— Ja tam zdecydowałem: w sobotę jadę do matki. Na jakieś trzy miesiące. Słowa spadły na stół między talerz ze smażonymi ziemniakami a sałatką. Spadły lekko, zwyczajnie, jak okruszki chleba. Tadeusz Wilczyński wypowiedział je, nie odrywając wzroku od jedzenia, zajęty nabijaniem na widelec rumianego kawałka kurczaka. Dla niego to była zamknięta sprawa, niewymagająca dyskusji. Zwykły […]