Jak teściowa odebrała nam syna: Odkąd się ożenił, nie odwiedza nas, tylko ciągle jest u żony i jej m…

polregion.pl 5 godzin temu

Jak teściowa przejęła naszego syna

Odkąd nasz syn się ożenił, równie dobrze mógłby wyjechać na Syberię zniknął z naszego życia szybciej, niż bilety na koncert Dawida Podsiadły. A wszystko przez jego, no właśnie, teściową. Tam, u pani Jadwigi, zawsze coś się dzieje raz kran cieknie, potem znowu pralka wyje jak syrena strażacka, a półka w kuchni ma więcej dramatyzmu niż niejedna telenowela.

Syn, Paweł, od ponad dwóch lat mężem jest. Po ślubie, tak jak Bóg przykazał (albo raczej rodzice podpowiedzieli), młodzi zamieszkali osobno. Oczywiście w tym samym mieszkaniu na Żoliborzu, które kupiliśmy Pawłowi na studiach. Tak się trafiło, iż do pracy miał tam rzut beretem, więc nie mieszkaliśmy już razem jeszcze nim wymienił pierścionki z Marceliną.

Nie powiem, iż Marcelina od razu przypadła mi do gustu. Owszem miła z niej dziewczyna, ale jakby jej brakowało powagi do życia. Paweł starszy od niej ledwie dwa lata, a różnica w zachowaniu jakby był jej opiekunem prawnym, nie mężem. Marcelina często była marudna, czasem choćby fochy stroiła, aż się zastanawiałam, czy na pewno wie, na co się pisze, wychodząc za mąż.

No i poznałam jej matkę, czyli legendarną panią Jadzię. Kobieta w moim wieku, a zachowuje się, jakby zatrzymała się na etapie wieczna nastolatka. Szczerze, niektórzy z wiekiem robią się coraz bardziej dziecinni i mam wrażenie, iż pani Jadzia to przykład podręcznikowy. Rekordy bije też w liczbie rozwodów na ślub córki przyszła już po szóstej zmianie nazwiska! I o czym tu z takim człowiekiem rozmawiać? Poza ospałymi dziękujemy, powodzenia raczej wiele się nie odzywamy.

Pierwsze sygnały, iż coś jest nie tak, pojawiły się tuż przed ślubem, bo Marcelina ciągle zaciągała Pawła do swojej mamy a to naprawić cieknący kran, a to zamontować światło, a to znów półka spadła, bo przecież półki same spadają w domach, gdzie nie ma faceta. Na początku uznałam, iż to normalne nie ma tam męskiej ręki, ktoś musi pomóc, trudno, może się jej odwdzięczymy, jak się przeziębi.

Ale minęły miesiące, a remonty u pani Jadwigi nie ustały. Syn coraz częściej odmawiał spotkań u nas, bo wiecznie musiał jechać do swojej teściowej. choćby święta zaczęli tam urządzać, a u nas przy stole zostałam ja, dziadek Antoni i moja własna, już chyba lekko obrażona na los, teściowa.

Mało tego, Paweł przestał przychodzić na rodzinne uroczystości no trudno, chłopak dorasta, żona, praca Ale jak już przestał nam samym pomagać, to mi gul skoczył.

Kiedyś kupiliśmy nową lodówkę, poprosiliśmy syna, żeby pomógł wnieść na czwarte piętro (windy dalej brak, choć Zbigniew na trzecim piętrze obiecuje ją załatwić już trzy lata). Paweł najpierw zgodził się, ale zadzwonił tuż przed, iż nie da rady, bo pralka u teściowej znowu cieknie. Mąż, Bogdan, włączył się wtedy do rozmowy i słyszymy w tle, jak Marcelina rzuca: A jakbyście ekipę przeprowadzkową nie mogli zamówić?. Syn w końcu przyszedł, ale jego mina mówiła wszystko wstawi nam lodówkę, ale na pewno nas za to nie pokocha.

Tato, serio, nie mogłeś kogoś wynająć, żeby to wnieśli? Teraz plecy będę leczył przez tydzień!

Tego już było za wiele. Zestresowana i zła pomyślałam: dlaczego pani Jadzia sama nie wezwie hydraulika? Może ona żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie nie ma fachowców i są tylko zięciowie na wezwanie? Paweł na to, iż oszukują, zgarną kasę i nic nie naprawią, a mama Marceliny nie ma głowy do kłopotów.

Wtedy Bogdan nie wytrzymał i rzucił do Pawła, iż może teściowa nie ogarnia sprzętów domowych, ale owce by wyprowadziła na pole jak nikt inny, bo jedną już sobie świetnie prowadzi oczywiście chodziło o naszego syna Paweł się wściekł i wyszedł trzaskając drzwiami. Ja siedziałam cicho, bo serce mówiło, iż mąż miał rację, choć usta podpowiadały jeszcze przez Pawła się pokłócimy.

Po tej kłótni, Paweł nie odzywa się do ojca już dwa tygodnie. Bogdan też święty nie jest, bo dumny jak paw i pierwszy nie wyciągnie ręki. Ja zaś stoję jak ten bocian na jednej nodze: rozdarcie totalne. Mąż mówi, żebym sobie dała spokój i tak go nie da się wyprowadzić z pod skrzydeł teściowej. Syn z kolei żąda przeprosin od ojca, bo go obraził. W tej całej sytuacji najlepiej radzi sobie a jakże, pani Jadzia! Ona zawsze coś wymyśli, żeby wszyscy byli zajęci jej sprawami.

W życiu liczy się równowaga, ale u nas ostatnio tylko teściowa ją trzyma: bo jak już przejęła jednego zięcia, to łatwiej jej udawać, iż nie widzi całej tej rodzinnej komedii pomyłek.

Idź do oryginalnego materiału