Za nią wpadli Leszek i Krzysiek.

O, stół super! rozłożył się Krzysiek na kanapie i od razu sięga po sałatkę jarzynową. Daria, jesteś niezła. Nie jadłem od rana.

Daria przyniosła kieliszki, nalała napoje. Uczcili miniony rok, nowy, przyjaźń. Uśmiechała się, mówiła adekwatne słowa. W środku coś drążyło, ale nie pozwoliła mu wyjść. Nie teraz. Nie w dziesięć minut przed północą.

Pod dzwonienie zegara Daria wymyśliła życzenie. Żeby kolejny rok był uczciwszy.

Prezenty! zakrzyknęła Łucja. Otwieramy!

Daria podała paczki przyjaciołom.

Trzymaj, Daria! wrzuciła Łucja pakunek.

W środku żel pod prysznic o zapachu arbuza.

Dzięki, wyciągnęła żel, kręcąc w rękach. Arbuz. Fajnie.
Od mnie! podał Krzysiek swój pakunek.

Skarpety. Czerwone, z reniferami. Cena nie została odcięta sto dwadzieścia złotych.

Super, odłożyła skarpetki na bok.
I ode mnie! Leszek wręczył małe pudełko.

Bombki choinkowe. Trzy sztuki, plastikowe, z łuszczącą się farbą.

Daria spojrzała na prezenty: żel, skarpetki, bombki. Łączna wartość trzysto złotych, nie więcej. Kiwnęła głową do siebie. W porządku. Wszystko w porządku.

A teraz otwierajcie moje, powiedziała.

Łucja najpierw rozdarła opakowanie. W środku planer, cukierki i skarpetki z reniferami, ale ładniejsze.

Krzysiek dostał zestaw do golenia i słodycze. Leszek termos i szalik.

Wszyscy trójka wyciągnęli twarze w jednym geście, jakby wcześniej to ćwiczyli.

Eee, mruknęła Łucja, przyglądając się planerowi. Daria, to wszystko?
Co masz na myśli?
No, machnęła planerem w powietrzu, prezent? To całość?

Daria odłożyła się na oparcie, skrzyżowała nogi.

Tak. Coś nie tak?
Daria, wtrącił Leszek, my myśleliśmy, iż no, wydasz na nas coś porządną. Możesz sobie pozwolić.
Daję wam to, co wy mi dajecie, powiedziała spokojnie. W przybliżeniu w tej samej cenie. To uczciwe.
Nieuczciwe! podniosła głos Łucja. Ty zarabiasz setki razy więcej niż my!
Cztery razy. I to nie znaczy, iż muszę wydawać na was więcej, niż wy na mnie.
Musisz! podskoczyła Łucja. Jesteśmy przyjaciółmi! Przyjaciele powinni się dzielić!

Daria patrzyła na nią z dołu do góry. Na zarumienioną twarz, na brokat w włosach, na drżące od gniewu usta.

Dzielić? zapytała. Od pół roku płacę wszystko. Każde nasze spotkanie na mój koszt. Długość długów nie spłacacie. Przychodzicie z pustymi rękami i zjadacie moje jedzenie. A teraz mówicie, iż mam płacić?
Jesteś skąpa, rzucił Krzysiek. Po prostu skąpa. Masz hajs, a zachowujesz się jak biedna.
Zachowuję się jak człowiek, którego ma dosyć bycia wykorzystywanym. wstała Daria. W tym roku zadłużyliście się wobec mnie nieźle. Ani grosza nie oddaliście. Dziś stół kosztował mnie piętnaście tysięcy złotych. Czy podzieliliście się? Nie. Czy chociaż zaproponowaliście? Nie. Po prostu przyszliście, usiedliście i jedliście.
Bo jesteś bogata! wykrzyknęła Łucja. Dla ciebie to grosik!
Bez względu na to, czy to grosik, czy miliony. Liczy się to, iż to moje pieniądze. Moje. Zarobiłam je. I nie muszę ich wydawać na ludzi, którzy traktują mnie jak portfel z nóżkami.

Cisza. Krzysiek głośno westchnął. Leszek odwrócił się w stronę okna. Łucja stała z czerwonymi plamami na policzkach, planer przez cały czas w ręce.

Zmieniłaś się, powiedziała cicho. Kiedyś byłaś normalna.

Łucja rzuciła planer na kanapę.

Chodźmy, chłopaki. Nic tu nie ma do roboty.

Zbierali się po cichu, zakładali kurtki, wkładali buty, nie patrząc na nią. Leszek w końcu odwrócił się przy drzwiach.

Szkoda, iż tak, Daria. Przez tyle lat byliśmy przyjaciółmi.
Byliśmy, przyznała. A potem zdecydowaliście, iż mam was utrzymywać.

Drzwi trzasknęły. Kroki na schodach ucichły. Daria została sama w mieszkaniu, w którym pachniało sałatką jarzynową i spłonąłymi fajerwerkami.

Usiadła znów przy stole, nalała sobie wino, zjadła łyżkę sałatki domowy majonez, smakował wyśmienicie. Wzięła mandarynkę, potem jeszcze jedną. Telewizor puszczał Irenę w Zielonej Szkocji. Daria uśmiechnęła się, sięgnęła po telefon. Najpierw zablokowała Łucję, potem Leszka, potem Krzysia. Usunęła ich ze znajomych we wszystkich mediach, wyczyściła czaty.

Ta przyjaźń nie przetrwała próby pieniędzy. Myślała, iż przyjaciele zostaną przyjaciółmi, niezależnie od zer w pensji. Okazało się, iż kasa działa jak papierki lakmusowe: pokazuje, kto jest przy tobie dla ciebie, a kto dla twojego portfela.

Zjadła resztę sałatki, otuliła się kocem, przestawiła kanał. Na zewnątrz ktoś odpalał fajerwerki. Kolorowe wybuchy rozświetlały niebo nad dachami. Patrzyła na nie i uśmiechała się. Nie smutny uśmiech, nie wymuszony prawdziwy.

To nie koniec. Znajdzie innych ludzi. Tych, co będą ją cenić z pieniędzmi albo bez. Tych, co nie będą liczyć jej pensji i planować, ile mogą z niej wyciągnąć.

Mandarynki pachniały świętami i dzieciństwem. Daria obrała kolejną, podzieliła na cząstki, wsunęła do ust. Słodka. Soczysta. Idealna.

Szczęśliwego Nowego, Daria. Szczęśliwego życia szepnęła do siebie.

Idź do oryginalnego materiału