Pamiętam, jak dawno temu rozmawiałam ze swoją sąsiadką, panią Marią Nowak. Zapytałam ją wtedy, kiedy ostatni raz widziała swojego syna.
Od ilu lat nie rozmawia pani z synem? zapytałam nieśmiało.
W tamtej chwili serce mi się ścisnęło, gdy odpowiedziała:
Minęło już chyba ponad sześć lat odkąd nie widziałam Wojtka Na początku, gdy wyprowadził się razem z żoną, jeszcze dzwonił czasem. Potem kontakt się urwał. Jeszcze raz, kiedy miał urodziny, upiekłam mu sernik i poszłam złożyć życzenia, ale… opuściła wtedy wzrok i łzy napłynęły jej do oczu.
I co się wtedy stało?
Otworzyła mi drzwi jego żona, Agnieszka. Bez ogródek powiedziała, iż nie jestem mile widziana w ich domu. A mój syn? Stał z boku, patrzył na mnie tak, jakbym zrobiła coś złego, potem odwrócił głowę. To był ostatni raz, kiedy go widziałam.
I już nigdy potem nie zadzwonił? zapytałam z niedowierzaniem.
Raz zadzwoniłam ja, kiedy sprzedałam nasze trzy pokoje na Pradze i kupiłam mniejsze mieszkanie tutaj, na Ochocie. Dałam mu trochę pieniędzy, myślałam, iż może to coś zmieni. Przyszedł, podpisał papiery, wziął pieniądze i odszedł. Od tamtej pory nie mam od niego żadnych wieści.
Odczuwa pani bardzo samotność, czy już się pani z tym pogodziła? zapytałam cicho.
Jestem już przyzwyczajona. Kiedy byłam młoda, zostałam sama z Wojtkiem, bo mój mąż, Jan, zostawił mnie dla innej. Sama wychowałam syna, dbałam o niego jak byłam w stanie najlepiej. Wojtek dorastał w miłości. Potem, kiedy chciał wynająć własne mieszkanie, szczerze cieszyłam się, myślałam, iż dorósł, iż chce żyć na własny rachunek. W rzeczywistości chodziło o jego dziewczynę, która potem została jego żoną. To ona nalegała, żeby się wyprowadzili, by żadne matki nie wtrącały się do ich życia. Niedługo potem zaszła w ciążę
Opowiada to pani takim spokojnym głosem Nie jest pani żal, iż syn odsunął się od pani na starość? zapytałam zdziwiona.
Już się z tym pogodziłam. Lubię swoje nowe mieszkanie, jest wygodne. Mam wystarczająco oszczędności, by żyć spokojnie. Każdego ranka budzę się, nastawiam czajnik i wychodzę z herbatą na balkon popatrzeć na budzący się do życia Warszawy. Kiedy byłam młodą kobietą, moim największym marzeniem był spokojny sen, bo pracowałam na dwie zmiany i nie miałam na nic siły. Marzyłam, iż na starość będę otoczona rodziną Ale widocznie mi pisane było być samej.
A może powinna pani przygarnąć jakieś zwierzę? Kot albo pies by dotrzymywał towarzystwa.
Ach, kochana… choćby koty czasem opuszczają dom. A psa? Boję się, iż pewnego ranka mogłabym się nie obudzić i kto się nim wtedy zajmie? Nie chcę brać pod opiekę nikogo, kogo nie potrafię ochronić. Wiesz, raz już podjęłam złe decyzje wystarczy mi tego na całe życie.
Pani Maria ledwo powstrzymywała łzy, ale w końcu nie dała już rady i zapłakała, a ja długo myślałam o tej cichej samotności, która czasem dotyka nas wszystkich.








