Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, jak jeden głupi dzwonek telefoniczny całkowicie zmienił moje podejście do pomagania młodym w rodzinie, w tym mojemu synowi i synowej, jeżeli chodzi o mieszkanie.
Mieszkam sama w przytulnej kawalerce w samym sercu Warszawy. Pięć lat temu zmarł mój mąż, a ja po jego śmierci odziedziczyłam jeszcze dwupokojowe mieszkanie po ciotce Halinie, tyle iż na Ochocie też fajna lokalizacja, choć wiadomo, już nie ten prestiż co centrum. Wynajmowałam to mieszkanie parze bardzo sympatycznych młodych ludzi dbali, cicho, bez żadnych problemów, raz w miesiącu spotykaliśmy się przy oddawaniu czynszu i przy okazji kontrolowałam, czy wszystko jest w porządku. Przez dwa lata naprawdę nie miałam się do czego przyczepić.
Kiedy mój syn Bartek ożenił się z Natalią, postanowili zacząć życie na swoim wynajęli malutkie mieszkanie na Mokotowie i zaczęli odkładać na wkład własny pod kredyt. Nie stawiałam oporów, chociaż po cichu już planowałam, iż kiedyś dam im mieszkanie po cioci, a co zrobią potem sprzedadzą, odświeżą, przerobią po swojemu ich sprawa.
Rok po ślubie urodził im się mały Jaś. Po narodzinach wnuka tylko się utwierdziłam w przekonaniu, żeby spisać notarialnie przekazanie tej dwójki mieszkania. I serio, do niedawna poważnie o tym myślałam.
No i przyszedł czas moich sześćdziesiątych urodzin. Stwierdziłam raz się żyje! Wynajęłam salkę w klimatycznej knajpce niedaleko Krakowskiego Przedmieścia, zaprosiłam rodzinę, przyjaciół, no i oczywiście Bartka z Natalią.
Z Natalią zawsze mieliśmy poprawne relacje. Bywała wybuchowa, czasem rzuci coś bez zastanowienia, choćby w moją stronę, ale zrzucałam to na karb młodości. Nigdy nie zbierałam urazy. Ale to, co zrobiła tego wieczoru, sprawiło, iż poczułam się naprawdę upokorzona.
Bartek i Natalia przyszli z małym Jasiem wiadomo, dzieciak nie wytrzyma długo w takim zgiełku, więc uprzedziła mnie, iż wyjdą wcześniej i ja to całkowicie rozumiałam.
Kiedy już zbierali się do wyjścia, Natalia nagle zauważyła, iż nie ma telefonu. Biegała po sali, szukała nerwowo, więc żeby jej pomóc, wybrałam jej numer ze swojego telefonu.
I ludzie Nagle, w środku całej tej uroczystej atmosfery, z parapetu rozległ się głośny, agresywny szczek i wycie psa! Wszyscy zamarli, spojrzeli w stronę Natalii, a ona cała pobladła, aż się jej wypieki na twarzy zrobiły. Podbiegła czym prędzej do okna, porwała swój telefon i nerwowo odrzuciła połączenie.
W całej restauracji zapadła dziwna cisza, goście zaczęli po sobie spoglądać. Wtedy na szczęście mój brat Zbyszek ogarnął zamieszanie, włączył muzykę, wypił za moje zdrowie i impreza powoli wróciła na swoje tory. Ale jak to się mówi co w sercu, to na języku i zaczęły się ciche szepty i dziwne spojrzenia.
Przez resztę wieczoru czułam, iż wszyscy podśmiewają się po kątach z oryginalnego dzwonka, który Natalia ustawiła na mój numer telefonu. Następnego dnia zapytałam Bartka, czy to dla żartu, ale zbył mnie, iż to nic takiego.
Od tej sytuacji ograniczyłam kontakty z młodymi. Kwestia mieszkania cóż, poczeka, aż nasze relacje się poprawią. Najbardziej chciałabym usłyszeć od nich chociażby zwykłe przepraszam. jeżeli naprawdę uważają mnie za psa, ich sprawa Ale mi byłoby bardzo przykro.














