Dramat milionów Polaków w 2026 roku. Dotyka każdego z nas

warszawawpigulce.pl 1 godzina temu

29 maja 2026 roku minister finansów Andrzej Domański napisał na platformie X: „Inflacja w maju spadła do poziomu 3,1 proc. Wyraźnie poniżej oczekiwań analityków”. Ogłosił to jako sukces. I technicznie miał rację – ekonomiści spodziewali się 3,7 proc., a wyszło 3,1 proc. Tyle iż ceny w sklepach rosną od kilku miesięcy w tempie 3,7-3,8 proc. rocznie. I nikt tego za sukces nie ogłasza. Problem polega na tym, iż „inflacja spada” i „zakupy tanieją” to dwa różne zdania. W 2026 roku większość Polaków myli jedno z drugim.

Tłumy klientów w sklepach. | Zdjęcie poglądowe. Fot. Shutterstock.

Inflacja 3 proc. nie oznacza, iż ceny wróciły do poziomu sprzed 4 lat – oznacza, iż rosną wolniej

To jest sedno nieporozumienia, które powtarza się w każdym komunikacie rządowym i każdym nagłówku medialnym o „spadku inflacji”. Inflacja to nie poziom cen – to tempo ich zmiany. Gdy inflacja „spada z 15 proc. do 3 proc.”, nie oznacza to, iż ceny cofnęły się o 12 proc. Oznacza to, iż do cen, które już wzrosły o kilkadziesiąt procent w poprzednich latach, dokładane są kolejne procenty – tyle iż wolniej niż wcześniej.

Konkretny przykład: chleb kosztował w 2020 roku średnio 3,50 zł. Przy skumulowanej inflacji z lat 2021-2025 ten sam chleb kosztuje dziś ok. 5,10-5,50 zł. Inflacja 3 proc. w 2026 roku oznacza, iż za rok będzie kosztował ok. 5,25-5,67 zł – nie 3,50 zł. Ceny nie wracają do punktu wyjścia. One nigdy nie wracają. Każdy rok „niskiej inflacji” to kolejny wzrost nakładany na już wysoki poziom.

Skumulowany wzrost cen w wybranych kategoriach od 2020 do 2026 roku:

Kategoria Wzrost 2020-2026 (szacunek skumulowany) Przykład: cena 2020 Przykład: cena 2026
Pieczywo ok. +55-65% 3,50 zł/bochenek ok. 5,40-5,80 zł
Masło ok. +80-90% 4,50 zł/200g ok. 8,00-8,50 zł
Jaja (10 szt.) ok. +60-70% 4,00 zł ok. 6,40-6,80 zł
Mięso mielone (1 kg) ok. +50-60% 11,00 zł ok. 16,50-17,60 zł
Rachunek za gaz (śr. gosp. dom.) ok. +40-60% ok. 120 zł/mies. ok. 168-192 zł/mies.
Prąd (4-os. rodzina, 6000 kWh/rok) ok. +35-50% ok. 400 zł/mies. ok. 540-600 zł/mies.

Szacunki na podstawie danych GUS, UCE Research, analiz Banku Pekao i NBP. Ceny 2026 to wartości rynkowe, nie modelowe. Skumulowana inflacja CPI 2021-2025 wyniosła łącznie ok. 40-42 proc. według danych NBP i GUS.

Inflacja 3,1 proc. w maju 2026 roku nakłada się na tę już drastycznie wyższe bazy cenowe z lat 2021-2025. To jak mówienie, iż góra „rośnie wolniej” – dla kogoś kto już wspina się na szczyt, ta informacja nie jest pocieszeniem.

Dwie różne liczby: GUS mówi 3,1 proc., sklep mówi 3,7-3,8 proc. – skąd rozbieżność

Cykliczny raport „Indeks cen w sklepach detalicznych” UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito to jeden z najbardziej wiarygodnych barometrów tego, co Polacy faktycznie płacą przy kasie. Metodologia jest prosta i twarda: co miesiąc zbieranych jest ponad 84-100 tys. cen detalicznych z ponad 45 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych – dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sklepy convenience i cash&carry.

Wyniki za pierwsze miesiące 2026 roku:

Miesiąc Wzrost cen w sklepach (UCE Research) Inflacja CPI (GUS) Różnica
Grudzień 2025 3,8% rdr. 2,4% rdr. +1,4 pp.
Styczeń 2026 3,7% rdr. 2,2% rdr. +1,5 pp.
Luty 2026 3,8% rdr. 2,1% rdr. +1,7 pp.
Marzec 2026 3,8% rdr. 3,0% rdr. +0,8 pp.
Kwiecień 2026 3,7% rdr. 3,2% rdr. +0,5 pp.
Maj 2026 (szacunek) brak danych 3,1% rdr.

