Szymonie, bagażnik! Bagażnik się otworzył, zatrzymaj auto! wykrzykiwała Marcelina, ale już czuła, iż wszystko przepadło. Rzeczy wysypywały się z bagażnika na trasę. Samochody jadące za nimi pewnie niczego nie zauważyły.
I prezenty, i podarki, na które odkładali przez ostatnie dwa miesiące! I czerwony kawior, i łosoś, i droga szynka, i tyle tego, co pozwalali sobie tylko na wielkie święta. Torby z delikatesami i prezentami leżały na wierzchu, żeby się nie pogniotły. Nabrali tego mnóstwo, jechali na święta do babci Szymona, na wieś.
Na trasie korek, wszyscy wyjechali za miasto. Samochody jadą jeden za drugim, powoli. Ale trudno od razu się zatrzymać. Więc co wypadło to przepadło.
Dzieci na tylnym siedzeniu zaniepokojone patrzyły na zapłakaną mamę i same zaczęły szlochać. Marcelina próbowała je uspokoić, Szymon zwolnił, zjechał na pobocze, w końcu się zatrzymali. Nadzieja tliła się jeszcze, bo może wszystko poleciało na bok. Przeszli poboczem kawałek wstecz, ale oczywiście na próżno. Nie było sensu szukać, tylko czas stracony.
Nie przejmuj się, trudno co przepadło, to trudno, kupimy inne, a może i bez tego się obejdziemy próbował pocieszyć Szymon, widząc jak zmartwiona jest Marcelina. Takie rzeczy można odkupić. Chodźmy do auta, bo śnieg sypie, ciemno się robi, a droga niełatwa.
Ale przez całą dalszą drogę Marcelina milczała. Co miała Szymonowi wyrzucać, iż bagażnik źle zamknął? Przecież wiedzieli, samochód stary, zamek słabo trzyma, więc się otworzył. Ciągle wracała do myśli o stracie oszczędzała przecież tak długo, żeby to wszystko kupić. Czuła ścisk w gardle i co chwila musiała ocierać łzy. No, przecież mogło być gorzej, ale żal ściskał jej serce. Przypomniała sobie jeszcze o prezencie dla babci Szymona cieplutkim, puszystym, pięknym pledzie, który też leżał w bagażniku i zrobiło się jej jeszcze smutniej.
Do wsi dotarli już po północy. Myśleli, iż babcia Zofia już śpi, nie doczekała ich. Ale nad gankiem jasno świeciła lampa, a z chałupy wybiegła babcia razem z sąsiadką Ireną.
No nareszcie, dzięki ci, Panie! Babcia od razu rzuciła się do całowania wszystkich po kolei. Marcelinko, Szymku, no całe szczęście! A gdzież to Franek z Kingą? O, są tu moi ukochani, Bogu dzięki, wszystko dobrze!
Babciu, wszystko w porządku. Czemu taka zmartwiona? Szymon objął babcię ramieniem. Przejdźmy do domu, śnieg sypie, jesteś w samym płaszczu, zimno! Co ci się tak nagle stało?
Babcia machnęła ręką. Cały wieczór, z Ireną, modliłyśmy się o was. Powiedz, iż nie wierzyć, a jednak To przecież mi się wszystko przyśniło! Leżę po obiedzie, a tu jak na jawie widzę wasze auto zlatuje z drogi w las, bieda się dzieje! Obudziłam się spocona i niespokojna, cały dzień z drżeniem serca chodziłam. Aż w końcu przeszła Irena, pytać czy już dojechaliście, bo jej syn z rodziną już był.
Nie byłam sobą, opowiedziałam jej mój sen.
Niedobrze! mówi Irena. Trzeba się modlić, może nie za późno! I cały wieczór prosiłyśmy Boga, żeby was uchował. Do świętego Antoniego się modliłyśmy, żebyście bezpiecznie przyjechali. Może coś ofiarować trzeba było? Nie wiem jak, ale Bogu dzięki, jesteście cali.
Prawda, babciu Marcelina i Szymon przytaknęli zgodnie A jeżeli nasze smakołyki i prezenty znalazły nowy dom, niech się komuś przydadzą. Może komuś były bardziej potrzebne.
Nowy Rok spędzali w dużym gronie, ze stołem uginającym się od dań. Swoje ziemniaczki, kiszone ogórki i pomidory. Śledź pod pierzynką i pieczona kaczka palce lizać! A oczywiście słynne babcine pierogi. Franek i Kinga co chwilę kradli ciepłe pierogi prosto z garnka przy piecu, im nic innego nie było potrzeba! W ciągu dnia dzieci z sąsiadami zjeżdżały na sankach z górki. Oczy im się już kleiły, ale czekały, bo lada moment miał przyjść święty Mikołaj i zostawić prezenty pod choinką!
Babcia Zofia śmiała się, obejmowała swoje prawnuki i dzieci sąsiadki. Szczęście to, iż wszyscy razem! To jest najważniejsze.
A w zapomnianej przez Boga wiosce, gdzie zostały trzy chałupy, za stołem pokrytym prostym jedzeniem siedziały dwie stare siostry Cecylia i Leokadia, i ich sąsiad dziadek Michał. Jeszcze żyli jakoś trwali. Rodziny żadnej, latem tu i tam coś posiali na grządce, ale zimą ciężko, zimno, razi samotność.
Ale trzymali się razem, bo razem było raźniej. Dziadek Michał przyniósł choinkę. Jedzenie na stole, choć skromne, zawsze jakieś było. Po obiedzie dziadek Michał poszedł do lasu zebrać suche gałęzie na rozpalenie pieca. Związał gałęzie, wrzucił na saneczki, patrzy coś wystaje z zaspy przy drodze.
Podszedł, pociągnął za paski torba. Otwiera dziadek, a w środku cuda: kawior, ryba, mięso. Na dnie futrzany pled, biały jak śnieg, miękki i ciepły. Rozejrzał się Michał wokoło nikogo. Załadował torbę na saneczki i wrócił do domu. Rozłożył pled przed Cecylią i Leokadią, rozpalił w piecu. Cecylia i Leokadia zaczęły układać potrawy na stole.
Nie sądziłam, iż jeszcze w życiu dane mi będzie taką ucztę mieć! dziwiła się Leokadia.
I ja nie wierzyłam, iż takie cuda się zdarzają wtórowała jej Cecylia.
To chyba sam Pan Bóg nam zesłał, na stare lata, taką nagrodę podsumował dziadek Michał. Może jeszcze pożyjemy i zobaczymy, co dla nas jeszcze los szykuje.
Nie warto rozpaczać po utraconych rzeczach. Może to właśnie los pozwolił zapłacić za uniknięcie większego nieszczęścia. Zamiast żałować, lepiej cieszyć się tym, co udało się ocalić tym, co naprawdę jest bezcenne.

![Gmina Jaworzyna Śląska zagra dla WOŚP z przytupem [PROGRAMY]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/WOSP-Jaworzyna-Slaska.jpg)







![Ponad 400 wolontariuszy, licytacje i koncerty. Olsztyn gotowy na 34. Finał WOŚP 2026 [PROGRAM]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/45/45858/d08f88e74438033c4a489b7bbbc500f2.jpg)

