I Love Juice, czyli dieta na miarę. Herosi biznesu

angora24.pl 3 godzin temu

– Od dziecka marzyłam, by mieć konkretny zawód. Chciałam studiować medycynę, ale moja mama wymarzyła sobie, iż jej dzieci zostaną prawnikami. Dlatego, podobnie jak mój brat, poszłam na studia prawnicze, ale byłam na nich nieszczęśliwa. Nie rozpoczęłam kariery w zawodzie, wykorzystywałam wiedzę prawniczą, pracując w mediach. Pomysł otwarcia własnej restauracji zrodził się z inspiracji znajomych handlujących wyciskarkami do owoców i warzyw.

– Nie mieliśmy żadnego planu, po prostu stwierdziliśmy: zróbmy to. Postanowiliśmy stworzyć miejsce, w którym będziemy oferować zdrowe soki (…). Założyłam, iż jeżeli codziennie przyjdzie do nas 100 osób i kupi po jednym soku, to damy radę. Oczywiście – tak się nie stało. Nie splajtowali tylko dlatego, iż połączyli pijalnię z salonem prezentacji wyciskarek. Później postawili na zdrowe jedzenie. – Nasze dania były bardzo proste, nie mieliśmy karty, menu wypisywaliśmy na ścianie, a większość skomplikowanych produktów, jak ciasta bez cukru czy pieczywo na zakwasie, zamawialiśmy, bo nie umieliśmy ich przygotować (…). Jednak ludzie, którzy nas odwiedzali, byli zadowoleni i wracali. To nam dało wiarę, iż warto pójść krok dalej i rozwinąć działalność. W ten sposób zostałam szefową kuchni (…). Pierwsze lata funkcjonowania I Love Juice to był okres bardzo ciężkiej pracy fizycznej. I nauki kierowania pracownikami.

– Nie umiałam stworzyć adekwatnego środowiska pracy, zakładałam, iż jeżeli płacę pensje, wszystko powinno dobrze funkcjonować. To było błędne założenie. Dzisiaj mam świadomość, iż zespół jest najważniejszy. Po załataniu luk w kompetencjach przywódczych, przyszedł następny pomysł – diety dostosowane do potrzeb klienta. – Skończyłam odpowiedni kurs, zaczęłam jeździć na rozmaite konferencje, by poszerzać swoją wiedzę. Mniej więcej w tym czasie jeden z naszych klientów poprosił, żebym przygotowała dla niego spersonalizowaną dietę. Był niezwykle wymagający, ale zarazem nauczył nas bardzo wielu rzeczy. Na przykład tego, iż najbardziej liczy się świeżość i jakość produktów. Resztę załatwił marketing szeptany. Jednak, jak twierdzi Ewelina, najpierw dobra robota, potem marketing, nie odwrotnie.

Idź do oryginalnego materiału