Źródło: UCE Research i Uniwersytety WSB Merito „Indeks cen w sklepach detalicznych” (raporty miesięczne); GUS wskaźnik CPI. Dane UCE Research dotyczą ok. 100 produktów z 17 kategorii codziennego użytku. CPI GUS obejmuje szerszy koszyk: paliwa, usługi, elektronikę – kategorie, które w 2025-2026 stabilizowały lub obniżały ogólny wynik.

Odpowiedź na pytanie „dlaczego sklep jest droższy niż mówi GUS” daje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito wprost: „Wskaźnik CPI obejmuje znacznie szerszy, ważony koszyk towarów i usług, w tym paliwa, usługi czy elektronikę, a te kategorie potrafią istotnie obniżać ogólny wynik”. W praktyce: tańsze paliwo w 2025 roku, niższe ceny telewizorów i AGD, stabilizacja cen usług telekomunikacyjnych – to wszystko wchodziło do koszyka GUS i obniżało wynik. Ale chleba, masła i mięsa tańsze paliwo nie zastąpiło.

60 proc. firm planuje kolejne podwyżki – i właśnie zaczynają je wdrażać

Dane GUS i UCE Research pokazują, co już się stało. Raport Grant Thornton pokazuje, co dopiero będzie. 60 proc. średnich i dużych firm w Polsce planuje podwyżki cen swoich produktów i usług w 2026 roku – wynika z badania International Business Report przeprowadzonego przez Grant Thornton wśród setek polskich firm (opublikowanego 2 stycznia 2026 r.). To o 3 punkty procentowe więcej niż rok wcześniej. Różnica między firmami planującymi podwyżki a planującymi obniżki wynosi 57 punktów procentowych.

Co konkretnie firmy zamierzają zrobić:

Planowana skala podwyżki Odsetek firm planujących podwyżki
3-4 proc. 33 proc. firm
5-7 proc. 38 proc. firm
Powyżej 7 proc. reszta planujących podwyżki
Obniżki zaledwie 3 proc. firm

Źródło: Grant Thornton International, badanie IBR (International Business Report), styczeń 2026 r. Badanie objęło setki średnich i dużych firm w Polsce i 38 krajach świata.

Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, wyjaśnia paradoks: „Na inflację konsumencką składają się nie tylko ceny towarów i usług produkowanych w kraju, ale też ceny energii elektrycznej i gazu oraz towary importowane, a te będą stabilne i będą ograniczały inflację”. Innymi słowy: firmy produkcyjne, transportowe i budowlane podwyższają ceny, ale importowana elektronika, paliwa i część żywności je równoważy w statystyce GUS. Dla konsumenta kupującego bułki i mięso – a nie telefony i paliwo – to żadna ulga.

Grant Thornton prognozuje inflację na 2026 rok na poziomie 2,8 proc. – powyżej konsensusu rynkowego – i zapowiada jej wyraźniejszy wzrost w 2027 roku, gdy podwyżki cen producenckich planowane teraz w pełni przełożą się na konsumentów. W skrócie: to, co firmy planują teraz, kasjer wbije w paragon za 6-12 miesięcy.

Shrinkflacja: cena ta sama, produkt mniejszy – i tego GUS nie zmierzy

Jest jeszcze jeden mechanizm, który oficjalne statystyki systematycznie pomijają, a który realnie zwiększa koszty życia. Shrinkflacja – czyli zmniejszanie gramatur produktów przy utrzymaniu tej samej lub nieznacznie wyższej ceny opakowania.

Mechanizm jest prosty i sprytny: konsument przyzwyczajony do płacenia „zwykłej ceny” za znane opakowanie nie zauważa, iż dostaje 10-15 proc. mniej produktu. GUS mierzy cenę, ale nie zawsze wychwytuje zmianę gramatur – szczególnie gdy zmiany są stopniowe i dotyczą setek produktów jednocześnie.

„W przypadku żywności podstawowej konkurencja między sieciami jest bezwzględna i hamuje marże. Warto też pamiętać o tym, iż sklepy często zamiast podnosić ceny, zmniejszają gramaturę produktu. Konsument płaci tyle samo, ale dostaje mniej. I to jest wzrost cen, którego statystyki nie wychwytują” – zaznacza dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito w komentarzu do raportu UCE Research z marca 2026 roku.

Przykłady z polskich sklepów, które odnotowały portale konsumenckie i stowarzyszenia ochrony konsumentów: chipsy z 150g do 130g przy tej samej cenie; płatki śniadaniowe z 500g do 450g; kawałek sera żółtego ze standardowych 300g do 250g. Każda z tych zmian, osobno, wygląda jak błahostka. Razem – to realny wzrost kosztu zakupów o kilka procent, niewidoczny w danych CPI.

