Czasem budzę się w środku nocy, a wszystko wiruje jak za mgłą pytam siebie, kiedy mój ojciec zdążył nam zabrać wszystko. Mam wtedy wrażenie, iż jestem znów tą zagubioną piętnastolatką z dziwnej sennie zamglonej Warszawy. Nasz dom był nieduży, ale zawsze pachniało świeżością i bielą pranych firanek. Meble stare, ale zadbane, lodówka czasem pełna, jeżeli była wyprawa do Biedronki, rachunki prawie zawsze opłacone na czas, jakby czas był czymś, co można wcisnąć w kieszeń.
Byłam w pierwszej klasie liceum i jedynym moim zmartwieniem było zaliczyć matmę i odłożyć trochę złotych na upragnione, śnieżnobiałe adidasy. Ale w moim surrealistycznym śnie wszystko z wolna zaczęło się przesuwać na drugą stronę lustra, odkąd tata zaczął wracać coraz później. Wchodził bez słowa, rzucał klucze na szklany stół i znikał w pokoju z telefonem przyklejonym do dłoni. Mama, z głosem jakby zaklętym, pytała:
Znowu się spóźniłeś? Myślisz, iż ten dom sam będzie stał?
Odpowiadał tylko szorstko:
Daj mi spokój, jestem zmęczony.
Przyklejałam swoje słuchawki do uszu, udając przed samą sobą, iż to, co się dzieje za ścianą nie ma nic wspólnego z moim snem. Pewnej nocnej chwili, z okna kuchni widziałam go jak szeptał w ogródku do telefonu, śmiał się dziwnie i rzucał słowa: prawie skończone i spokojnie, załatwię to. Kiedy mnie zauważył, nagle umilkło wszystko. W brzuchu pojawiło się uczucie, jakby miała tam mieszkać cała smutna Warszawa.
W piątek, dzień, który rozciągał się i zwijał jak gumka do ścierania, po powrocie ze szkoły zobaczyłam otwarty walizkę na łóżku. Mama stała w drzwiach, oczy zaczerwienione jakby je trzymał śnieg. Zapytałam szeptem:
Gdzie idzie?
Ojciec nie spojrzał nawet, rzucił tylko:
Wyjeżdżam na jakiś czas.
A mama wybuchnęła:
Na jaki czas? I z kim? Powiedz prawdę!
On rzucił wtedy głośno, jego głos zadrgał jak tramwaj przejeżdżający przez sen:
Odchodzę do innej kobiety. Mam dość tego życia!
Wylałam łzy, powiedziałam:
A ja? A moje liceum? A nasz dom?
Odpowiedział zimno:
Poradzicie sobie.
Zamknął walizkę, wepchnął do kieszeni dokumenty z szuflady, złapał portfel i zniknął, jakby wyparował razem z ostatnim oddechem. Nie pożegnał się.
Tej samej sennie rozmytej nocy mama próbowała wypłacić pieniądze z bankomatu karta zablokowana. Poszła rano do banku, tam usłyszała, iż konto jest puste. Wszystkie złote poszły do studni bez dna. Dowiedziałyśmy się też, iż rachunki za prąd i gaz od dwóch miesięcy czekają na spłatę, a tata wziął kredyt na siebie, wpisując mamę jako poręczycielkę, jakby jej imię było piórkiem w wietrze.
Pamiętam, jak mama zasiadła przy kuchennym stole, liczyła paragony starym kalkulatorem i płakała, powtarzając nie wystarczy nie wystarczy
Chciałam pomóc w tych matematycznych snach, ale połowy nie rozumiałam liczby tańczyły twarze bliskich mi ludzi. Po tygodniu odcięli nam Internet, a potem prawie zabrali prąd. Mama zaczęła szukać pracy sprzątała po domach, z torebką marzeń na ramieniu. Ja sprzedawałam cukierki w szkole; wstyd parzył, ale wiedziałam, iż potrzeba w domu była silniejsza niż śmieszność.
Był dzień, gdy otworzyłam lodówkę i zobaczyłam tam tylko dzbanek z wodą i pół pomidora cały świat w tej lodówce był przezroczysty. Usiadłam przy stole, płakałam cicho, żeby tylko nie obudzić złych snów. Tego wieczoru jadłyśmy biały ryż, zupełnie jakby w tym pokoju grał tylko jeden dźwięk. Mama przepraszała, powtarzała, iż nie może mi dać już tego, co kiedyś.
Po długim czasie zobaczyłam zdjęcie taty na Facebooku, uśmiechnięty z nową kobietą w restauracji gdzieś nad Wisłą. Wznosili toast kieliszkiem czerwonego wina. Ręce drżały mi jak porcelana. Napisałam mu:
Tato, potrzebuję na materiały do szkoły.
Odpisał:
Nie mogę utrzymywać dwóch rodzin.
To był nasz ostatni dialog, zasłona opadła.
Później już nie zadzwonił. Nie pytał czy zdałam, czy jestem chora, czy czegoś mi brakuje. Zniknął, jakby nigdy nie śnił o naszym życiu.
Teraz pracuję, opłacam wszystko i pomagam mamie. Ale rana ciągle pulsuje. To nie tylko sprawa pieniędzy chodzi o opuszczenie, chłód, sposób w jaki zostawił nas tonących w tym surrealistycznym polskim śnie, a sam płynął dalej, jakby nigdy na nas nie spojrzał.
I pomimo wszystkiego, nocą, w półśnie, w sercu ciągle krąży to samo pytanie jak nauczyć się oddychać po tym, jak własny ojciec odbiera Ci wszystko, a Ty musisz odkrywać, jak przeżyć, choć wciąż jesteś dzieckiem?














