— Ja tu postanowiłem, w sobotę jadę do mamy. Na trzy miesiące, chyba. Słowa spadły na stół między talerzem smażonych ziemniaków a sałatką. Spadły lekko, zwykłe, jak okruszki chleba. Przemysław Zawadzki wypowiedział je, nie odrywając się od jedzenia, w skupieniu nabijając na widelec rumianego kawałka kurczaka. Dla niego to była rzecz postanowiona, niewymagająca dyskusji. Fakt […]