Warszawa: drożej i szybciej niż w reszcie kraju

Inflacja usługowa w lutym 2026 roku wyniosła 4,8 proc. rok do roku – przy inflacji towarowej na poziomie zaledwie 1,0 proc. Usługi drożeją ponad 4-krotnie szybciej niż towary. To dane z analizy portalu Warszawa w Pigułce na podstawie raportu NBP z marca 2026 roku.

Dla Warszawy ma to szczególne znaczenie: stolica jest miastem, gdzie dominuje sektor usług – restauracje, fryzjerzy, pralnicy, instruktorzy fitness, usługi IT, doradztwo. Koszyk wydatków warszawiaka jest mocniej obciążony usługami niż koszyk mieszkańca mniejszych miast, gdzie większy udział mają towary i przetwórstwo.

Do tego Warszawa jako rynek o najwyższym popycie konsumenckim w Polsce jest naturalnym miejscem, gdzie producenci i sieci handlowe wdrażają podwyżki w pierwszej kolejności. Presja płacowa w stolicy jest najsilniejsza w kraju – co z jednej strony oznacza wyższe pensje, ale z drugiej wyższe koszty dla firm świadczących usługi w Warszawie, które te koszty przerzucają na klientów.

Dane GUS za kwiecień 2026 roku potwierdzają, iż kategorie, które w Warszawie mają największy udział w wydatkach, drożały ponadprzeciętnie: czekolada +11,1 proc. rdr., owoce i orzechy +7,8 proc. rdr., ryby i owoce morza +5,6 proc. rdr., jaja +6,4 proc. rdr.

Co to oznacza dla Ciebie? Jak robić zakupy tak żeby nie płacić więcej niż musisz

1. Sprawdzaj gramaturę, nie tylko cenę – najprościej przez cenę za kilogram
Każdy sklep ma obowiązek podawania ceny za jednostkę miary (zł/kg, zł/l) na etykiecie cenowej. To jest Twój jedyny niezawodny punkt porównania. Cena opakowania nic nie mówi, gdy opakowanie zmienia rozmiar. Porównuj zawsze cenę za kilogram – jeżeli w ciągu roku wzrosła, to jest prawdziwy wskaźnik podwyżki, niezależnie od tego co mówi CPI.

2. Aplikacje do porównywania cen – szczególnie przy droższych produktach
Aplikacje takie jak Zakupy Blix, Listy Zakupów Kaufland czy skaner cen w aplikacjach Lidla i Biedronki pozwalają sprawdzić cenę produktu w kilku sieciach jednocześnie. Przy produktach, które kupujesz regularnie w dużych ilościach (kawy, detergenty, produkty higieniczne), różnica między najdroższą a najtańszą siecią potrafi wynosić 20-30 proc.

3. Marki własne sieci jako realna ochrona przed podwyżkami producenckimi
Gdy 60 proc. firm planuje podwyżki, sieci handlowe mają silny interes, żeby bronić cen marek własnych – to ich główny argument konkurencyjny. W kategoriach takich jak makarony, konserwy, płatki, mrożonki czy chemia gospodarcza marki własne Lidla, Biedronki, Kauflandu i Dino kosztują od 20 do 40 proc. mniej niż marki producenckie przy porównywalnej jakości. Przesunięcie części zakupów na marki własne to jeden z niewielu sposobów faktycznej osłony przed podwyżkami producenckimi.

4. Gazetki promocyjne przed zakupem – cykl promocji powtarza się co 2-3 tygodnie
Duże sieci działają na cyklu promocyjnym o długości 2-3 tygodnie. Produkty z wyższej półki cenowej – kawa, napoje, wędliny, sery – wchodzą w głębokie promocje rotacyjnie. Planowanie zakupów z tygodniowym wyprzedzeniem i korzystanie z promocji na produkty o długim terminie ważności (kawa, konserwy, oleje, proszki do prania) może realnie obniżyć miesięczny rachunek o 10-15 proc.

5. Nie wierz nagłówkom o „spadku inflacji” – sprawdzaj cenę konkretnego produktu rok do roku
Najskuteczniejszy domowy test inflacyjny: zapisz ceny 10 produktów, które kupujesz co tydzień. Za rok porównaj. Różnica między tym, co pokazuje GUS a tym, co pokażą Twoje zapiski, to właśnie „inflacja odczuwana” – i ona jest prawdziwsza dla Twojego budżetu niż wskaźnik CPI.

Idź do oryginalnego materiału