Nieprzyjemny posmak
Koniec, nie będzie żadnego ślubu! zawołała Weronika.
Zaczekaj, co się stało? zmieszał się Paweł, przecież wszystko było w porządku!
W porządku? uśmiechnęła się gorzko Weronika, no jasne wszystko w porządku. Po prostu, zamilkła na chwilę, zastanawiając się, jak mu to powiedzieć… Ale w końcu wyrzuciła z siebie czystą prawdę, twoje skarpetki śmierdzą! Nie zamierzam ich wąchać do końca życia!
Naprawdę tak powiedziałaś? zdziwiła się mama Weroniki, gdy ta oznajmiła, iż wycofuje wniosek do urzędu stanu cywilnego, nie do wiary!
Dlaczego? wzruszyła ramionami niedoszła panna młoda, przecież to prawda. Powiedz jeszcze, iż tego nie zauważyłaś.
Zauważyłam, oczywiście zawstydziła się mama, ale to upokarzające. Myślałam, iż go kochasz. Chłopak jest przecież w porządku. A skarpetki? To przecież drobiazg, da się to naprawić.
Jak niby? Nauczysz go myć nogi? Zmieniać skarpetki? Dezodorantu używać? Mamo! Słyszysz siebie? Ja miałam wyjść za mąż! Żeby mieć mężczyznę u boku, a nie adoptować dorosłego chłopca!
To po co tak daleko z nim zaszłaś? Po co w ogóle wniosek składałaś?
To przez ciebie, mamusiu! Pawełek to dobry, miły chłopak. Podoba mi się twoje słowa? A jeszcze te: Masz już dwadzieścia siedem lat. Pora pomyśleć o ślubie, dać mi wnuki. Czemu milczysz? No właśnie?
Ale Weroniko, nie myślałam, iż się jeszcze wahasz. Wydawało się, iż wszystko jest poważne odparła mama, a wiesz, cieszę się, iż się nie pomyliłam: dobrze się zastanowiłaś i podjęłaś decyzję. Tylko, córeczko, to skarpetki śmierdzą trochę przesada. To do ciebie niepodobne.
Właśnie tak, mamo. Prosto z mostu. W jego stylu. Niech nie będzie już drogi powrotnej
***
Na początku Paweł wydawał się Weronice zabawny i nieco niezdarny. Chodził w ciągle tych samych jeansach i tej samej bluzie. Nie błyszczał rozmowami o sztuce, ale potrafił godzinami opowiadać o starych polskich filmach. W takich chwilach jego oczy naprawdę błyszczały.
Z nim było łatwo i spokojnie.
To właśnie ta prostota przyciągnęła Weronikę, zmęczoną już dramatami i wiecznym poszukiwaniem tego jedynego.
Po dwóch miesiącach chodzenia do kina i kawiarni, Paweł, zawstydzony, zaproponował:
Może wpadniesz do mnie? Zrobię Ci pierogi! Sam lepiłem!
Zaproszenie zabrzmiało tak domowo, iż Weronika poczuła ciepło w sercu. A to Sam lepiłem, rozczuliło ją na dobre.
Zgodziła się bez wahania
***
Mieszkanie Pawła jednak nie spodobało się Weronice.
Nie było tam brudu, ale panował chaos, tandetny wystrój i niemalże porzucona atmosfera. Szare ściany bez tapet, obdrapana kanapa i jedna poduszka. Na podłodze stosy: pudła, książki, stare czasopisma. Buty sportowe rzucone pośrodku. Do tego dochodził zatęchły zapach kurzu.
Pokój przypominał przejściowe lokum, jakby ktoś zaraz miał się wyprowadzić, ale nigdy tego nie robi.
No i jak podoba Ci się moja twierdza? Paweł rozłożył ręce, w jego uśmiechu była tylko duma. Był z siebie zadowolony! I szczerze nie widział tu nic dziwnego.
Weronika zmusiła się do uśmiechu: chłopak naprawdę jej się podobał, nie chciała wtedy zaczynać kłótni.
Poszli do kuchni. Tam wcale nie było lepiej: stół z warstwą kurzu, w zlewie brudne talerze, kubki z czarnym osadem. Na kuchence stara, porysowana kuchenka. Weronika zatrzymała wzrok na czajniku.
Ciekawe pomyślała jakiego był kiedyś koloru?
Nastrój opadł.
Weronika słuchała Pawła, który entuzjastycznie coś opowiadał, próbując ją rozbawić. Ale gdy podsunął jej talerz z pierogami, zdecydowanie odmówiła, zasłaniając się dietą
Nie byłaby w stanie zjeść niczego przygotowanego w tej kuchni.
