Wiesz, muszę ci coś opowiedzieć. Wiesz, jak Basia Kowalska od lat pracuje w tej małej kawiarence Pod Mostem w Krakowie? Ona tam zna każdego stałego klienta już z daleka wie, kto co zamawia i jaką kawę lubią.
Ale w środę, w samo południe, wszedł ktoś zupełnie nowy starszy pan w znoszonym płaszczu, z małą materiałową torbą na ramieniu. Wybrał sobie stolik w rogu, powoli usiadł, otworzył portfel i zaczął liczyć drobniaki drżącymi dłońmi. Basia tylko z daleka na niego zerkała i coś jej ścisnęło serce.
Podchodząc po zamówienie, usłyszała szept:
Poproszę kawę na więcej nie mogę sobie pozwolić.
Basia tylko skinęła głową, ale aż ją zakłuło w środku. No bo jak to człowiek w tym wieku musi się zastanawiać, czy jemu starczy na cokolwiek więcej niż filiżankę kawy? Wróciła do kasy, wyjęła z własnego portfela trzydzieści złotych i zapłaciła za tego pana cały obiad ciepłą zupę i kanapkę z serem. Gdy zaniosła mu jedzenie, facet spojrzał zaskoczony i trochę niepewny.
Ale ja nie zamawiałem
To jest w ramach naszej kawiarni uśmiechnęła się ciepło Basia.
Wiesz, oczy mu się zaszkliły.
Dziękuję pani Przypomina mi pani osobę, którą kiedyś znałem
Jadł bardzo powoli, delektował się każdym kęsem, a przy wyjściu Basia podała mu jeszcze rachunek z numerem telefonu kawiarni tak na wszelki wypadek, na czarną godzinę.
Dzisiaj mnie pani uratowała wyszeptał cicho i wyszedł.
Basia uśmiechnęła się sama do siebie. Pewnie po prostu uznała, iż to mała rzecz, o której zapomni.
Minęły jakieś dwie godziny, dzwoneczek przy drzwiach zadźwięczał znacznie głośniej. Do środka weszło dwóch policjantów w mundurach.
Przepraszamy, czy rozpoznaje pani tego mężczyznę?
Wyjęli zdjęcie to był właśnie ten staruszek. Basi zaschło w gardle.
Co się stało? Nic mu nie jest?
Jeden z policjantów westchnął patrząc na kolegę:
Znalazła go straż miejska nad Wisłą Zmarł niedawno.
Basia zakryła usta dłonią.
Przecież on był tu chwilę temu
Policjant podał jej złożoną kartkę.
W jego kieszeni był paragon z nazwą kawiarni i pani numerem. Wygląda na to, iż była pani ostatnią osobą, z którą rozmawiał.
Ręce Basi się trzęsły, gdy otwierała kartkę. Tam, równiutkim pismem było napisane:
Dobrej kelnerce: dziękuję, iż potraktowała mnie pani dzisiaj po ludzku. Dała mi pani odrobinę ciepła, gdy prawie go już nie czułem. Teraz mogę odejść spokojnie.
Basia nie mogła się powstrzymać i popłynęły jej łzy. Nie ze smutku, a raczej z takiego cichego, głębokiego zrozumienia, iż czasem drobiazg jakiś mały, serdeczny gest staje się ostatnim światłem dla kogoś, kto bardzo go potrzebuje.
Policjanci wychodzili w absolutnej ciszy.
On nie miał nikogo bliskiego powiedział cicho jeden z nich. Dobrze, iż dziś trafił właśnie na panią.
Basia mocno przytuliła kartkę do piersi.
Od tego dnia co najmniej raz dziennie płaci komuś nieznajomemu za obiad. Nie z litości, tylko z miłości do człowieka, którego znała zaledwie godzinę a który zmienił ją na zawsze.