Już w domu przeanalizowała swoje odwiedziny.
Na pierwszy rzut oka to wszystko, co zobaczyła u Pawła, były pierdoły, nic nieznaczące. No mieszka sam, nie daje rady z domem. No i co z tego?
Ale w tym całym nieładzie Weronika dostrzegła coś większego jak można tak żyć? I nie chodzi o lenistwo przy zmywaniu naczyń. Po prostu dla niego to normalne!
Zostało uczucie niesmaku, innymi słowy
***
Potem Paweł odwiedził Weronikę. Oficjalnie oświadczył się. choćby podarował pierścionek. Złożyli wniosek do urzędu. Rodzice już przygotowywali się do ślubu.
Bycie narzeczoną na pewno jest przyjemne. Ale gdy Weronika zostawała sama i myślała o Pawle, który zawsze się starał, lepił pierogi i opowiadał dowcipy, przed oczami miała czajnik o nieokreślonym kolorze!
I rozumiała: to nie tylko czajnik. To dowód! Mówi o podejściu Pawła do życia. Do codzienności. Do siebie samego. I pewnie do niej.
Pewnego dnia wyobraziła sobie ich wspólny poranek i przeraziła się.
Obudzi się, wejdzie do kuchni, a tam niedopita herbata i okruchy po kanapce. A gdy powie: Kochanie, posprzątaj proszę, Paweł spojrzy na nią zdziwiony, jak wtedy patrzył na swoje mieszkanie, i nie pojmie, o co jej chodzi. Nie będzie się kłócił, nie podniesie głosu. Po prostu nie zrozumie. I tak codziennie Weronika musiałaby tłumaczyć, sprzątać, przypominać. A jej miłość powoli ginęłaby od tysięcy drobnych ukłuć, których on nie zauważa.
A mama była taka szczęśliwa, iż wychodzi za mąż.
***
Ślub
Całe ciepło i lekkość, które Weronika czuła przy Pawle, stopniowo znikały, ustępując miejsca ciężkiemu niepokojowi.
Weroniczko pytał Paweł niemal codziennie, z troską patrząc jej w oczy, wszystko u nas dobrze? Kochamy się przecież?
Oczywiście odpowiadała, czując, jak coś w niej pęka.
Wreszcie nie wytrzymała i zwierzyła się przyjaciółce, mówiąc jej o wszystkich swoich wątpliwościach.
No i co z tego? nie rozumiała i dziwiła się Gosia. Kurz, jakiś czajnik Mój mąż po sobie czołg zostawiłby w kuchni i nie zauważy. Faceci nie widzą takich szczegółów!
No właśnie! Oni nie widzą szepnęła Weronika. I on nigdy nie zobaczy. A ja widzę! Cały czas! I to będzie mnie powoli niszczyć!
***
Nie obwiniała go. Nie ściemniał. Był szczery. Po prostu żył w innym świecie. Tam, gdzie brudny talerz w zlewie to norma. A dla niej to znak całkowitego niezrozumienia i obojętności.
Rozumiała, iż nie chodzi o czystość. Chodzi o to, iż inaczej patrzą na życie. I ta rysa, która pojawiła się w jej głowie, z czasem stanie się przepaścią między nimi.
Lepiej przerwać to teraz, niż za kilka lat utknąć w tej przepaści bez wyjścia.
Czekała na odpowiedni moment
***
Zaproszono Weronikę i Pawła na domówkę.
Przyszli, w przedpokoju zdjęli buty
Weszli do środka
Wstrętny zapach podążał za nimi wszędzie.
Weronika nie od razu zorientowała się, skąd ten odór.
Gdy już pojęła, i zobaczyła, iż zrozumieli to też wszyscy obecni, poczuła taki wstyd, iż chciała zapaść się pod ziemię. W milczeniu, gwałtownie się ubrała i wyszła z imprezy.
Paweł pobiegł za nią. Dogonił ją na klatce, złapał za rękę. Weronika odwróciła się i wykrzyczała mu prosto w twarz, niemal z wściekłością:
Koniec! Ślubu nie będzie!
***
I faktycznie, nie było ślubu.
Weronika uważa, iż postąpiła słusznie i nie żałuje.
A Paweł
Do dziś nie rozumie: w czym adekwatnie problem? Że skarpetki śmierdzą? Przecież mógł w ogóle je zdjąć
***
Dziś wiem, iż choć w związku można pójść na kompromis w wielu sprawach, to różnica w tym, jak patrzymy na życie i codzienność, to nie drobiazg. Gdy nie widzi się tych samych rzeczy, choćby skarpetka może być początkiem wielkiej przepaści.














